W życiu nie widziałem ziemi tak pięknej” miał powiedzieć Krzysztof Kolumb dopływając do wybrzeży Kuby w 1492 roku...
12.12.2011„Nie, proszę, nie zatrzymuj się, nie zostawiaj nas tutaj” rzekła towarzyszka mej podróży na wyspę wysiadając z taksówki w sercu starej Havany 516 lat później. Zdecydowanie nie była to Kuba, którą znałyśmy z pocztówek i barwnych relacji w Internecie. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to ciemność. Nieliczne latarnie dają mało światła, co nie ułatwia wędrówek po ciasnych, brudnych, jednakowych ulicach. Z bram ciekawie przyglądają nam się młodzi ludzie, bose dzieci chlapią się w kałużach, nie widać nawet płynących rynsztokiem nieczystości. Może nawet lepiej, że jest ciemno.
Udaje nam się znaleźć kwaterę. Nie mamy zamiaru nigdzie stąd dziś wychodzić. Jest 18.00. Gospodarz łamanym angielskim zachęca nas do rozejrzenia się po okolicy: „tam, dwieście metrów dalej jest zabytkowy browar, zobaczcie sobie dziewczyny”. Nie chcąc robić mu przykrości wychodzimy i… rzeczywiście tuż za rogiem znajdujemy zupełnie inny świat. Pięknie odnowiony ryneczek, odrestaurowane kamienice, drogie restauracje, donice pełne kwiatów. Dwie inne, funkcjonujące obok siebie rzeczywistości. Witamy na Kubie!
W zasadzie istnieją dwa sposoby zwiedzania wyspy, bardziej i mniej konwencjonalny. Większość wybiera pobyt w Varadero, najbardziej znanym kurorcie, prawdziwej zonie turystycznej. Jest to sztucznie wybudowana hotelowa wioska przy pięknej plaży, gdzie można odpoczywać do woli przy dźwiękach salsy i drinkach podawanych przez przystojnych latynoskich kelnerów. Co bardziej ciekawi wybiorą się dodatkowo na wycieczkę do stolicy, zachwycając się kolonialną architekturą i popijając mojito w ulubionej knajpce Hemingway’a. Ci wrócą zachwyceni wyspą, pogodą, plażą, rafą koralową… gotowi wracać na Kubę bez końca.
Żeby jednak naprawdę poznać to miejsce, trzeba poświęcić trochę czasu, wysiłku i niejednokrotnie nerwów. Niełatwo jest samodzielnie podróżować po wyspie bez worka pieniędzy pod pachą…
Przyleciałyśmy na Kubę generalnie bez planu. Program całego pobytu powstał właściwie w samolocie, z pewnym jeszcze zapasem na małe modyfikacje. Założenie było proste: poznać smak prawdziwej Kuby. Z perspektywy czasu widzę, że średnio nam się to udało. Przede wszystkim pojawiłyśmy się na wyspie jako ktoś obcy, co od razu przyporządkowało nas do tej alternatywnej, turystycznej rzeczywistości, przez którą niezmiernie ciężko się przebić.
Bo na Kubie wszystko jest podwójne. Poczynając od najbardziej przyziemnych spraw… waluta. Dla tubylców inna, dla przyjezdnych inna. Można sobie swobodnie wymieniać euro, czy inne zagraniczne waluty na CUC czyli peso wymienialne, to kubańskie natomiast bardzo trudno dostać. Ceny dla nas oczywiście kilkakrotnie wyższe, cóż… sklepy- inne dla miejscowych, gdzie sprzedaje się w lokalnej walucie, inne dla przyjezdnych, aczkolwiek Kubańczyk też może w nich robić zakupy - jeśli posiada CUC. Transport - od taksówek, poprzez busiki, na autobusach dalekobieżnych kończąc - osobny. Bary, restauracje, jadłodajnie - parę razy udało nam się wejść do lokalnej, ale nie chciano nas obsłużyć, mimo, że miałyśmy miejscową walutę i ochotę coś zjeść. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność, totalnie inny świat. Musimy płacić, w końcu jesteśmy turystami, bogaczami z Europy. Nie ma znaczenia czy mieszkamy w najdroższych hotelach, czy podróżujemy z potarganym plecakiem.
Wakacje zaczynamy od kilku dni w Havanie. Jest niesamowicie. Pierwszego dnia nie mogę przywyknąć do tłumów na ulicach. Jest duszno, nad miastem unosi się mgła spalin, brudno i wilgotno. Ludzie… wszędzie. Stolica ma specyficzny zapach, niezapomniany, zapach morza, spalin, powszechnie używanego przez ludzi mydła, cygar i kurzu. Początkowo przeszkadza, dusi, przytłacza, aż chce się krzyczeć. Później przywykasz, potem… tęsknisz. Zwiedzamy najważniejsze zabytki miasta, zachwycamy się kolonialną architekturą, oglądamy muzeum rewolucji, z murów spogląda na nas Fidel i Che- najbardziej rozpoznawalny symbol rewolucji na świecie.
Próbujemy zrozumieć, co się tutaj wydarzyło, czy przyniosło upragnione szczęście, czy warte było milionów ofiar. Zmęczone życiem stolicy jedziemy niecałe czterysta kilometrów na wschód. Trinidad, to jedno z najbardziej uroczych miasteczek, jakie widziałam. Ma niesamowity klimat. Tutaj czas zatrzymał się w połowie XVIII wieku. Niskie kolorowe domki, prowincjonalny leniwy nastrój, stare kościoły, pogodni ludzie. Tak właśnie wyobrażałam sobie Kubę. Znajdujemy maleńką knajpkę, siadamy na twardych drewnianych krzesłach, zamawiamy mojito. Zaraz pojawia się młody chłopak z gitarą, siada na krawężniku i śpiewa rzewne rewolucyjne piosenki. Wieczorami w centrum miasteczka odbywa się zabawa taneczna. Wywijamy salsę z tubylcami do upadłego. Ciągle ktoś nas zaczepia, proponuje lekcje tańca. Po trzech dniach orientują się, że nie będziemy chciały się uczyć, już nikt nas nie prosi…
Podróżujemy trochę, podglądamy życie ludzi. Gdzie podziała się osławiona kubańska radość życia? Docieramy do Playa Larga, wioski w pobliżu Zatoki Świń. Mamy nadzieję odpocząć od miasta i trochę poplażować. Trafiłyśmy do dziury zabitej dechami. Życie tutaj gaśnie wraz z zapadnięciem zmroku, czyli około 17.30. Nie chcemy wykupywać wyżywienia na kwaterze, więc… głodujemy. Nie możemy nic kupić, bo, choć mamy pieniądze, nie posiadamy kartek na pieczywo czy mleko…
Zachwyca mnie życie podwodne! Czegoś takiego nie pokazują nawet na Discovery! Postanawiamy jednak stąd wiać, nie ma tylko jak… jedyny w tym dniu autobus do Havany nie zatrzymał nam się na przystanku. Autostop to ciężka sprawa, przekonałyśmy się już nie raz. Czasem spędzisz 2 godziny przy drodze i miną Cię może trzy samochody. Nie poddajemy się jednak. Jak zwykle nas oszukano, ale jakoś późną nocą dotarłyśmy do stolicy.
Po jakims czasie zaczynamy odczuwać pewien niedosyt. Spędziłyśmy w Havanie już ponad tydzień, a nie udało nam się zrozumieć tego miejsca. Chodzimy po ulicach, próbujemy rozmawiać z ludźmi, przyglądamy się im ukradkiem. Słuchamy ulicznych grajków na Malecon, uśmiechamy się do rybaków łowiących w brudnym morzu malutkie szprotki, próbujemy miejscowego rumu po raz kolejny… powoli czas pakować się do domu, a my nie jesteśmy w stanie objąć rozumem tego, co tutaj się dzieje.
Tubylcy nie pozwalają obcym zbliżyć się do siebie. Pokazują im tylko fragment, niewielki skrawek swojego państwa tak, jak chcą go pokazać, albo tak, jak chcą widzieć go turyści. Masz wrażenie, że wszystko ma tutaj swoją cenę; i podróżowanie, i pomoc i uśmiech drugiego człowieka. Naszym założeniem było przez dwa tygodnie wtopić się w tłum. Żyć, jeść, jeździć, spać jak oni. Jakże irytujące było wpychanie nas do klimatyzowanych autobusów, albo ustępowanie kolejki w sklepie. Jeśli jednak przyjrzysz się, w jakich warunkach socjalnych żyją kubańczycy, jak przepisy ograniczają ich swobodę, zrozumiesz, że policja na każdym rogu ulicy stoi nie tylko po to, by stać; można wiele sobie wytłumaczyć.
Mówią, że Kuby nie można zrozumieć. Można ją poczuć, posmakować, doświadczyć. Możesz ją kochać, lub nienawidzić, ale nie obejmiesz jej rozumem. Możesz wierzyć w Kubę z prospektów i folderów, zakochać się w jej muzyce, plażach, palić cygara skręcane na udzie ponętnej mulatki, nosić koszulkę z Che Guevarą. Ale wystarczy szerzej otworzyć oczy, by zobaczyć, że jest to tylko dobrze wyreżyserowana bajka, w którą sami mieszkańcy desperacko chcieliby wierzyć.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Hawana Waluta: peso kubańskie (CUP) 1 CUP = 100 centavos peso kubańskie wymienialne (CUC) 1 CUC = 100 centavos kurs wymiany: 1 CUC = 24 CUP Język urzędowy: hiszpański
Lokalny czas
Po co jechać
- Dla Salsy
- Cygar
- Starych samochodów
- Kolonialnych miasteczek
- Rewolucyjnej otoczki
- Tropikalnych plaż
Kiedy jechać
Od stycznia do maja.
Niezbędne informacje
więcejPrzydatne adresy
- www.cubahotelreservation.com Hotele
- www.cuba-museums-guide.com Muzea
- www.cuba.com Informacje
CZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line







