Lovcen, Budva, Stari Bar, Bar, Sveti Stefan, zamek, twierdza, mury, morze, góry, Igalo, Kotor, Kamenari, Cetinje
27.02.2009Rankiem 27 września ruszyłem z Dubrovnika w kierunku granicy z Czarnogórą. Standardowe, godzinne oczekiwanie na czarnogórską odprawę i jadę. Pierwszym celem tego dnia był Park Narodowy Lovcen, a dokładniej góra Jezerski Vrh. Pogoda tego dnia była dobra. Musiałem dostać się na wspomnianą w poprzedniej relacji drogę Kotor – Cetinje. Poprzednim razem do Kotoru jechałem wzdłuż linii brzegowej zatoki, tym razem wybrałem inną, krótszą drogę.
W niewielkiej miejscowości Kamenari przeprawiłem się niewielkim promem do Lepetani. Koszt przeprawy samochodu do 4 EUR. Ze względu na niewielką odległość między brzegami, prom kursuje dosyć często, a czas oczekiwania nie jest długi. Mimo, że jednostka nie jest duża, mieści więcej pojazdów, niż to się może na pierwszy rzut oka wydawać. Usytuowanie przeprawy nie jest przypadkowe, bowiem znajduje się ona blisko najwęższego miejsca Zatoki Kotorskiej. Podróż promem jest bardzo przyjemna i pozwala na podziwianie krajobrazu z nowej perspektywy. Za przewężeniem, w oddali widać miasto Pearst. Po dopłynięciu do brzegu, można jechać w lewo na Prcanj lub w prawo na Tivat. Wybrałem ten pierwszy kierunek, chociaż z dzisiejszą wiedzą wybrałbym drugi, myślę, że szybszy. Szosa na Prcanj jest o wiele węższa w porównaniu z tą wiodącą przez Risan i Pearst, miejsca na drogę jest tu ilość minimalna. Dalej przez Kotor i wspinaczka serpentynami w kierunku Cetinje. Widoki przepiękne, pogoda dopisywała.
Jezerski Vrh wynosi się na wysokość 1660 m.n.p.m. i samochodem można dojechać w jego bezpośrednie sąsiedztwo, na wysokość około 1550-1600 m.n.p.m! (to o ponad 200 metrów wyżej niż najwyższa trasa w Polsce na Polanie Głodówka w Tatrach). W pewnym momencie należy skręcić w prawo i wjechać na... jeszcze węższą drogę! Wydawać by się mogło, że to niemożliwe, ale jednak to prawda – tu dwa samochody osobowe nie mają szans wyminąć się na asfalcie, zatem szczególna ostrożność jest wskazana. Nie ma tutaj kamiennych murków ograniczających drogę. Nie jest to główna droga wiodąca na szczyt, gdyż ta biegnie z drugiej strony, od Cetinje. Trasa, która ja jechałem, łączy się ze wspomnianą wcześniej w końcowym fragmencie. Całe szczęście ruch był znikomy. Otoczenie zmieniło się: obok skał pojawiają się niewielkie trawiaste polany, jakieś opuszczone domy, pojawia się nieco wolnej przestrzeni. Droga kończy się parkingiem w kształcie koła o średnicy 22 metrów, a więc naprawdę małym, bo i miejsca na tej wysokości niewiele. Coś takiego widziałem pierwszy raz w życiu. W pełni sezonu na pewno brakuje tu miejsc.
Z parkingu na szczyt prowadzi duża liczba schodów ukrytych w skalnym tunelu. Przed wejście do tunelu, z boku znajduje się restauracja i sklep z ciekawymi pamiątkami, trzeba tu zajrzeć. Na górze ulokowane jest niewielkie mauzoleum żyjącego w XIX wieku Petara Njegosa, jednego z bohaterów narodowych Czarnogórców. Sympatyczny pan sprzedający bilety po 3-4 EUR wyraźnie ucieszył się, gdy powiedziałem, że jestem z Polski. „Robert Kubica” – powiedział z uznaniem. Zaowocowało to tańszym biletem wstępu i broszurką w języku angielskim. Wnętrze kaplicy nie jest szczególnie bogate, najciekawszymi elementami są duże posągi oraz grób Njegosa. Za mauzoleum znajduje się krótki chodnik i taras widokowy, oferujący bardzo rozległą panoramę od najwyższego szczytu Lovcena, Stirovnika 1749 m.n.p.m.; przez Morze Adriatyckie, Bokę Kotorską, góry graniczące z Chorwacją, Bośnia i Hercegowiną, górzyste wnętrze kraju, po Jezioro Szkoderskie i granicę z Albanią – prawie cały kraj, jak na dłoni! Muszę jednak przyznać, że na szczycie jest dość zimno i przy wiejącym wietrze trudno zbyt długo tam wytrzymać.
Kolejnym przystankiem była nadmorska Budva, miejsce bardzo znane wśród turystów. Słowo o czarnogórskich kierowcach – jeżdżą dennie! Osoba o słabszych nerwach może nie wytrzymać. Wymuszanie pierwszeństwa i trąbienie klaksonem, „bo tak”, są zachowaniami nagminnymi. Parkingów w Budvie jest dużo, lecz duży jest także ruch. Już na pierwszy rzut oka, kawałek od ścisłego centrum dało się zauważyć, a przynajmniej ja miałem takie odczucie, że jest to miejsce wypoczynku bogatszej grupy ludzi. Zupełnie inaczej niż w Dubrovniku, czy Kotorze. Tak, jakby „dobrze było pokazać się w Budvie”. Wokół mnóstwo ludzi, a w porcie wiele jachtów i łodzi motorowych. Przed murami Starego Miasta leży duża kotwica i ogromny dzwon, kawałek wcześniej rozciąga się aleja ze średniej wielkości palm. Ciekawym zjawiskiem było sprzedawanie na ulicy „oryginalnych” zdjęć Madonny, wykonanych podczas koncertu w Budvie. Zdjęcia były byle jakie, a cieszyły się sporym wzięciem.
Stare Miasto, w przeciwieństwie do kotorskiego nie obfituje w liczne zabytki. Wąskie uliczki tworzą kamienne domy w większości w kolorze szarym, część z nich jednak otynkowana i pokryta jasnym kolorem – żółtym, różowym lub błękitnym. Spacer nimi to czysta przyjemność. Ciekawą budowlą jest cerkiew Trójcy Świętej. Zbudowana została z tworzących naprzemienne, poziome, różowo-jasnoszare pasy kamieni. Najciekawszym miejscem starówki jest bez wątpienia cytadela, którą koniecznie należy zwiedzić. Wstęp płatny, bodajże 2 EUR.
Kompleks pochodzi z XV wieku i jest ciekawym miejscem. Poza samymi murami, we wnętrzu cytadeli można obejrzeć bibliotekę. Zgromadzono tu wiele starych książek, na ścianach wiszą stare mapy Czarnogóry, można wygodnie rozsiąść się na czerwonych, skórzanych fotelach i poczuć klimat tego miejsca. Okna biblioteki wychodzą na dziedziniec. Małym mostkiem przechodzi się na mury obronne, skąd roztacza się najlepszy dostępny widok na Budvę. W dolnych partiach mieści się zapewne nie tania restauracja. Na jednej ze ścian wisiały na sznurku rozgwiazdy i muszle, wyglądało to bardzo fajnie. Od strony morza cytadela posiada płaski taras widokowy i fragment murów, po których można chodzić. Budowla znajduje się w bardzo dobrym stanie, wyglądała na niedawno odnowioną. Panorama widokowa obejmuje Stare Miasto, linię brzegową z dzielnicą hotelową i plażą oraz górskie zbocza poza miastem.
Patrząc w kierunku plaży, w oczy rzuca się dużych rozmiarów kompleks hotelowy o elewacji w kolorze... czarnym. Raczej niespotykane rozwiązanie kolorystyczne, zwykle królują kolory jasne – biały czy żółty, a tu niespodzianka. Patrząc z daleka, odniosłem wrażenie, że plaża różniła się od tych w pobliżu Dubrovnika: w Budvie zdawała się być piaszczysta, a w chorwackim kurorcie niestety betonowo-głazowa. Mój pogląd zostanie wkrótce zweryfikowany – o czym dalej. Tymczasem zaczęło kropić.
Bilet wstępu do cytadeli – według przewodnika – upoważniał do wejścia do muzeum archeologicznego i etnograficznego. Szukałem tego muzeum na terenie cytadeli, bezskutecznie. Owe muzeum znajduje się poza jej murami, na Starym Mieście i bilet z cytadeli nie jest honorowany, trzeba uiścić kolejną opłatę. W przewodniku pisano o kolekcji żaglowców, która miała znajdować się w muzeum, co bardzo mnie zaciekawiło, postanowiłem poświęcić kolejne euro.
Ekspozycja ulokowana jest na trzech – z tego, co pamiętam – piętrach, różnych tematycznie. Przedstawia całą historię miasta na przykładzie naczyń glinianych, szklanych, ceramiki, starych monet, narzędzi z metalu, biżuterii, czy strojów ludowych. Zwiedzający mogą zobaczyć bardzo stare przedmioty, których wiek sięga ponad dwóch tysięcy lat, jak ceramika z IV-II wieku p.n.e. lub jeden z kamieni nagrobnych z I-II wieku n.e. W 1979 roku Budvę nawiedziło trzęsienie ziemi, które dokumentuje galeria zdjęć. Niestety, z oczekiwanych żaglowców widziałem tylko jeden. Gdzie podziały się pozostałe? Nie mam pojęcia. Przy każdym stanowisku umieszczono krótszy lub dłuższy opis danej epoki w dziejach miasta i jakież było moje zdziwienie, gdy wśród pięciu lub sześciu języków świata znajdował się język polski! Bez wątpienia duży ukłon w naszą stronę, prawdopodobnie jeden z badaczy, którzy okrywali te wszystkie rzeczy był Polakiem.
Rzut kamieniem od Budvy znajduje się Sveti Stefan, kolejne miejsce pielgrzymek turystów. Sveti Stefan to zgrupowanie niewielkich domków, ściśniętych na niewielkim fragmencie skalnego lądu – wyspy/półwyspu. Wejście na teren tego miasteczka jest drogie – 6 EUR i postanowiłem sprawdzić, czy warto. Dojazd do tego miejsca był nieco skomplikowany. Nie było żadnych znaków, co dziwne, na oko skręciłem z głównej drogi, ale za nic nie wiedziałem, co dalej. Przechodnie też nie za bardzo byli pomocni. W końcu zostawiłem samochód na parkingu 200 metrów przed bramą wjazdową do jakby parku, ale był to teren hotelu i nie wolno mi było jechać tam autem. Po 10 minutach trzeba skręcić w stronę wybrzeża, uprzejmi ochroniarze poinformowali. Stamtąd chwilę po kamienistym trakcie, plaży i już po około 30 minutach jestem u bram osiedla.
Niestety – zamknięte! Pozostało mi pooglądać wszystko sprzed bramy i z mierzei. Wyspa bardzo ładnie prezentuje się z niewielkiej odległości, idealne miejsce dla miłośników fotografii. Wracając do plaż, ta w Sveti Stefan była chyba taka sama jak wspomniana w Budvie, a tym razem mogłem przyjrzeć się jej dokładniej. W opisach mowa jest o „piaszczystej”, ale wydaje mi się, że Polak, mający przed oczami plaże nad Bałtykiem, tak o niej nie powie. Ziarenka piasku w Polsce, czy Hiszpanii są bardzo małe, tutaj jest to żwirek o średnicy 1 cm – 2 cm. Warto o tym wiedzieć, jeśli ktoś nastawia się na wypoczynek na „piasku”.
Była już 15.30, czas zatem na decyzję, co jeszcze chciałbym zobaczyć. Wybór padł na Stari Bar, oddalony około 30-40 kilometrów na południe od Budvy. Przewodnik Pascala opisywał to jako ruiny całego miasta u podnóży wysokiej na prawie 1600 metrów góry – brzmiało to zachęcająco. Stari Bar położony jest około 20 kilometrów od granicy z Albanią i gołym okiem widać różnicę między tym regionem, a Boką Kotorską. Kierując się drogowskazami, pół na pół z własną intuicją dojechałem do parkingu, z którego roztaczał się widok na Stare Miasto Bar. Na ulicach widać znacznie więcej osób o Albańskich rysach niż w położonych bardziej na północ regionach. Jest tu biedniej, a i architektura ma bardziej wschodni styl.
Parking nie wzbudzał zaufania. Był bezpłatny i kręciło się po nim kilku wyglądających na Albańczyków biednych młokosów, niekoniecznie wzbudzających zaufanie. Co prawda nie jeżdżę Lamborghini, ale wśród innych pojazdów – a było ich niewiele – mój, z polskimi numerami, mógł ciekawić. Kilkakrotnie wracałem się, aby zobaczyć, czy wszystko w porządku. 1400 kilometrów od Polski coś takiego mogło martwić. Ten niepokój psuł trochę mój humor. Było przed siedemnastą, miałem nadzieję, że obiekt będzie jeszcze czynny.
Centrum – jeśli tak można to nazwać – miejscowości Stari Bar znajduje się tuż pod murami i tworzą je małe i niskie domki. Ruch turystyczny był znikomy, ogólnie rzecz ujmując, pustki i dziwna atmosfera, nieeuropejska. Na szczęście otwarte było do 18:00, wstęp kosztuje 1 EUR, co jak na atrakcyjność tego miejsca nie jest wysoką ceną.
W jednym z budynków znajduje się duża tablica z mapą Starego Miasta i zaznaczonymi punktami, szkopuł w tym, że pisana jest cyrlicą, co wielu osobom utrudni czerpanie z niej wiadomości. Umieszczono tu również fotografie pokazujące proces odbudowy ruin i niektóre ze znalezisk. Ruiny zrobiły na mnie ogromne wrażenie, jest to bez wątpienia obowiązkowe miejsce dla turysty przebywającego w Czarnogórze! Fantastyczna podróż w czasie. Niektóre budynki pamiętają jeszcze X-XII wiek. Niewielki ruch, pustki na wąskich uliczkach, ładne stylowe latarnie, czerwone światło zachodzącego słońca, niewielkie drzewka, krzewy porastające ruiny, to wszystko nadawało temu miejscu fascynującego wyrazu. Podobne wrażenie zrobił na mnie Pocitelj w Bośni i Hercegowinie (o czym w jednej ze wcześniejszych relacji). Dodatkowego uroku Staremu Barowi dodaje położenie na zboczu, a nie na płaskim terenie, dzięki czemu każdy zakręt czy załom kryje niespodziankę. Z wielu budynków zostały tylko fundamenty, ale część zachowała ściany, a kilka z nich, odrestaurowano w całości.
Po opustoszałym mieście można naprawdę długo chodzić i to się nie nudzi. Zaglądnięcie w każdy z licznych tutaj zakamarków pochłonie wiele czasu. Mimo, że zwiedzających było bardzo niewiele, także i tu spotkałem rodaków. Na koniec zostawiłem sobie bastion obronny położony w jednym z rogów miasteczka, na lekkim podwyższeniu. Budowla składa się z bardzo wysokich murów, które stanowią jej znaczny procent. W środku zachowały się tylko szczątkowe ściany zabudowań, za to po obu stronach, w głębi mieszczą się strome schody prowadzące na szczyt. Z lewej strony jest to swego rodzaju taras od zewnętrznej strony otoczony nieco ponad dwumetrowym, pełnym otworów okiennych murem. Po prawej stronie schody prowadzą na wąski skrawek murów. Panorama w kierunku na miasto ograniczona jest przez mury twierdzy, ale i tak warto tu się wdrapać, szczególnie o zachodzie słońca. Po zejściu na dół, można przejść przez mury na niewielki ganek.
O godzinie 18:00 było już praktycznie całkiem ciemno. Z żalem musiałem opuścić mury Starego Baru. Chciałbym tu wrócić za kilka lat, z pewnością zostaną odrestaurowane jakieś budynki. Miejsce to ma ogromny potencjał turystyczny. W pobliżu Starego Baru leży jego nowoczesnych odpowiednik, największy port Czarnogóry, Bar i tam też udałem się owego wieczora. Słowem dygresji muszę rzec, że w pobliżu miasta rzekomo rośnie najstarsze drzewo w Europie, mająca ponad 2000 lat oliwka, której po ciemku nie chciało mi się szukać, ale jej wizerunek można odnaleźć na widokówkach z Baru.
Centrum miasta charakteryzuje typowo komunistyczny układ urbanistyczny – szerokie proste arterie i wieżowce mieszkalne – nic pięknego i szczególnie urzekającego. Zresztą, może nawet i lepiej, bo na zwiedzanie zabytków było już za późno. Znalezienie parkingu nie stanowi problemu, jak to na osiedlu, miejsc jest sporo. Ja zająłem te, koło terenu celnego. Potrzebowałem chleba na drugi dzień i chciałem spróbować czarnogórskiego (nie miałem w sumie wielkiego wyboru o tej porze). Jak się później okazało, był dobry. Przeszedłem się głównymi ulicami miasta i byłem zdumiony: na ulicach pełno ludzi, jak w godzinach szczytu! Praktycznie wszystkie sklepy otwarte i to do 22:00 lub 24:00, jak na koniec września bardzo dziwne. Już tradycyjnie na ulicach usłyszałem oczywiście język polski. Jesteśmy wszędzie – proste.
Czarnogórę będę wspominał bardzo pozytywnie. Podczas powrotu, na chorwackim posterunku granicznym, pan celnik obszedł mój samochód, zobaczył szal POLSKA za tylną szybą, podszedł do mnie i zapytał: „Polska?”. – Polska! – odpowiedziałem. Na co miły pan wskazał ręką na drogę prowadzącą w głąb Chorwacji i rzekł, uśmiechając się „Może”. Mimo zmroku przejechałem bez kontroli paszportowej dzięki uprzywilejowanej narodowości. Uśmiech nie znikał z mojej twarzy do końca dnia.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Centrum administracyjne: Podgorica (stolica konstytucyjna: Cetinje) Waluta: euro (EUR) Język urzędowy: serbski
Lokalny czas
Kiedy jechać
Maj - wrzesień
Niezbędne informacje
więcejCZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

