okazje

Dzień 0 - który miał być pierwszym… Jak zawsze zbyt późno wyszłam z biura, jak zawsze on zbyt długo „zamykał swoje tematy”.

22.02.2010

Dzień 1 – W podróży

Na przejechanie 1284 km ze Szczecina do Dole, w którym nocowaliśmy jako pierwszym, w planie mieliśmy 12 godzin. W rzeczywistości podróż, mimo iż przez autostrady, nie została pozbawiona ”uroku” stania w korku,a nawet w dwóch – pod Lipskiem i przed Erfurtem. W gruncie rzeczy jadąc średnio130 km/h spędziliśmy w aucie 13 godzin, zatrzymując się po drodze tylko dwa razy na dotankowanie paliwa. Wjeżdżając do Francji od Mulhouse od razu doceniliśmy darmowe niemieckie autostrady. Za 145-kilometrowy odcinek autostrady zapłaciliśmy ponad 10 euro. Późno w nocy, o 23 dojechaliśmy do celu podróży. Camping La Pasquier w miejscowości Dole serdecznie polecam.Ulokowaliśmy się na nim po godzinach funkcjonowania recepcji, na poletku, które się nam spodobało. Rano dokonaliśmy formalności. La Pasquier jest uroczo położony, na uboczu miasteczka, nad rzeką. Należy do ekonomicznej grupy campingów. Za namiot, dwie osoby, taksę klimatyczną i samochód właściciele liczą sobie 12 euro / dobę. Prócz ceny i lokalizacji na plus tego miejsca zaliczyć można niewielki basen i bardzo schludne sanitariaty. Jedynym minusem szczególnie w chłodniejszych miesiącach jest wilgoć, która obniża odczuwalną temperaturę szczególnie w nocy. Piszę o tym jako ogromny zmarźluch. Pierwszą noc spędziliśmy, jak na Biegunie Północnym – w ciepłych ciuchach i podwójnych śpiworach. Dobrze, że przezornie wzięliśmy ze sobą po dwa śpiwory na głowę.

Dzień2 – Besancon, Grotte d’Oselle i Salin Royales

Pogoda nas rozpieszczała. Wcześnie rano zebraliśmy się do wyjazdu. Aby zobaczyć, co kryje Besancon, musieliśmy wrócić 50 km na północny-wschód. Dobrze, że się na to zdecydowaliśmy, bo było warto. Już sama droga okazała się przyjemnością – niewyobrażalnie piękna rzeka Doubs meandrowała raz w prawo, razw lewo odbijając w nas promienie gorącego słońca. Wjeżdżając do Besancon przez chwilę dałam się  ponieść przypuszczeniom, że nic ciekawego tu nie znajdziemy, bo opasłe przewodniki niewiele uwagi poświęcają temu, jak się okazało, wartemu uwagi miejscu. Miasteczko dość ruchliwe niewielką atrakcją by było, gdyby nie górująca nad nim Cytadela okolona z każdej strony korytem wspomnianej wcześniej rzeki. Nawzgórzu, 110 metrówponad miastem wznosi się wybudowana w połowie wieku siedemnastego twierdza, wktórej nie ma czasu na nudę. Samo założenie jest bardzo ciekawe architektonicznie, ale sposób zagospodarowania wnętrza jest jeszcze ciekawszy. Dlatego sugeruję wykupienie opłaty parkingowej na minimum cztery godziny. Po zdobyciu wzgórza, wejściu przez główną bramę bierzemy udział w ciągłym poznawaniu. Turysta znajdzie tu: Ogród Zoologiczny i Fermę małych zwierzątek dla młodych obserwatorów, niesamowitą ekspozycję odrażających i niebezpiecznych owadów w Insektarium, niewielkie Akwarium, Muzeum Ewolucji, historyczne Muzeum Oporu i Deportacji, Muzeum Vauban'a – głównego architekta twierdzy. Usatysfakcjonowani zwiedzaniem cytadeli, wyruszamy wczesnym popołudniem do imponującej Groty d'Oselle. Zlokalizowana między Besancon a Dole atrakcjaturystyczna imponuje pod wieloma względami. Jest to najstarsza udostępniona do zwiedzania grota na świecie. Pierwsi turyści zwiedzali ją w 1504 roku. Choć przewodnik oprowadza jedynie w języku angielskim, to … i tu wielka niespodzianka, szczegółowe opisy w wersji drukowanej dostępne są nie tylko wjęzykach angielskim i niemieckim, lecz także chińskim i polskim!!! Zwiedzanie 1200 metrów podziemnychkorytarzy pełnych stalagmitów, stalaktytów i stalagnatów oraz chmar nietoperzy i iluminacji świetlnych robi wrażenie. Pamiętajcie tylko, że w głębi skał panuje niezmienna dość niska temperatura – 11 stopni, niezależnie od pory roku. Syci wrażeń udaliśmy się na południowy - zachód do Królewskich Żup Solnych –Salines Royales. Ogromna przestrzeń, na której po okręgu wybudowano 10 okazałych, przysadzistych budynków służących niegdyś odzyskiwaniu soli, w tej chwili zaś spełniających funkcje koncertowe, czy muzealne. Całości dopełniają skrzące się ferią barw ogrody, z których każdy stworzony został w oparciu o inną kanwę. Jest tu ogród średniowieczny, Salvadora Dallego, Matise'a,Courbet'a i wielu innych. W każdym z nich turysta może odpocząć w zdumiewającoodmienny sposób. Tylko po co odpoczywać, skoro jest tak wspaniale.

Dzień 3 – Dijon, czyli religieuse zamiast musztardy

Dijonto miasto, pod którego urokiem pozostajemy od samego wjazdu. Spacer,szczególnie po starej części miasta, dostarcza wielu niesamowitych wrażeń natury estetycznej. Zachwyt budzi nie tylko pełna gargulców trzykondygnacyjna fasada kościoła Notre-Dame, labirynt wąskich uliczek, czy wspaniały place de la Libération, ale sam pomysł zwiedzania miasta szlakiem sowy i oczywiście przesłodkie dostarczające mnóstwa energii, wypełnione niespodzianką ciasteczka religieuse. Te podobne do polskich ptysi słodkości rekompensują nawet już nieistniejące, choć tak bardzo osławione Muzeum Musztardy, z którego Dijon do tej pory słynęło. Stolica książąt Burgundii nie spoczęła na laurach i wciąż nosi się młodo, nowocześnie i modnie.Być może jest w tym zasługa ponad dwudziestu tysięcy studentów, którzy prężnie ożywiają miasto. Młodym sugeruję odwiedzenie niespotykanych w polskich realiach dyskotek z basenami i jacuzzi :) Jeśli dodam, że kemping kosztuje całe 9,80euro (za namiot, 2 osoby i auto),pewnie już nic Was nie powstrzyma przed dłuższą wizytą w Dijon.

Pomyłką, szczególnie dla osób, które znają podstawy francuskiego byłby wyjazd do Citaux – miejsca, w którym w 1098 roku Bernard z Clairvaux założył klasztor Bernardynów. Niestety zwiedzanie może mieć miejsce tylko z przewodnikiem i jedynie w języku angielskim. Przy założeniu, że klasztor jest ascetyczny, a mowa przewodnika trwa prawie dwie godziny, osoby nie mówiące po francusku powinny raczej odpuścić sobie wizytę tejże atrakcji.Jedyną rzeczą, jaką powinno się zrobić w Citaux są zakupy w przyklasztornym sklepiku słynnego sera pleśniowego, który smakuje wyśmienicie, lecz pachnie trzy razy bardziej intensywnie i niekoniecznie przyjemnie.

Dzień 4 – Beaune – przygodę winną czas zacząć

Dzień w Beaune rozpoczęliśmy nadzwyczaj dostojnie – od wizyty u najstarszego producenta win w Cote d'Or – Bouchard Pere & Fils. Zadbana i nadzwyczaj kobieca Madlaine zajęła się naszą dwójką gorliwie i profesjonalnie. Wizyta trwała dwie godziny. Chłonęliśmy wiedzę historyczną o uprawie winorośli, powstaniu i działaniu firmy producenckiej, działalności charytatywnej winiarzy – pasjonatów. Trzymaliśmy w ręku butelki z trunkami z XVII wieku. Dowiedzieliśmy się jak oceniać wino, jego kolor, konsystencję, zapach i w końcu smak. Przyzwyczailiśmy się do wypluwania smakowitych trunków do spluwaczek, choć czasami świadomość szlachetności degustowanego wina sprawiała, że chcieliśmy je koniecznie przełknąć. Co najważniejsze uświadomiliśmy sobie, że próbowanie wina to świetna zabawa i co raz to nowsze doświadczenia dla wrażliwych kubków smakowych. Z zakupami poszło nam troszkę gorzej niż z degustacją, bowiem szlachetne burgundy to wydatek rzędu setki euro za butelkę. Pozwoliliśmy więc sobie na kilkuletnie czerwone wino 1er Cru, które będzie się starzało w naszych rękach przez najbliższą dekadę.

Rozluźnieni i w świetnym nastroju ruszyliśmy na całodniową wyprawę po średniowiecznym Beaune. Na każdym kroku rozpoznawaliśmy specyficzny wygląd dachów burgundzkich zbudowanych z tworzących kolorowe wzory dachówek ceramicznych. Szczególnie zachwycił nas dach widoczny na dziedzińcu Hotel-Dieu, wybudowanego w 1443 roku na zlecenie Nicolasa Rolina. Od przeszło pięciuset lat rozwija się tu piękna tradycja wspierania ubogich, chorych i potrzebujących. Rolin nie tylko sfinansował budowę Hotel-Dieu, lecz także ofiarował ubogim wędkę w postaci winnicy, której uprawa rok rocznie przynosi krocie umożliwiające funkcjonowanie tej charytatywnej placówki. Organizowana rokrocznie licytacja najlepszych win świata dodatkowo dostarcza środków na wsparcieludzi będących w potrzebie. Na aukcję zjeżdżają producenci i kolekcjonerzy win, którzy wyznaczają trendy winiarskie na każdy kolejny rok. Z Hotel-Dieu udaliśmy się do Muzeum Wina, którego ekspozycja wygląda dość rachitycznie. Zadowalający okazała się fakt możliwości korzystania z opisów w języku angielskim i niemieckim. Dowiedzieliśmy się z nich szczegółowo o sposobach wytwarzania beczek, o różnicach w procesietworzenia win białych i czerwonych oraz wielu szczegółów na temat uprawy winorośli. Dzień zakończyliśmy kolacyjką w przyjemnej knajpce oferującej tradycyjną kuchnię francuską. Zamówiliśmy deskę serów złożoną z czterech rodzajów lokalnych przysmaków, od najlżejszego, po najbardziej dojrzały: Cherze, Briard-Savarin, Nuit D'Or i Amour de Nuits. Nie obyło się bez smakowitych maslanych escargotes z czosnkiem i pietruszką oraz lokalnego trunku jakim jest kir – mieszanka białego burgundzkiego wina (najlepiej Aligote) z likierem z czarnej porzeczki (liquier de casis) w proporcji 4:1. Wieczorny spacerromantycznymi uliczkami miasta utwierdził nas w przekonaniu, że Burgundia codziennie zaskakuje.

Dzień 5 – Z Cote d'Or i Cote de Beaune na południe

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od przejazdu drogą turystyczną od winnicy do winnicy. Winorośl pnie się w każdym miejscu, na żyznych glebach, czarnych i na surowych wapieniach. Otwarte codziennie caves zapraszają do odwiedzin przejezdnych, w celu degustacji produkowanych w nich trunków. Kręte wąskie dróżki z czasem zamieniają się w tajemnicze bezdroża. Po godzinie jazdy zatrzymaliśmy się na skalistym, pionowym wypiętrzeniu które wyrosło z ziemi niespodziewanie. Widok był tak wspaniały, że postanowiliśmy zatrzymać się na lunch spożywany w naturalnych warunkach (fasolka Cayenne ugotowana na palniku gazowym). Piękno naturalne było porażające, czas się zatrzymał, a my mogliśmy tylko patrzeć przed siebie. Kilkaset metrów niżej wjechaliśmy znów w „zielone”. Odbiliśmy nieco na zachód do Cluny, miasta słynącego największego klasztoru wszech czasów zbudowanego w Europie Zachodniej. Choć pozostały tylko ruiny, wyobraźnia sama dobudowywała mury do widocznych fundamentów... Dziś miasto stanowi centrum hodowli i ujeżdżenia koni. Gustownie ubrani handlowcy przyjeżdżają negocjować optymalne ceny za rodowodowe ogiery i klacze. Ostatni   enoturystyczny element podroży to wizyta w prywatnej winnicy, w której mogliśmy porozumiewać się jedynie w języku francuskim. Początkowo sceptycznie odebrani, koniec końców zostaliśmy zaproszeni do rodzinnej piwnicy, w której babcia – głowa rodziny serwowała co rusz inne winka. Po obfitej degustacji zdecydowaliśmy się na wybitne wino czerwone 1er Cru Volnay z 2005 roku oraz białe Aligote do wspomnianego wcześniej Kir'u. Rozczarowaliśmy się, gdy usłyszeliśmy, że nie mogą sprzedać nam Aligote, ponieważ  nie dojechały jeszcze etykiety z drukarni. Jak to Polacy, staraliśmy się wytłumaczyć, że ważny jest gatunek, nie etykiety. Niestety, sprzedaż butelki wina bez etykiety niósł ze sobą groźbę utraty koncesji przez winnicę. W domu będziemy serwować podrabiany kir ze zwykłym białym winem w otulinie prawdziwie burgundzkiego likieru porzeczkowego.

Dzień 6 – Pod Cascaeds du Herisson

Ostatni dzień pobytu to przygoda przyrodnicza. Zmieniliśmy region Francji z Burgundii na Jurę we Franche Comte. Drogi zostały tak samo wąskie,lecz bardziej kręte i strome. Deszcz lał się z nieba, ale humory i tak dopisywały. Trasa przebiegała obok pamiętającego czasy rzymskie akweduktu Pont-de-Poitte, wzdłuż szmaragdowego Jeziora Vouglans, pod Wodospad rzeki Harisson. Wejście do wodospadu było strome, lecz krótkie, a widok zapierał dech w piersi. Z trzech tarasów równolegle lały się strugi spienionej, krystalicznie czystej wody. Gdzieniegdzie spośród głazów wynurzały się postacie zagorzałych wędkarzy polujących na pstrągi. Wielu z nich po złowieniu, puszczało ryby wolno. Szlak ciągnął się w górę wodospadu, toteż ani chwili nie zastanawialiśmy się, czy wyruszyć w dalszą wędrówkę. Choć lepkie gliniaste podłoże nie wróżyło niczego dobrego przy schodzeniu w wieczornej szarówce,postanowiliśmy iść dalej. Kiedy jednak minęła nas schodząca para, w której kobieta miała na sobie czółenka na obcasach, z uśmiechem stwierdziliśmy, że damy radę zejść bez wywijania orła. W trakcie wędrówki zerwaliśmy kilka orzechów laskowych ukrytych w ubranka z szypułek. Wspinaliśmy się w górę rzeki,robiliśmy zdjęcia omszałym na całej wysokości pniom drzew. Kiedy zaczęło się zmierzchać, zawróciliśmy, aby bezpiecznie dotrzeć do parkingu. Wędrówka wysiłkowo nie wymagająca, bardzo przyjemna dla oczu i ducha. Gorąco polecam wyprawę po ślimaki, wino i gamę pozytywnych doznań, wyprawę do Burgundii. więcej na www.travelshop.com.pl

info

Najlepiej w miesiącach letnich spać we Francji na campingach - cicho, tanio i przyjemnie, w sierpniu zawsze będzie miejsce :)

http://www.eurocampings.pl/pl/europie/francja/burgundia/

warto wiedzieć

Obowiązkowo należy kupić: winka, religieuse, musztardę z Dijon !!!

Region Burgundii słynie z produkcji win. Winnice ciągną się wąskim pasem od Dijon na północy po Lyon na południu, obejmując obszar około 45.000 hektarów. Rejon ten, w odróżnieniu od innych rejonów winiarskich we Francji, nie posiada wspólnej dla całego rejonu apelacji ogólnej.
Najlepsze wina, które kojarzą się z "prawdziwymi" burgundami są produkowane w środkowej części tego rejonu o nazwie Côte-d'Or (czyli w wolnym tłumaczeniu złote zbocza), która jest też nazwą jednej z burgundzkich apelacji. Rejon ten dzieli się na dwie mniejsze apelacje wewnętrzne Côte de Nuits i Côte de Beaune, które specjalizują się produkcji bardzo drogich i wykwintnych win czerwonych osiągających zawrotne ceny. Wina te są produkowane głównie ze szczepu Pinot Noir, choć wolno przy ich produkcji stosować także w niewielkich ilościach szczep cabernet i kilka innych. W Côte de Nuits przeważa gleba marglowa, z której rodzą się bardzo ciężkie wina czerwone o mocnym i złożonym bukiecie. Najbardziej znane winnice to Chambertin, Clos Vougeot, Musigny i La Romanee-Conti. W Côte de Beaune, występują bardziej urozmaicone gleby o podłożu gliniasto-wapiennym, które nadają się do produkcji lżejszych win czerwonych i białych o bogatym, owocowym bukiecie. Najbardziej znane winnice produkujące wina czerwone to Pommard (które posiada własną apelację wewnętrzną) i Aloxe-Corton, zaś najsławniejsi producenci win białych to Montrachet, Mersault i Corton-Charlemagne.

Na północny zachód od pozostałych winnic znajduje się region Chablis, słynący z win białych produkowanych wyłącznie ze szczepu Chardonnay, który został właśnie wyhodowany po raz pierwszy w tym miejscu. Chablis to najbardziej klasyczne i najlepsze na świecie chardonnay, które próbuje naśladować wiele innych rejonów winiarskich na całym świecie. Chablis z najlepszych winnic osiągają równie zawrotne ceny jak "prawdziwe" burgundy.
Najbardziej na południowy wschód rozciąga się obszar Beaujolais, który specjalizuje się w lekkich winach czerwonych produkowanych ze szczepu Gamay

Obowiązkowo należy kupić: winka, religieuse, musztardę z Dijon !!!

Autor: karolina1980
Sklep online
LOT daje zniżki na Facebooku
Kiedy: do 09.06.12
Cena: minus 10%
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
FRANCJA

Stolica: Paryż Waluta: euro (EUR) Język urzędowy: francuski

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Sztuka
  • Kultura
  • Kuchnia
  • Zabytki
  • Krajobrazy
  • Plaże

Kiedy jechać

Cały rok

Niezbędne informacje

więcej

Przydatne adresy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line