okazje

Azja Południowo-Wschodnia, Indochiny, to region gdzie w pogoni za nowymi wrażeniami, przygodami, smakami i zapachami przygnał mnie los na kilka miesięcy, które na długo pozostaną żywe w mojej pamięci, wspomnieniach i tym właśnie tekście!

21.04.2008

Zanim zacznę opisywać wydarzenia, jakie miały miejsce między 16-24 listopada 2007 roku, należą się czytelnikowi pewne wyjaśnienia. Otóż wszystko, co tu zostało napisane o ludziach, miejscach, zdarzeniach, jest tylko wycinkiem tego, co wraz z koleżanką przeżyłyśmy podczas naszej dwumiesięcznej podróży po Indochinach. Nasze spotkanie z Azją zaczęło się 9.10.2007 roku w Bangkoku i skończyło po 60 dniach na lotnisku w stolicy Tajlandii, gdzie po odwiedzeniu Kambodży, Laosu, Malezji 9.12.2008 Azja nas pożegnała.

Pewnie interesuje wszystkich, dlaczego akurat zdecydowałam się na krótką historię z pobytu w Singapurze i Malezji, a dokładnie w parku narodowym Taman Negara i Surath Thani. Otóż tutaj właśnie przytrafiły się nam bliższe spotkania z różnymi, mniej lub bardziej ciekawymi...stworami. Swoją krótką relację oparłam na mailach, jakie wysłałam w tym czasie do swojej rodziny. Więc są to z relacje spisane na gorąco, kiedy emocje jeszcze były żywe.

Po ataku wściekłej małpy, który miał miejsce kilka dni wcześniej w jaskiniach Batu w Kuala Lumpur, udałyśmy się do Malaki, jest to bardzo ładne miasteczko na południu Malezji-takie malezyjskie Macao, a potem prosto do Singapuru. Hostel, w którym miałyśmy zamieszkać, znalazłyśmy bez trudu. Lokalizacja świetna i cena również. Chociaż ostrzegano nas, że warunki jakie możemy zastać na miejscu niekoniecznie odpowiadają średnim hostelowym standardom. Czego się jednak nie robi dla niskiej ceny, w ramach której proponują śniadanie, możliwość zjedzenia obiadu oraz gorący prysznic i uwaga...okno, które w tamtej części świata jest niemałym luksusem!. Nowe lokum, które miało stać się domem dla nas, na cztery kolejne dni, nie było duże. Malutki hotelik, prowadzony przez chińską rodzinę w samym sercu Małych Indii. Jeden mężczyzna i cztery kobiety: siostra, żona, matka i córka towarzyszyły nam na każdym kroku, a  jak się szybko okazało, bariera językowa dla 80-letniej babci nie stanowiła żadnej przeszkody, żeby umilać nam czas długimi rozmowami przy śniadaniu.

Pierwsza noc upłynęła całkiem przyjemnie. Dopiero kolejne noce dostarczyły nam przeżyć na miarę dobrego horroru. Ponieważ nasz pokój nie posiadał klimatyzacji, tylko okno, korzystałyśmy z niego ile się dało! Otwarte dzień i noc, przy braku komarów i lekkim wietrzyku, pozwalało nam oddychać świeżym powietrzem. Do czasu...

Najpierw, około 1 w nocy do pokoju wleciał niezidentyfikowany obiekt latający, wielkie, brązowe coś o długich czułkach...brrr! (Warto tutaj wspomnieć, że kolejne przedpołudnie spędziłyśmy w kafejce internetowej na próbie rozpoznania tegoż insekta. Nie pomylił się ten, komu od razu przyszło na myśl-karaluch). Kiedy uporałyśmy się z ogromnym karaluchem, przydreptała do nas mysz. To znaczy myszo-szczur, bo gabaryty miało dość duże. Ponieważ ostrzegano nas, żeby nie jeść nic, czym częstują nas nieznajomi, posłusznie schowałyśmy jakieś azjatyckie ciasteczka do podręcznego plecaka. Nie wypadało odmówić, a lepiej powiedzieć, że się nie jest głodnym i zje się później. Nie dane nam jednak było spróbować malezyjskich przysmaków, gdyż szczur przegryzł nam plecak i pierwszy się do nich dobrał. Tak więc noc upłynęła nam w stresie, ciągłym nasłuchiwaniu odgłosów zza ściany i...przy zamkniętym oknie. Po nieprzespanej nocy, kolejny dzień upłynął nam na zwiedzaniu. Singapur jes dość duży, kolejne dzielnie: chińsk, muzusk i nazwij ją koloana były naprawdę interesujące. Odwiedziłyśmy też wyspę Santosę i pierwszy raz od miesiąca usiadłyśmy pod palmą na plaży. Wracając do hostelu, wyczerpane, marzyłyśmy tylko o jednym-prysznicu, zielonej herbacie i łóżeczku. Jak się okazało w pokoju czekał na nas nieproszony gość-nasz nocny przyjaciel – ogromny szczur, który wystraszony zaczął w panice skakać po naszych rzeczach, demolując wszystko co stało na jego drodze. Przywołany naszymi pisakami właściciel, jakby przyzwyczajony już do takich sytuacji, zamknął się w pokoju z ogromną szczotą. Po chwili w całym domu rozległ się huk, walnie i dzikie okrzyki. Szczur został sprzątnięty do czarnego worka, a ogromna plama krwi, rozbryzgana po ścianach i podłodze, zmyta plastikowym mopem. Ostatecznie to szkoda nam się zrobiło tego zwierzątka-my z karaluchami obchodziłyśmy się bardziej humanitarna. Na przyszłość do wszystkich podróżujących-warto wiedzieć, że jak się za coś płaci z góry, to się później przyjmuje z pokorą wszelkie dodatkowe niespodzianki.

Po opuszczeniu Singapuru, kolejnym naszym punktem podróży był Taman Negara- Narodowy park w Malezji. Pociągiem przez dżunglę (tzn. miała być dżungla, ale najwyraźniej od czasu napisania naszego przewodnika, mocno ją wycieli, bo po obu stronach torów, rozciągały się  zielone pola), miałyśmy się dostać do tego jednego z najdzikszych zakątków Malezji.  Po dotarciu na miejsce, znalezieniu taniego noclegu, ruszyłyśmy w dżunglę. Dwa dni paplania się w błocie po kolana (akurat zaczęła się pora deszczowa) z krwiopijczymi pijawkami, które tylko czekały na możliwość przyssania się do ciała, w 40 stopniowym upale i 90% wilgotności powietrza, stwierdziłyśmy-nigdy więcej! Pijawki jeszcze długo po wyjmowałyśmy z naszych butów i spodni (udając się na taką wyprawę, należy ubrać się w długi rękaw i długie spodnie. Nogawki włożyć w skarpetki, na głowie mieć czapkę i nie przejmować się, że po pięciu minutach marszu człowiek czuje się jakby wpadł do bani z wodą, gdyż jest cały mokry).

Tajlandia-już nić nie było w stanie zakłócić nam drogi powrotnej...

Ponieważ pociąg już na stacji początkowej miał pół godzinne opóźnienie, więc spóźniłyśmy się i nie mogłyśmy przekroczyć granicy (zamykają ją o 22), w związku z czym noc spędziłyśmy na remontowanym dworcu w jakimś przez Boga zapomnianym miasteczku. O ironio, mieścina ta była oddalona tylko o 15 km od granicy z Tajlandią, a od godziny 18 żaden środek transportu już na nią nie dojeżdża. Oczywiście miałyśmy różne propozycje podwózek, ale zdrowy rozsądek podpowiadał – zostać z panem zawiadowcą i czekać-zresztą mogłyśmy spać w jego kantynie, a o 5 rano dostałyśmy gorące kakao! Nie trudno się domyśleć, że jak to w małych miasteczkach bywa nowiny szybko się rozchodzą! Także całą noc na trasie stacja-rynek odbywały się pielgrzymki, aby zobaczyć, te dwie białe, które koniecznie uparły się na spędzenie nocy na stacji kolejowej. Warto wspomnieć, że Malezja jest krajem muzułmańskich, więc rzadko-zwłaszcza w tak niewielkich mieścinach spotyka się samotne kobiety). Szczęśliwie przeżyłyśmy i tę noc!

Na wschodnim wybrzeżu Tajlandii byłyśmy o 20tej, chociaż planowo miało być 2h wcześniej. Do promu na wyspę Ko Samui było około 20 km, a Surath Thani (nazwa miasta) tylko jedna taksówka. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa cena usługi wzrasta o 200%. Po krótkiej naradzie, stwierdziłyśmy, że nie będziemy karmić naciągacza i może uda nam się złapać stopa...więc poszłyśmy. Po przejściu jakiś 2 km patrzymy, a tam blokada drogi i wszędzie patrole policyjne. Zaczęły się pytania, a dokąd, a po co, a dlaczego pieszo i o tej porze same? Bo właśnie trwa obława na jakiegoś zbiega i są sprawdzane wszystkie możliwe drogi ucieczki. Robiąc smutne i wystraszone miny, opowiedziałyśmy jak to nie jedyny taksówkarz w mieście chciał nas oszukać, że nie mamy tyle pieniędzy, a prom odpływa za godzinę. Panowie policjanci wzruszeni naszym losem, zatrzymali pierwszy jadący samochód i rozkazali mocno przerażonemu kierowcy, zawieźć nas natychmiast na przystań promową-był to rozkaz samego komendanta. Zapakowano nas na pakę i pojechałyśmy. kierowca dał gaz do dechy. Jechałyśmy z 80 na godz., bo wiatr zatykał nam dech w piersiach, a rzucało nami niczym workami kartofli. Jazda była przednia! Najważniejsze, że zdążyłyśmy i po 8h na promie, dotarłyśmy na Ko Samui. A tu...piasek, morze i słońce. Nareszcie!

info

Klimatem opisywanych przeze mnie mijesc rządzą dwa monsumy: pn-wsch, wiejący od pażdziernika do kwietnia (mogą występować silne opady) oraz pd-zach - od maja do września. W czasie kiedy przebywałyśmy w Singapurze i Malezji spotykały nas silne deszcze w porach po południowych, ale to nie znaczy, że temperatura spada poniżej 30C. O ile w Singapyrze nagłe ulewy specjalnie nie przeszkadzają w włóczeniu się po wyspie, o tyle wschodnie wybrzeże Malezji, a zwłaszcza rejon Parku Thaman Negara...płynie. Wilgotność wtedy jest tak wysoka, że nawet nie wykonując żadnego wysiłku czlowiek jest mokry.

atrakcje

Jeżeli chodzi o jedzenie to z tym nie ma żadnego problemu. My stołowałyśmy się na ulicy. W Singapurze nawet uliczne stoiska wyglądają bardzo przyzwoicie, ale i cena jest wyższa niż w pozostałych regionach Azji. Malezja to kraj muzułmański, więc podstawą mięsną była kura. Na stacjach kolejowych z reguły są bary gdzie można coś zjeść przed podróżą i napić się herbaty. Uwaga! Nigdzie nie znajdziecie chleba. Jedynie pieczywo tostowe. Przed wyjazdem do Thaman Negara, warto zaopatrzyć się w dużą ilość jedzenia, gdyż w wiosce nie ma sklepu:(

Jeżeli chodzi o jedzenie to z tym nie ma żadnego problemu. My stołowałyśmy się na ulicy. W Singapurze nawet uliczne stoiska wyglądają bardzo przyzwoicie, ale i cena jest wyższa niż w pozostałych regionach Azji. Malezja to kraj muzułmański, więc podstawą mięsną była kura. Na stacjach kolejowych z reguły są bary gdzie można coś zjeść przed podróżą i napić się herbaty. Uwaga! Nigdzie nie znajdziecie chleba. Jedynie pieczywo tostowe. Przed wyjazdem do Thaman Negara, warto zaopatrzyć się w dużą ilość jedzenia, gdyż w wiosce nie ma sklepu:(

Autor: Miki
Sklep online
LOT daje zniżki na Facebooku
Kiedy: do 09.06.12
Cena: minus 10%
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
MALEZJA

Stolica: Kuala Lumpur Waluta: ringgit (MYR) 1 MYR = 100 senów Język urzędowy: malajski Inne: angielski, chiński, tamilski

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line