okazje

Wypalone słońcem pustynie, złote nadmorskie plaże, pierwotne puszcze i wilgotne lasy, jedne z najwyższych szczytów górskich w USA, słone depresje, rock’n’roll, czerwone wino i roześmiani ludzie ... panie i panowie to właśnie KALIFORNIA!!!

13.06.2009

Mamy tylko 10 dni i przez ten czas musimy stanąć pod największym drzewem na świecie, „liznąć” trochę soli z dna Doliny Śmierci, napić się lokalnego winka, znaleźć trochę złota, spotkać jakąś gwiazdę i pomoczyć tyłki w gorących źródłach wysoko w górach Sierra Nevada. Jednym słowem „łapiemy klimat” Kalifornii!

Zaczynamy w San Francisco: przylot, wypożyczenie Dodga Calibra, zakupy w spożywczaku i ruszamy! Architektura, styl, kolorystyka, ludzie – wszystko inne i bardziej pozytywne niż w innych miejscach w USA - to po prostu - miasto z charakterem!

San Francisco jest dumne ze swoich murali (malowideł ściennych), które zdobią wiele budynków i publicznych miejsc. Te najbardziej znaczące ze względów historycznych to „murale” Diego Riviery zdobiące ścianę City College, gdzie Hitler, Mussolini, Stalin, Chaplin czy Frida Kahlo „opowiadają” historie z przeszłości. Wiele budynków rozsianych po całym mieście zostało ozdobionych scenkami z życia mieszkańców, tworząc pewnego rodzaju manifestacje przeciwko niesprawiedliwości rasowej i politycznej. Przechadzamy się po Haight Ashbury, która w latach 60-tych zdobyła reputację dzielnicy rock’n’rolla i narkotyków. Teraz tu nieco spokojniej, sklepy z „odjechanymi” ciuchami, kafejki, bary, księgarnie, kilku „młodych gniewnych” zbierających pieniądze na „bilet do domu”, i wciąż odczuwalny duch Janis Joplin. Następny przystanek - dzielnica Castro, ozdobiona kolorowymi, tęczowymi flagami, zamieszkiwana przez mniejszości seksualne, (znana ostatnio dzięki filmowi „Obywatel Milk”) daje odczuć swoją „inność”. Dojeżdżamy do nadbrzeżnej dzielnicy Fisherman’s Wharf, będącej kiedyś portem rybackim, a dziś niestety zbiorowiskiem sklepów, barów, i galerii. W doku 39 zadomowiły się lwy morskie, które znienawidzone przez lokalnych rybaków, a uwielbiane przez turystów, wylegują się na drewnianych pomostach rycząc jak na lwy morskie przystało. Nie można sobie odmówić przejażdżki autem po Lombard Street zwanej „najbardziej pokręconą ulicą na świecie” (ograniczenie prędkości jest tu do 8km/h). Wpadamy na chwilkę do księgarni City Lights utożsamianej z pokoleniem bitników, i oczywiście do znajdującego się po sąsiedzku baru Vesuvio, w którym Jack Kerouac i Dylan Thomas wspólnie spędzali czas przy piwku, co czynimy i my osobiście. Po zimnym browarku odwiedzamy „kipiące życiem” Chinatown. Chińska dzielnica to sklepiki z przyprawami, herbatą i souvenirami „made in china”, baro–bufety, gdzie za cenę 8$ można zjeść tyle ile zmieści nasz brzuch, i tłumy turystów napływające ze wszystkich stron. Chaos wśród kolorowych reklam, neonów i chińskich ciasteczek. Idąc śladem Jacka Kerouaca trafiamy do knajpki Sam Wo’s, gdzie po wytarciu przez panią naszego stolika brudną, podartą ścierką wyjętą prosto z wiadra, rezygnujemy z posiłku.(Nie należymy raczej do osób wrażliwych, ale operacja przemycia ścierką stołu była nadzwyczajnie nieprzyjemna). Do wielu barów w chińskiej dzielnicy  wchodzi się od strony kuchni, co może też nieco zepsuć apetyt. Cóż, za chwilę objadamy się ryżem w innym chińskim lokalu, którego kuchni nie mieliśmy szansy zobaczyć, i może dzięki temu, posiłek smakuje nam wyśmienicie! Ostatni punkt w San Francisco to Golden Gate Bridge - od 1937 roku symbol miasta, uwielbiany zarówno przez turystów jak i mieszkańców. Miesięcznie przejeżdża po nim około 3,4 miliona samochodów. Opuszczamy miasto i w dźwiękach Red Hot’ów wyruszamy na podbój Kalifornii, kierując się ku krainie winem płynącej. Sonoma i Napa Valley to miejsce narodzin przemysłu winnego Kalifornii. Większość winiarni oferuje darmowe degustacje, czego oczywiście sobie nie odmawiamy. Tłoczno tu strasznie ze względu na to, że wszyscy chcą się w weekend trochę rozerwać. Bogatsi wypożyczają sobie limuzyny i krążą od winiarni do winiarni, coraz głośniej śpiewając i gestykulując w miarę zwiększania się zawartości alkoholu we krwi. Słońce przygrzewa, co jeszcze bardziej dodaje „smaczku” całej wycieczce. Uciekamy dalej i tym razem trafiamy do opuszczonej Columbii, gdzie ponad 150 lat temu kipiała gorączka złota. Odrestaurowano tu główną ulicę i w zasadzie nic więcej. Ani żywej duszy w całej okolicy. Kolejny etap to Park Historyczny Bodie - idealnie zachowane „miasto duchów” z dzikiego zachodu. To tu przybywały tysiące śmiałków w celu szybkiego wzbogacenia się, a miasto w latach świetności liczyło około 10.000 mieszkańców, 65 salonów, liczne domy publiczne, własną gazetę, kolej i linię telegraficzną. Zaczęło się w 1859 roku, kiedy to założono niewielkie obozowisko w miejscu znalezienia tego cennego kruszca, a w ciągu następnych 20 lat stało tu już 2 tysięce budynków, zamieszkiwane przez około 6 tysięcy górników. Podobno w owych czasach było to drugie co do wielkości miasto w Kalifornii. Ostatnią kopalnię zamknięto w 1942 roku i na szczęście ówcześni właściciele powstrzymali wandali przed zdewastowaniem miasteczka, doprowadzając w 1962 do powstania na tym terenie historycznego parku stanowego. Pod wieczór dojeżdżamy do Devil Postpile National Monument (Diabelskie Pale). To wysokie na 12- 18 m bazaltowe kolumny tworzące zdumiewające formacje skalne, pochodzące sprzed 100.000 lat, mają przeciętnie około 60 centymetrów średnicy, a średnica największych z nich przekracza 1 metr. W przekroju kolumny mają kształt wielokątów, najczęściej sześciokątów. O świcie dnia kolejnego wjeżdżamy na teren Parku Narodowego Yosemite. Granitowe, strome skały, których zbocza poprzecinane są wodospadami, szmaragdowe łąki i dębowo – cedrowo – świerkowe lasy, jelenie, niedźwiedzie i kojoty, to poprostu zachwycające piękno parku. Podobno rocznie odwiedza to miejsce około 3.5 miliona turystów.... cóż jesteśmy wstanie w to uwierzyć. Wjeżdżamy do parku od strony Przełęczy Tioga  - najwyżej położonej drogi bitej w górach Sierra Nevada i podążając na zachód zatrzymujemy się co chwilę nie mogąc nadziwić się pięknem. Szkoda, że nie mamy czasu na dłuższe piesze wędrówki, bo jazda wzdłuż drogi to tylko namiastka tego piękna. Może następnym razem uda sie to zrealizować. W Dolinie Yosemite zataczamy pętelkę jadąc jednokierunkową trasą i ku naszej rozpaczy odkrywamy, że wodospad Bridal Veil spadający z „wiszącej doliny” z wysokości 190 metrów jest suchy – niestety jesień to niezbyt dobry czas na oglądanie wodospadów. El Capital, na który mamy znakomity widok to największa objętościowo masa granitu na świecie (1067m); spoglądamy też na najbardziej stromą górę w Ameryce - Half Dome, której stok odchylony jest zaledwie o 7 stopni od pionu. Po dotarciu na Glacier Point padamy na kolana w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo to jedyny sposób by z krawędzi popatrzeć w dół w przepaść, gdzie widać samochody wielkości oczek od zapałek ... kręci nam się w głowach i nogi wacieją.... ale wrażenia niesamowite. Granitowe kolosy oglądane z tego miejsca budzą respekt i podziw. Kierując się na południe zaglądamy jeszcze do Mariposa Grove, gdzie znajduje się najbardziej malownicze na tych terenach zbiorowisko sekwoii. Tu zataczamy 2,5 milowy szlak podziwiając te wielkie drzewa, a m.in. Grizzly Giant liczący 2700 lat. Rano wyruszamy do Mono Hot Springs (gorące źródła) osadzonych głęboko w górach Sierra Nevada na wysokości około 2000 m n.p.m. Przeznaczamy na to cały dzień, bo dojazd nie należy do najłatwiejszych. Ostatni kawałek pokonuje się „wydłubaną” w skałach (tuż nad przepaścią) wyboistą drogą o szerokości jednego samochodu osobowego. Była to najbardziej stresująca trasa na naszej wycieczce. Dobrze, że ruch samochodowy jest tam znikomy, bo wyminięcie mogłoby skończyć się tragicznie. Na miejscu, buszując po zaroślach, szukaliśmy gorących źródeł, krążąc około 1,5 h po okolicy. W końcu się znalazły dwie małe sadzawki otoczone kamieniami. Można się w końcu wymoczyć do woli. Znajduje się tu też zamknięty budynek, gdzie w sezonie można popluskać się w źródlanej wodzie w bardziej cywilizowany sposób. Cóż! Lepiej dla nas, że miejsce świeci pustkami. Następnego dnia wjeżdżamy do Parku Narodowego Kings Canyon - najgłębszego wąwozu w USA -  napawając się mieniącymi na błękitno granitowymi skałami. Jedna ze ścieżek prowadzi nas do wodospadu Roaring River Falls. Zimno tu cholernie, więc czapki z nausznikami i ciepłe polary są niezbędne. Odbijamy z głównej drogi na spotkanie z General Grant Tree – drugiego co do wielkości drzewa świata, mierzącego ponad 81 m wysokości i 33 m obwodu pnia. Dalej boczna droga prowadzi do Panoramic Point, skąd rozpościera się niezapomniana panorama okolicznych szczytów. W Parku Narodowym Sequoia mało jest miejsc, gdzie nie rosną drzewa... i to jeszcze jakie drzewa. Stojąc pod General Sherman, największym drzewem na świecie, czujemy się jak mrówki. Nasz obiektyw nie jest w stanie objąć jego potężnej postury: 84 m wysokość i 9 m średnicy. Z jego olbrzymiego pnia można by zbudować 85 średniej wielkości domów. Jedna z górnych gałezi tego kolosa mierzy 2 m średnicy i 24 m długości, jest więc większa niż przeciętne drzewo. Rośnie ono w Giant Forest (Lesie Olbrzymów), w którym znajduje się aż pięć z dziesięciu największych drzew na świecie (licząc wg objętości). Tunnel Log – przewrócona sekwoja z wydrążonym poprzecznie przejazdem dla samochodów to niewątpliwie jedna z ciekawszych atrakcji parku. Trzeba się sporo wyczekać na swoją kolejkę... każdy chce mieć zdjęcie pod jedynym w swoim rodzaju przejazdem. Kolejne „wyzwanie” to Park Narodowy Death Valley (Dolina Śmierci) w pełni zasługujący na swoją nazwę. To najgorętszy obszar na kontynencie, niemal całkowicie pozbawiony cienia i wody. Latem temperatura sięga tu do 50 stopni Celcjusza, a piasek rozgrzewa się prawie do 100 stopni. To co nam się najbardziej podobało w parku to Zabriskie Point, obejmujący spalone słońcem erozyjne formacje skalne, Artists Palette (Paleta artystów) mieniąca sie niezwykłymi barwami, i Badwater (Zła woda) – wyschnięte słone jezioro położone 86 m poniżej poziomu morza i będące największą depresją występującą na półkuli zachodniej. Następnego dnia pojawiamy się w Mojave Desert - piaszczysto-żwirowej pustyni, której rozjeżdżane czterokołowcami i jeepami pustkowia, z jednej strony stają się placem zabaw mieszkańców południowej Kalifornii, a z drugiej strony są swoistym magnesem, kultowym wręcz celem różnej maści pustelników, „odszczepieńców” i wariatów. Po krótkim spacerze pośród połyskujących brązowo-złotych wydm kierujemy kroki do Parku Narodowego Joshua Tree. Występują tu drzewa Jozuego, nazwane tak przez podrużujących tędy Mormonów, którym przypominały właśnie modlącego się Jozuego ze wzniesionymi ku górze ramionami. Ze względu na powszechnie występujące na terenie parku skupiska naturalnych form skalnych oraz olbrzymich głazów o fantastycznych kształtach jest on popularnym miejscem dla uprawiania wspinaczki. Opuszczając park zmieniamy całkowicie „klimat” na Palm Springs, położone wśród rezydencji milionerów i soczyście zielonych pól golfowych i w niczym nieprzypominające pustynnego miasteczka. Ulokowane w idealnym pod względem klimatycznym miejscu stało się kurortem już w latach 30-tych XX wieku, odwiedzanym chętnie przez hollywoodzkie gwiazdy, znudzone - zwłaszcza zimą - deszczowymi kaprysami Pacyfiku. Przejeżdżając Palm Canyon Drive w centrum miasta obserwujemy drogie butiki i restauracje, wypatrując Britney Spears czy Arnolda Schwarzeneggera. Późnym wieczorem docieramy do Los Angeles, które objeżdżamy tylko samochodem nie wychylając się nawet zza szyby. Kilka przecznic od „downtown” wśród fruwających na wietrze śmieci plączą sie bezdomni czarnoskórzy mieszkańcy miasta, palą się ogniska w beczkach, i całokształt tego wszystkiego nakazuje nam wynosić się stąd bardzo szybko. Zajeżdżamy do Hollywood na słynną Aleję Gwiazd. Na promenadzie robimy kilka fotek ze znanymi nazwiskami wmurowanymi w chodnik oraz sobowtórowi Michaela Jacksona i zniesmaczeni tandetnym stylem całego otoczenia uciekamy dalej. Przejażdżamy się po Beverly Hills i jej rezydencjach, ale i to powoli staje sie nudne i męczące i zjeżdżamy do Venice posłuchać szumiących fal oceanu. O poranku wyruszamy na północ słynną „Jedynką” wzdłuż wybrzeża Oceanu Spokojnego. W Malibu bacznie rozglądamy się w lokalnym supermarkecie, bo wyczytaliśmy w przewodniku, że łatwo spotkać w nim jakąś gwiazdę, ale cóż - kolejna porażka.  Zaglądamy do słynnego Santa Barbara, gdzie czerwone dachówki i białe ściany domów przypominają nam architekturę hiszpańską. Na wzgórzu nad miastem wznosi się majestatyczna Misja Św. Barbary, zwana „Królową Misji”, z charakterystyczną kolorową fasadą. Przechadzając się po miasteczku ma się wrażenie, że opanowały je nastolatki, które okupują firmowe sklepy na głównym pasażu handlowym Paseo Nuevo. To miasto zdecydowanie należy do nich. Wdrapujemy się na wieżę widokową lokalnego sądu, gdzie właśnie odbywa się ceremonia ślubna, i oglądamy panoramę miasta tonącą w palmach. McWay Falls w okolicach Big Sur, do którego prowadzi półmilowa ścieżka, dostarcza nie lada wrażeń wizualnych. Wodospad wpadający bezpośrednio do zatoki oceanicznej mieni się w słońcu, a lazur wody dodaje tylko „smaczku” temu widokowi. Następny przystanek to Santa Cruz zdecydowanie należące do miłośników wysokich fal. Serferzy z całej Kaliforni zjeżdżają się tutaj kuszeni najwyższymi w tym stanie falami. Uciekamy do San Francisco, gdzie na lotnisku kończymy naszą szybką i pełną wrażeń wycieczkę, przekonani, że za jakiś nieokreślony czas pojawimy się tu znowu, tym razem z większym zapasem czasu.

Autor: Mundek Zdjęcia: Mundek
Sklep online
LOT daje zniżki na Facebooku
Kiedy: do 09.06.12
Cena: minus 10%
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
USA

Stolica: Waszyngton Waluta: dolar (USD) Język urzędowy: angielski Inne: języki mniejszości narodowych, głównie hiszpański

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Dla różnorodności
  • Dla kultury
  • Dla krajobrazów
  • Dla miast

Kiedy jechać

Przez cały rok

Niezbędne informacje

więcej

Przydatne adresy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line