„Delta Orinoko – tam gdzie rzeka spotyka niebo …”

Mała Indianka, pozuje do zdjęcią z "pomocą" brata.

fot.: krzastek

Mała Indianka, pozuje do zdjęcią z "pomocą" brata.
... Odwiedzamy też domostwa Indian, domostwa to wiaty, w których wiszą praktycznie tylko same hamaki. Patrząc przez pryzmat świata zachodniego Indianie żyją w straszliwej nędzy ...

Jestem trochę przejęty, ponieważ wiem, iż samoloty w Wenezueli obsługujące loty krajowe to przeważnie kilkudziesięcioletnie wysłużone maszyny wycofane ze służby w swoich ojczystych krajach. Lecimy  na niskim pułapie dzięki czemu widać pod nami dżunglę i meandry rzeki, po około godzinie lądujemy na maleńkim lotnisku. Dosłownie 500 metrów od lotniska jest przystań, na  której wsiadamy na szybkie łodzie motorowe. Mamy udać się do jednego z kilku w tych okolicach obozu – Orinoko Delta Lodge. Byłem przekonany, iż podróż ta potrwa najwyżej pół godziny tymczasem płyniemy z szaleńczą prędkością po Orinoko, pełniącą tu rolę autostrady ponad godzinę. Indianin, który steruje łodzią zaczyna ścigać się z przepływającą w pobliżu łodzią, raz prowadzimy my, innym razem lepsi są nasi rywale. Silniki wyją niemiłosiernie, płyniemy na tyle szybko, iż nie trzymanie czapek jest równoznaczne z ich utratą. Kilkakrotnie stary Indianin, po którym widać, iż to stary wyga i zna te tereny jak własną kieszeń zatrzymuje się aby pokazać pływające delfiny. Dopływamy do obozu, jak na to miejsce to oaza „luksusu”, dwuosobowe domki, w których rolę ścian pełnią moskitiery, dach pokryty liśćmi palmy, jest nawet toaleta i prysznic na wodę z deszczówki.

Indianin zabiera naszą grupę do curiary, dzięki czemu poczujemy jak się pływa w tradycyjnych łodziach Warao. Jest trochę straszliwie bo wcześniej na łodziach motorowych mieliśmy kapoki a teraz nie zdążyliśmy o nich pomyśleć a tym bardziej ich założyć. Ledwo się usadowiłem w czółnie, a tu słyszę krzyk naszego przewodnika, abym brał wiosło bo ktoś musi wiosłować z przodu. Curiara początkowo strasznie się chyboce, ale później wszyscy są na tyle przestraszeni, że starają się wykonywać jak najmniejsze ruchy, zwłaszcza moja żona która nie umie pływać i nie zdążyła uciec z łodzi (szkoda byłoby stracić aparaty ze zdjęciami, a tym bardziej żonę). Po kilku minutach sytuacja się stabilizuje a my spokojnie płyniemy obserwując domy Indian na brzegu. Wśród domostw tu i ówdzie biegają świnie i dzieci  …

 …Po posiłku wybieramy się w koleją podróż po rzece związaną z wyprawą do dżungli. Zaczytując się w dzieciństwie w powieściach Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka Wilkowskiego mogłem tylko marzyć, iż dane mi będzie zobaczyć las tropikalny Ameryki Południowej, tak więc ta wyprawa jest dla mnie nie lada przygodą. Przewodnik porusza się przed nami z maczetą torując sobie i nam drogę, co chwilę zatrzymuje się, spogląda w górę wypatrując niebezpieczeństw. Dostaję od niego do ręki lianę i nagle zapominam o komarach, wężach, pająkach i innych zagrożeniach,  wieszam się na lianie i przelatuję pięć metrów nad pokaźnym bagnem (później z tej samej liany piję wodę). W dżungli słychać okrzyki wyjców, a komary są dosłownie wszędzie, kąszą  w każde odsłonięte miejsce,  w moim przypadku w szyję i twarz. W akcie desperacji wylewam pół butelki Offa na siebie i pomimo, iż jestem pokryty grubą mazią preparatu dalej mnie ciupią jak wściekłe. Mam okazję zobaczyć Krwawiące drzewo, drzewo balsy, święte drzewa Warao Palmy Moriche. Indanin ścina też kilkunastometrową palmę, wycina z niej serce (pąk szczytowy kłodziny) i nas nim częstuje … 

 … Odwiedzamy też domostwa Indian, domostwa  to wiaty, w których wiszą praktycznie tylko same hamaki. Patrząc przez pryzmat świata zachodniego Indianie żyją w straszliwej nędzy. Warto podkreślić że choć biedę widać w koło to jednak na twarzach Indian maluje się spokój i szczęście. Coraz częściej zamiast darów rzeki, muszą liczyć na żywność przywiezioną w plastikowych workach z drugiego końca świata. Zachodnie ubrania, które noszą to często znoszone łachmany. Najgorsze jest to, iż nie mogą już żyć tak jak ich przodkowie, a do zachodniej cywilizacji po prostu nie pasują. Można powiedzieć, że ich obecne życie to karykatura – żyją w zgodzie z naturą, ale otoczeni są górami plastikowych śmieci ...

 … Podbiegają do nas dzieciaki z wisiorkami, wszystko co chcą nam sprzedać ma taką samą cenę 10 BV. Dzieci są przygnębione każde liczy, że coś od niego kupię. Najfajniejsze są maluchy, są naprawdę urocze, popisują się przede mną jak mogą. Po chwili dzieci zaczynają się wygłupiać i zaczynają pozować do zdjęć. Naga dziewczynka biega za szczeniaczkiem, po czym chwyta go za tylne nogi i robi sobie z niego „taczki”, uśmiechając się przy tym wdzięcznie. Wokół niej kręcą się inne małolaty, jeden ze starszych chłopców (prawdopodobnie brat) zauważając nasze zainteresowanie dziewczynką ustawia ją do zdjęć ...

 Polowanie na na piranie i kajmany

 … Zatrzymujemy się łodzią blisko brzegu, dostajemy kije z przywiązaną żyłą i haczykiem. Zaczynamy łowić żarłoczne piranie, bez przerwy z haczyka znika spory kawałek mięsa, natomiast po piranii ani widu ani słychu. W końcu udaje nam się złowić kilka piranii i jednego dziwacznego suma z ostrymi kolcami. Indianin demonstruje siłę zębów piranii na kawałku grubego liścia, używa jej jak sekatora, chłap  i w trójkątnych zębach znika spory jego kawałek. W nocy wypływamy na poszukiwanie kajmanów. Indianin szperaczem świeci po brzegu, na drzewach obserwujemy ptaki, nie możemy jednak znaleźć gadów, dopiero po jakimś czasie udaje się wypatrzyć nam jednego. W drodze powrotnej zatrzymujemy się na środku rzeki, przewodnik wyłącza silniki, dzięki temu słyszymy odgłosy dżungli, robi się nastrojowo, pełnia księżyca sprawia, że jak na środek nocy doskonale widzimy  brzeg i dżunglę. Siedząc w łodzi wydaje się, iż czas stanął w miejscu, osobiście mógłbym tak spędzić całą noc, niestety nasz zachwyt i spokój burzy chmara komarów, która zaczyna nas atakować. Z minuty na minutę jest ich coraz więcej, chcemy znowu ruszyć. Gdy płyniemy komary nie są nami „zainteresowane” i znowu jest przyjemnie …

 Pierwsza noc w dżungli

 … Będzie to noc, którą zapamiętam na bardzo długi czas, wokół dżungla, kompletny mrok, moje dwie latarki, które na tę okazję kupiłem, leżą zapomniane gdzieś w szufladzie w Polsce. Kilkakrotnie budzę się gdy coś chroboce w okolicy moskitiery i dachu. Dzikie skrzeczenia, piski i wrzaski podrywają mnie z łóżka. Pozostaje mi jedynie wpatrywanie się w głębie ciemności i wyglądanie nagłego ataku z mroku jakiegoś dzikiego zwierza. Na szczęście budzę się nad ranem zadowolony i co tu ukrywać zmęczony tą nocą …

Gorąca noc w Hawanie.
Wyprawa tygodnia Gorąca noc w Hawanie.

Ustawiony na skraju ulicy kawiarniany stolik mijają stare, pastelowe krążowniki szos, zza pleców słychać graną na żywo "Guantanamera", przede mną w wysokiej szklance stoi zimne mojito. Czas się zatrzymał, jest tylko to co tu i teraz. Jest raj na ziemi.

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.