okazje

Postanowiliśmy z Jankiem spędzić wigilię w Ci Zhong. Tybetańskiej wiosce w której w roku ok. 1905, francuscy mnisi wybudowali kościół by krzewić katolicyzm. Postanowiliśmy doświadczyć w jaki sposób obchodzą święta.

31.01.2010

Jako ze kocham lasy i zajmuje się drewnem od razu zwróciłem uwagę na olbrzymie bale drewniane, kilkusetletnich drzew, które były wykorzystane do budowy hotelu. Tybetańczycy w tej okolicy wykorzystują takie bale do budowy swoich domów. Bale są średnicy około 40 cm, i wydaje mi się że spokojnie można by używać cieńszych drzew by podtrzymac konstrukcje ich domów. Ale pewno co tradycja to tradycja.

Zmierzając w te storny nie zwróciłem uwagi na drzewa tak wiekowe, jako że Janek od lat podróżuje po tych okolicach powiedział mi, że te drzewa, które okazały się starymi sosnami, rosną w Primary Forest który rozciąga się na powierzchni kilkudziesięciu kilometrów kwadratowych, niedaleko stąd, na północ od Zhongdian

On sam był w tym lesie kilkukrotnie, i opowiadał że istnieje naprawdę :)  i jest przepiękny. Powiedział mi historię że raz podróżując z Mateuszem, się tam zagubili i musieli wspiąć się na jedną z takich sosen by zobaczyć gdzie się znajdują. Ucieszyłem się że takie miejsca w Chinach jeszcze istneją bo byłem przekonany że wszystkie stare lasy wycięto w pień.

Po ulokowaniu się w hotelu, w którym tego dnia nie było prądu, ale właścicielka okazała się tak mila że postanowiliśmy zostać,

Przeczytaj koniecznie: Pico Cristóbal Colón - najwyższy ...
udaliśmy się na rekonensas by jeszcze zdążyc przed zachodem słońca. Odwiedziliśmy galerię i sklep z rękodziełem, prowadzonym przez organizację Yunnan Mountain Handicraft Center http://www.ymhfshangrila.com/ , gdzie można zakupić naprawde fajne żeczy z których dochód przekazywany jest na rozwój projektów.

Potem postanowiliśmy zobaczyć świątynie tybetańska znajdującą się na szczycie wzniesienia w centrum miasteczka. Wspięliśmy się na góre, gdzie mogliśmy podziwiać , bardzo majestatyczną budowlę która w srodku przepełniona jest energiami Buddów i Bodhisatów. Jako że wszystkim nam Buddyzm jest bliski, okrążyliśmy światynie wewnatrz jak tradycja nakazuje trzykrotnie, podziwiając przepiękne tanki i obrazy.

Zaraz obok światyni znajduje się wielki kilkumetrowy młyn modlitewny, do którego zakręcenia potrzeba kilku osób, zaparliśmy się i rozkręciliśmy go by przejść znowu trzy pełne obroty. Bardzo ciekawe doświadczenie.

JAKO że byliśmy dość głodni postanowiliśmy iść do starego miasta by coś zjeść, oczywiście zapragnęliśmy zjeść lokalne potrawy więc udaliśmy sie do zaproponowanej przez Janka tybetańskiej restauracji. Zamówiliśmy kilka potraw wokołojaczych: zupę szczawiową z serem jaka, coś w rodzaju naszych łazanek z mięsnym sosem z jaka, momo - kluski na parze z mięsem jaka, do tego na deser wspaniały jogurt z jaczego mleka. Nie jestem wstanie opisać jak smakują te potrawy, powiem tylko że naprawde pycha. Być może to, że nam tak smakowało, spowodowane było nie tylko jakością potraw ale też tym że byliśmy straszliwie głodni i trochę zmęczeni długą podróżą oraz rozrzedzonym powietrzem. Ja i Paweł naprawdę momentami musieliśmy się namęczyć z oddychaniem...

Po wspaniałej kolacji udałęm się do swiątyni tybetańskiej na moją wieczorną medytację a reszta udała się do hostelu gdzie Janek z Felicja, postanowili przetestować ich przepis na świąteczny Grog, czyli grzaniec z chińskiego czerwonego wina z przyprawami korzennymi. Akurat wróciłem jak się zaczął gotować więc zaczęła się degustacja. Po  opróżnieniu kilku szklaneczek, zaczęły się nocne rozmowy na tematy różne, od polityki przez religie, od sytuacji uchodzcow w Europie do życia obcokrajowców w Szanghaju.

Paweł, ktory jest zawodowym fotografikiem i pracuje dla kilku magazynow własnie w Shanghaju, opowiedział nam historię, jak pracując na targach wystawienniczych, ciągle był prowokowany przez jednego z ochroniarzy. Starał się unikać konfliktu, ale po jakimś czasie, dał sie ponieść emocjom, nie wytrzymał i uderzył ochroniarza. Nie żeby jakoś strasznie, w każdym razie pan ochroniarz padł i nie wstaje. Paweł chciał się wymknąć, ale inni ochroniarze mu na to nie pozwolili i powiedzieli że ma czekać na przyjazd policji. Przyjechała policja, i zaczęli  straszyc ze zaraz wezwa urzad emigracyjny, a on nie ma wizy pozwalającej na prace. I skończyło się tak że musiał zapłacic z własnych pieniędzy, równowartość 800 euro. Wsumie przez cały wybryk stracił ponad 3000 euro. Jest to uwaga, by nie dać się sprowokować, bo nie warto i napewno się nie wygra...

Lekko zamroczeni udaliśmy się na spoczynek.

Kolejnego ranka, o godz 7 przyjechał po nas nasz kierowca z którym mieliśmy się udać aż do wioski Ci Zhong. Było jeszcze ciemno, posililiśmy się całkiem niezłym świątecznym chlebem który upiekłem z na tę okazję i ruszyliśmy w trasę. Droga była przejezdna a widoki wspaniałe.

W drodze widzieliśmy jedną ze świętych gór tybetańczyków Kawa Karpo.

Po 9 godzinach podróży dojechaliśmy do celu naszej wyprawy. Przepiękny kościół katolicki w samym centrum tybetańskiej wioski, około 70 domów.

Zostaliśmy przyjeci wspaniale, ksiądz zaproponował byśmy zatrzymali się w pokojach gościnnych na terenie kościelnym. Zaprosił nas na wspaniałą kolację która sam przygotował, oraz częstował winem własnej roboty. Francuscy mnisi nie przywieźli tylko w te rejony słowa bożego ale także winorośl i od 100 lat w tym regionie produkowane jest całkiem niezłe czerwone wino wytrawne, którego kosztowaliśmy ze smakiem... (Chętnie Wam wyślę buteleczke :)

Po kolacji udaliśmy się do kościoła by wziąć udział w mszy wieczornej. W kościele było około 70 osób, którzy śpiewali, mówili chrześcijanskie mantry, poczułem się jakoś tak swojsko. Choć w kościele na mszy nie bylem od kilku dobrych lat. Jednak klimat naszej polskiej mszy jest trochę inny niż tu czy nawet w europejskiej irlandii gdzie mogłem wziąć udział w pierwszej komunii mojego bratanka. Nie ma tu takiego cisnienia, że to wszystko moja wina...

Zmęczeni podróżą poszlismy spać.

Obudził nas gwar ze szkoły po drugiej stronie drogi. Jest to szkoła podstawowa w której lekcje rozpoczynaja sie od 7 rano a kończą po zmroku. Pamiętam jak uczyłem w Syczuanie, jak cieżkie życie w porównaniu ze swoimi rówieśnikami w Europie maja chińscy uczniowie. Pęd do nauki jest wielki, wiedza ogólna jest dość szeroka, różnicą też jest to że w Chinach nauczyciel jest w dalszym ciągu osobą powszechnie szanowaną. Teraz jeszcze nie jest zimno ale w styczniu i lutym nie mam pojęcia jak oni sobie tutaj dają rade, oczywiscie nigdzie nie ma ogrzewania...

Od samego rana w kościele pojawili sie pomocnicy i cały dzień trwały porządki by przygotować wszystko do celebracji mszy bożonarodzeniowej. W kościele położono nową czerwoną wykładzinę, powieszona lampki na posągach Jezusa, Maryji i Św. Jana, przystrojono choinki i zbudowano szopkę.

Pomogliśmy trochę w tych przygotowaniach i udaliśmy się na spacer by zobaczyć rzeke Mekong z bliska. Przeszliśmy na drugą stronę, wspieliśmy się kawałek w góre, ale szybko Siyu i Felicja się zmęczyły i postanowiły wracać, Mateusz z Pawłem, chcieli wejść trochę wyżej więc się roździeliliśmy i ja z dziewczynami udaliśmy się nad rzekę. Poziom wody w rzece o tej porze roku jest dość niski. Ja oczywiscie postanowiłem się wykąpać, Siyu już przestała przemawiać mi do rozsądku :) Nie mogłem się długo zastanawiać bo bym sie rozmyslił :), rozebrałem sie szybciutko do galotek i wskoczyłem do wody, zatkalo mnie oczywiscie bo górska rzeka w grudniu do ciepłych nie należy. Zanurkowałem i wyskoczyłem na brzeg gdzie okazało się że jest całkiem przyjemnie, bo temperatura powietrza jest cieplejsza od temperatury wody. Co za wspaniałe uczucie oczyszczenia!

Wróciliśmy do kościoła i udało nam się załapać na późny obiad. Po obiedzie moi towarzysze udali się na popołudniową drzemkę a ja wyruszyłem na poszukiwania drzew persimonowych oraz mleka prosto od jaka.

Przeczytaj koniecznie: Najlepsze trasy samochodowe w Polsce: Wielka Pętla Bieszczadzka - mapa i atrakcje
Nie udało mi się nawiązać kontaktu z właścicielami drzew kaki ale za to umówiłem się na kolejny dzień, na 8 rano na dojenie, wspaniale! Pamietam jak piłem swierze mleko jaka kilka lat wcześniej i smakuje bosko.

Na kolacji pojawił się 90 letni zakonnik który był uczniem ostatnich francuskich mnichów w tym kościele. Poproszono nas by wypisać kilkaset kart świątecznych w różnych językach by je wręczyć w dzień Bożego Narodzenia wszystkim obecnym w kościele tego dnia. Wiec życzenia byly po polsku, szwedzku, angielsku, francusku, hiszpansku, chińsku, jakoś nikt nam nie potrafił napisać po tybetańsku...
Zajeło nam to trochę czasu a o 7 bylo oficjalne rozpoczęcie celebracji Bożego Narodzenia.

warto wiedzieć

Wino ze starych winorośli, których gatunek wymarł nawet we Francji. Pycha!

Wino ze starych winorośli, których gatunek wymarł nawet we Francji. Pycha!

atrakcje

W okolicach znajduje się kilkanaście wiosek w których znajdują sie kościołī, co roku odbywa się tutaj pielgrzymka.

1 2 >
Autor: amiwa.pl
Sklep online
LOT daje zniżki na Facebooku
Kiedy: do 09.06.12
Cena: minus 10%
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
CHINY

Stolica: Pekin (Beijing) Waluta: juan (China New Yuan (CNY lub RMB) 1 CNY = 10 jiao = 100 fenów Język urzędowy: chiński

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line