okazje

Wyspa Bali, a raczej „Bali Hai” – piękna, tajemnicza, obmywana falami ciepłych mórz, odciska niezatarty ślad w sercach tych wszystkich, którzy ją ujrzeli. Dla mnie stanowi najbardziej fascynujący zakątek świata, do którego na pewno powrócę...

03.05.2008

W kolejną podróż wyjeżdżamy z duszą na ramieniu. Po raz pierwszy zostawiamy dzieci w domu i lecimy sami. Wybór padł na Bali. Szalę przeważyły relacje przeczytane w miesięczniku o podróżach, zdjęcia z tajemniczymi, bajkowymi budowlami i gąszcz zieleni otulony białymi smugami oparów. I zaraz poczułam tą temperaturę gorącego i parnego tropikalnego klimatu. Zbliżał się listopad - jesienny i mokry, więc nie zastanawiając się długo przeobraziliśmy w czyn marzenia o ciepłym piasku.

Pierwszym zaskoczeniem był sam samolot wschodnich linii lotniczych: wygodne fotele, które gwarantowały wygodną pozycję podczas długiego lotu, posiłki i napoje serwowane bardzo często (czasami mieliśmy wrażenie, że aż za często) i własne monitory zamontowane w zagłówkach foteli, sterowane pilotami. Piętnastogodzinny lot minął nam jak z bicza trzasnął. Zmęczeni, aczkolwiek szczęśliwi wylądowaliśmy wreszcie na Bali. Nie mogłam się doczekać otwarcia drzwi i pierwszego uderzenia fali gorącego powietrza. Niesamowite uczucie – zawsze czekam na nie z niecierpliwością. Wczoraj wyjeżdżałam z kraju, żegnana przymrozkiem jesiennej nocy i przejmującym deszczem, a dzisiaj wychodzę w topie i w klapkach, taszcząc pod pachą zimową kurtkę z futrzanym kołnierzem.

Wyspa Bali przywitała nas parnym powietrzem i błyskawicznie opalającym słońcem, a w hali przylotów nasz rezydent – niski i miły Balijczyk o wdzięcznym imieniu Martha. Czekała nas jeszcze krótka droga do hotelu, więc rozmowę pozostawiłam mężowi, a ja z ciekawością przyglądałam się mijanym krajobrazom. Już teraz urzekła mnie charakterystyczna architektura – wspaniałe budowle zwieńczone zaokrąglonymi na rogach dachami z czerwonej cegły i przystrojone rzeźbami ludzi i zwierząt, zaczerpniętymi z religii buddyjskiej. Wzrok przyciągają przepiękne, otwarte bramy balijskie, prowadzące do nich kamienne schody, misterne, wszechobecne rzeźby, dachy kryte czerwoną dachówką lub czarnymi włóknami palmy cukrowej. Martha wyjaśnia nam, że Bali oparło się wpływom architektury europejskiej i  amerykańskiej, propagującej wysoką zabudowę. Tutaj, nie tylko duże obiekty np. lotnisko czy szpital, ale także każdy, nawet najbardziej niepozorny budynek zbudowany jest w stylu balijskim i posiada elementy balijskiej architektury.   

Minęło kilka dni, a ja już byłam pewna, ze zakochałam się w tych ludziach i tym kraju. Nawet zwykły pobyt w hotelu był niesamowitym przeżyciem. Okazało się, że jesteśmy aktualnie jedynymi Polakami przebywającymi w hotelu. Pozostali turyści to przeważnie Japończycy, Koreańczycy, Wietnamczycy itp. Nawet Europejczyków można było policzyć na palcach jednej ręki. W osłupienie wprowadziło nas już śniadanie. Zgodnie z zasadami dobrego wychowania, na śniadanie udaliśmy się po porannej toalecie, ubrani w wygodne dzienne ubrania. Nagle stanęliśmy osłupiali. Zewsząd otaczali nas ludzie ubrani w kolorowe pidżamki dumnie prezentując wszelkiego rodzaju Godżille, Pokemony, Megazordy i inne, których nawet nie znam. Efekt był iesamowity, gdyż sama kupowałam takie pidżamy dzieciom i uważałam, że już z nich wyrosły, a tutaj dumnie w nich paradowali wszyscy: kobiety, mężczyźni i dzieciaki. Do tego niesamowity harmider w dziwnie brzmiącym języku. No i my – dwoje białych (jeszcze) ludzi, co najmniej o głowę wyższych, pośród mrowia czarnowłosych i skośnookich postaci….

Jednak po śniadaniu okazało się, że pobyt w takim towarzystwie ma same zalety. Kiedy bowiem wyszliśmy na plaże, ze zdziwieniem stwierdziłam, że jesteśmy na niej jedynymi osobami chcącymi zakosztować kąpieli morskich i słonecznych. Nie licząc oczywiście mnóstwa handlarzy, oferujących usługi masarzu, wycieczki krajoznawcze, przejażdżkę na słoniu lub różnego rodzaju pamiątki balijskie. A było tego całe mnóstwo: począwszy od koralików, przez zegarki, rzeźby, kapelusze, obrazy, perły, latawce, a na koszulkach kończąc. Takie same pustki świeciły przy basenie. Jak się później okazało tylko do czasu. Wieczorem, po zachodzie słońca, w stronę basenu i plaży zaczęły sunąć postacie, odziane tym razem w białe, długie szlafroki. Dla nich, dopiero teraz rozpoczął się dzień. Martha wyjaśnił nam później, że żółta skóra jest szczególnie narażona na promienie słoneczne, dlatego tak bardzo chroniona. Dzięki temu miałam możliwość pooglądać pokaz bajecznie kolorowych, wschodnich parasolek przeciwsłonecznych.

Nasze balijskie wieczory, to przede wszystkim wizyty w oryginalnych restauracyjkach, do których  już na ulicy zapraszali kelnerzy, oferując korzystne rabaty, powrót darmową taksówką do hotelu lub częstując deserem. A kuchnia balijska jest niesamowita…Na wyspie znajdują się wszystkie najważniejsze i znane w tropikach przyprawy, a kucharze posiadają niesamowity zmysł smaku i wrażliwości. Potrafią więc wyczarować i stworzyć z najprostszej potrawy dzieło sztuki. Jedynym mankamentem tych ulicznych restauracji są szczury – dla balijskich kotów i Balijczyków zjawisko najnormalniejsze w świecie, którym nie warto sobie zaprzątać głowy. Sama zaakceptować ich nie potrafiłam i kolację pałaszowałam trzymając nogi na krześle. Obecność tych gryzoni, w pewnym stopniu była wynikiem życia tych ludzi. Balijczycy są narodem niezwykle religijnym i uduchowionym. Większość z nich praktykuje składanie ofiar bogom, w postaci drobin owoców, ziaren zbóż, kwiatów, ciasteczek, mięsa, ryżu. Ofiary składane są kilka razy dziennie, na maleńkich ołtarzykach, których wszędzie jest pełno. Można je minąć w sklepie, hotelu, biurze, na każdym podwórku, na lotnisku, w toalecie, a nawet w taksówce. Do tego dochodzi zapach orientalnych pałeczek, gęsto wtykanych w ołtarzyki. Tak właśnie pachnie mistycyzm….

Oprócz indywidualnego hołdu składanego bogom na wszechobecnych ołtarzykach, Balijczycy tłumnie i często odwiedzają swoje liczne świątynie. Święta religijne to niesamowicie kolorowe i uroczyste ceremonie, które przygotowywane są przy współudziale wszystkich. Odwiedziliśmy jedną ze świątyń przed świętem „Pełni księżyca”. Już parę dni prędzej kobiety przychodzą do świątyni, gdzie lepią tysiące ciasteczek i różnych innych darów dla bogów. Pozostałe wyplatają kosze na których dary będą złożone lub piorą zasłony przy ołtarzach. Mężczyźni pomagają przy upiększaniu świątyni i czyszczeniu np. chodników czy dziedzińców świątynnych. Uroczystości nieraz przenoszą się na ulice, tworząc barwne i widowiskowe pochody lub na pola uprawne. Tam, na tarasach ryżowych stawiają całe mnóstwa ołtarzyków mających zapewnić lepsze zbiory. I właśnie tam, mocują tsiące latawców, które powiewają na wietrze jako świątynie bogów powietrza i przestworzy.

Na Bali zobaczyliśmy po raz pierwszy kremację na którą zostaliśmy zaproszeni przez naszego znajomego. Najpierw zaskoczyło nas przystrojenie całej wioski białymi paskami materiału. Dowiedzieliśmy się, że w ten sposób rodzina informuje o zgonie bliskiej osoby. W ostatniej drodze towarzyszy zmarłemu rodzina i cała wioska. Wszyscy odziani w białe zawoje i sarongi – biel jest kolorem żałoby. Kondukt poprzedzają płaczki, które głośno lamentują. Zmarły spoczywał na czymś w rodzaju platformy, owinięty szczelnie zwojami sukna. U jego stóp siedział najmłodszy wnuczek. Po dojściu na miejsce spalenia zwłok, zmarłego ułożono na specjalnie przygotowanym stosie. Po chwili gryzący dym wypełnił plac. Dla nas była to straszna ceremonia, dla rodziny – możliwość wyzwolenia duszy zmarłego.       

Niesamowitych wrażeń dostarczają widoki, które pozostaną w pamięci na długo. Ta wyspa została bogato obdarowana przez Matkę Naturę, gdyż można podziwiać prawie każdy typ krajobrazu. Podróżując po Bali mijaliśmy płaskowyże z tarasami ryżowymi, górskie rejony z wzbudzającymi szacunek wulkanami, zielone lasy śródziemnomorskie i splątaną dżunglę oraz zmieniające się wybrzeże. Raz oglądaliśmy wysokie i ostre klify raz piaszczyste, łagodne plaże otoczone turkusowymi lagunami. I do tego zachód słońca....

Właśnie w takiej romantycznej scenerii postanowiliśmy zjeść kolację. Wybór padł na sławną plażę Jimbaran. Miał być stolik nakryty białym obrusem, na nim kwiaty i zapalona świeczka. Do tego owoce morza i lampka czerwonego wina. Punktem kulminacyjnym - zachód słońca. I rzeczywiście wszystko się zgadzało, oprócz jednego, maleńkiego szczegółu - zachód słońca oglądaliśmy siedząc przy stoliku, jednym z setek rozstawionych na plaży. Jednak po zapadnięciu zmroku, płomienie zapalonych na stołach świec, jak tysiące świetlików delikatnie muskały plażę i rzucały tajemnicze cienie, znikając w granatowych falach oceanu. Rozmarzeni wróciliśmy do hotelu, aby z niecierpliwością dziecka doczekać kolejnego dnia.      

Nie będę opisywała wszystkich ciekawych miejsc, które warto zobaczyć - jest ich zbyt dużo. Na pewno szczegóły znajdziecie w każdym przewodniku. Jednak nie poczuje się atmosfery tej wyspy, jeżeli nie zobaczy się tańców balijskich. Taniec balijski to niezwykle barwny pokaz odwiecznej walki dobra ze złem. Towarzyszy on Balijczykom zarówno w życiu codziennym, jest też stałym elementem ceremonii religijnych. Taniec balijki to nie tylko określone ruchy ciała, ale także mimika twarzy, subtelny gest dłoni, ustawienie stóp oraz niezwykle barwny strój czy misternie wyrzeźbiona maska. Na pewno warto zobaczyć tancerza wykonującego Kecak - słynny, ekspresyjny "małpi taniec". 

I tak będąc przy małpkach, nie sposób nie wspomnieć o małpim gaju. Jest to na pewno jedna z atrakcji, która spodoba się zarówno dzieciom jak i dorosłym. Nagle pozostawiamy za sobą plaże, świątynie, zgiełk uliczny i znajdujemy się w kamiennym mieście, w samym sercu dżungli. Zewsząd otaczają nas małpy, które tutaj wiodą prym. Wędrujemy po brukowanych uliczkach, wiszących mostach, kamiennych schodach i cały czas w małpim towarzystwie.

Jednak najwspanialsi są sami mieszkańcy Bali, którzy w połączeniu z niesamowitymi widokami i pełną tajemniczości i mistycyzmu atmosferą, tworzą ten cudowny klimat wyspy. Są wiecznie uśmiechnięci, mili, dobrzy, niesamowicie tolerancyjni i życzliwi. Tak wspaniałych ludzi nie ma nigdzie na świecie. Dla nich rzeczą niepojętą są wojny, napady, rabunki, czy bezpardonowa pogoń za pieniądzem. Sami dbają bardziej o dobra duchowe niż materialne i dlatego w harmonii potrafią żyć wyznawcy różnych religii: buddyści, chrześcijanie, hinduiści czy animiści (coś podobnego do wierzeń starożytnych Greków).

Wracając wspomnieniami do Bali, wiem na pewno: kto raz pozna tych ludzi, ich kulturę, zwyczaje, tańce, stroje, rzeźby, zobaczy te niesamowite widoki i poczuje pełną mistycyzmu i tajemniczości atmosferę - już nigdy jej nie zapomni.      

              

 

warto wiedzieć

Całe mnóstwo świąt, uroczystości i ceremonii religijnych, które odmierzają czas Balijczyków i stanowią najważniejszy element ich kultury.

Całe mnóstwo świąt, uroczystości i ceremonii religijnych, które odmierzają czas Balijczyków i stanowią najważniejszy element ich kultury.

atrakcje

Wspaniałe, urokliwe, z drobnym, jasnym  piaskiem. Można się schronić w cieniu rozłożystych palm.

Przepyszna wschodnia kuchnia. Zadowoli podniebienie nawet najbardziej wybrednego smakosza.

Autor: klaudia_
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
INDONEZJA

Stolica: Dżakarta Waluta: rupia indonezyjska (RP) Język urzędowy: indonezyjski Inne: angielski, niderlandzki, jawajski, lokalne języki etniczne

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line