okazje
Bawoły wodne to najsympatyczniejsze parzystokopytne pod słońcem. Praca z nimi musi być przyjemnością.;] Bawoły wodne to najsympatyczniejsze parzystokopytne pod słońcem. Praca z nimi musi być przyjemnością.;] W Laosie, na Don Det z tymi i wieloma innymi dziećmi bawiliśmy się na co dzień. W Malezji znaleźliśmy dziewiczą, najpiękniejszą (a odwiedziliśmy już kilka) plażę na jakiej w życiu byliśmy. Z tymi i wieloma innymi dziećmi spędzaliśmy całe dnie na Don Det w Laosie. Mnisi w Laosie, zwłaszcza młodzi mają nieraz zgoła nie zakonne pomysły... Po odpływie, na jednej z wysp Indonezji dzieci szukają uwięzionych w kałużach skarbów morza. Pęd wietnamskich ulic. Owocowy targ. ...większość z nich nie była jednak taka odważna, wszystkie uciekają z prędkością światła. Wódz wioski Akha, w której zbieraliśmy materiały. Zarabia 1 Euro dziennie, z czego połowę odkłada (i tak, jest najbogatszą osobą wśród swoich). Wietnam budzi się koło 5 rano, targi pracują na pełnych obrotach jeszcze przed wschodem słońca. Festiwal krzyżowania na Filipinach - jeżeli jest się w okolicy na święta Wielkiej Nocy, punkt obowiązkowy (dla osób o mocnych nerwach). Język khmerski w mowie jest troszeczkę łatwiejszy niż w piśmie.;]
  • Bawoły wodne to najsympatyczniejsze parzystokopytne pod słońcem. Praca z nimi musi być przyjemnością.;]
  • W Laosie, na Don Det z tymi i wieloma innymi dziećmi bawiliśmy się na co dzień.
  • W Malezji znaleźliśmy dziewiczą, najpiękniejszą (a odwiedziliśmy już kilka) plażę na jakiej w życiu byliśmy.
  • Z tymi i wieloma innymi dziećmi spędzaliśmy całe dnie na Don Det w Laosie.
  • Mnisi w Laosie, zwłaszcza młodzi mają nieraz zgoła nie zakonne pomysły...
  • Po odpływie, na jednej z wysp Indonezji dzieci szukają uwięzionych w kałużach skarbów morza.
  • Pęd wietnamskich ulic.
  • Owocowy targ.
  • ...większość z nich nie była jednak taka odważna, wszystkie uciekają z prędkością światła.
  • Wódz wioski Akha, w której zbieraliśmy materiały. Zarabia 1 Euro dziennie, z czego połowę odkłada (i tak, jest najbogatszą osobą wśród swoich).
  • Wietnam budzi się koło 5 rano, targi pracują na pełnych obrotach jeszcze przed wschodem słońca.
  • Festiwal krzyżowania na Filipinach - jeżeli jest się w okolicy na święta Wielkiej Nocy, punkt obowiązkowy (dla osób o mocnych nerwach).
  • Język khmerski w mowie jest troszeczkę łatwiejszy niż w piśmie.;]

Bawoły wodne to najsympatyczniejsze parzystokopytne pod słońcem. Praca z nimi musi być przyjemnością.;]

W marcu 2008 roku pomysł wpadł nam do głów, w czerwcu zaczęliśmy przygotowania pełną parą i już 17 listopada wylatywaliśmy z Polski na spotkanie z ponad półroczną przygodą w Azji.

09.06.2009

Wyjeżdżając wiedzieliśmy, co nas czeka w Tajlandii, ponieważ zwiedziliśmy ją już w roku 2007 wzdłuż i wszerz. Byliśmy przygotowani na azjatycki bałagan, ciężkie, gorące powietrze, niesamowite smaki, różne niespotykane środki transportu i inne rzeczy, których w Europie nigdy nie uświadczyliśmy. Wtedy jednak mieliśmy nieco większy budżet i mniej czasu, więc podróżowaliśmy ciut bardziej luksusowo; teraz było jednak zupełnie inaczej. Na budżecie mniej więcej trzy razy większym niż poprzednio udało nam się przeżyć sześć i pół razy dłużej. Wzięłam urlop dziekański, studia nie uciekną, a nawet postanowiłam je połączyć z całą wyprawą i zebrać materiał na pracę licencjacką o plemieniu Akha, zamieszkującym góry Tajlandii i Laosu.

Szybko więc przerodziliśmy się z turystów w małych, ciekawskich podróżników, zaglądających z dużymi plecakami w każdy kąt. Próbowaliśmy jedzenia na ulicy, które o dziwo nigdy nie było niesmaczne, w przeciwieństwie do drogich i nie zawsze zadowalających dań w restauracjach. Jako wegetarianie nie porywaliśmy się na smażone karaluchy w soli, wędzone nietoperze czy psy w Wietamie, ale próbowaliśmy w zamian wszelkich dziwacznych owoców, jakich pełno na lokalnych targach. Zakochaliśmy się w królu owoców durianie, we wściekle różowej pitahaji i wygladającym jak granat mangostanie. Na Filipinach niestety nie rozumieją idei wegetarianizmu, więc przez miesiąc tam spędzony niemal codziennie wydłubywaliśmy spomiędzy warzyw podejrzanie wyglądające chrząstki i kawałki mięśni. Najbardziej jednak żałujemy tego dnia, kiedy weszliśmy do indyjskiej knajpy gdzieś na wyżynach w Malezji. Od tamtego razu niemal uzależniliśmy się od paneer kofty i chleba naan. W Malezji ogromne są wpływy indyjskie, wszędzie bez trudu można zaleźć "restaurację" z wyśmienitym jedzeniem za grosze. Najlepsze jednak w tych miejscach jest to, czego Sanepid nigdy przenigdy by nie dopuścił: bałagan i zamieszanie. Wszyscy jedzą rękami [oczywiście prawymi, lewe służą do innych celów], co chwila gdzieś coś upadnie, skapnie, nawet w Singapurze, państwie-mieście błyszczącym czystością z oddali, indyjskie restauracje miały charakter bardziej zbliżony do stołówki niż restauracji. Przez te jadłodajnie ciężko nam myśleć o jakimkolwiek innym jedzeniu a następna większa wyprawa w stronę Azji jest planowana właśnie do Indii.

Podróżowaliśmy najróżniejszymi środkami lokomocji. Część z nich nie była najbardziej komfortowymi pojazdami pod słońcem, jednak momenty [lub właściwie długie godziny] w nich spędzone wspominamy teraz z rozrzewnieniem. Przygody przeżywa się w takich właśnie rozklekotanych autobusach lub innych środkach lokomocji, na które polski język nie ma nazwy, a nie w luksusowych autobusach czy wynajmowanych i klimatyzowanych samochodach. Podróżowaliśmy więc z kurami, żywymi żabami w siatkach, kurami w kartonach, świniami w bagażnikach i kozami na dachach. Zwierzęta podróżujące w autobusach miały to szczęście, że nie zostały w prowizoryczny sposób przytwierdzone do powszechnie tam używanych skuterów. Trzy świnie i kierowca na jednym skuterze to naprawdę nie wyczyn. W Wietnamie dziwiła nas liczba pasażerów dopiero powyżej czterech. Najdziwniejsze jednak środki transportu zobaczyliśmy na Filipinach. Zamiast taksówek wszędzie jeżdżą kombinacje motoru i blaszanej budki zwanej "tricycle". Kiedy po raz pierwszy zobaczyliśmy ten wyczyn azjatyckiej techniki transportowej nie wierzyliśmy, że Europejczyk może się jakimkolwiek sposobem zmiecić do tego cuda. Po dwóch dniach okazało się, że i owszem, zmieści się i to nawet w liczbie dwóch i to z plecakami turystycznymi. Tricycle były jednak opcją drożą, stałe trasy po miastach miały dżipneje, zwane także jeepami. Blaszane, wydłużone samochody z dwoma podłużnymi ławkami w środku, oblepione i pomalowane do granic możliwości. Jako, że Filipińczycy to skrajnie katolicki naród, naklejki nierzadko przedstawiały wizerunek Chrystusa, lub chrześcijańskie hasła.

Na Filipinach pojechaliśmy na festiwal krzyżowania i dowiedzieliśmy się, że lokalni pojmują tę religię zupełnie w inny sposób niż Polacy. Ich sposób jest bardziej zbliżony do południowo amerykańskiego; wszystko przyjmują lekko, z przymrużeniem oka. Festiwal krzyżowania u nas nazywałby się festynem, na podwyższeniu krzyżuje się ochotników, z tyłu jednak dobiega widzów melodyjka z punktów sprzedaży lodów, wszędzie pełno krzyczących naganiaczy, można kupić T-Shirt i balonik ze Sponge Bobem. Zaduma to jedno z ostatnich haseł, jakie pasowałyby do tego miejsca.

Po raz pierwszy na tej wyprawie byliśmy zszokowani ilością betonu i hałasu, jakie są w miastach. Dotarło to do nas po miesiącu spędzonym na malutkiej wyspie na Mekongu w Laosie, Don Det. Nie ma tam prądu, chodników, samochodów, pośpiechu, stresu, hałasu. Całą wyspę można przejść dookoła w dwie godziny, największą jej część zajmują pola ryżowe. Zaprzyjaźniliśmy się tam z lokalną ludnością i całe dnie spędzaliśmy niemal jak pięciolatkowie; bawiąc się, grając w piłkę, bujając się na hamaku, pływając w Mekongu i rozmawiając z naszą nową, laotańską rodziną. Mama, u której mieszkaliśmy robiła nam kanapki, gdy musieliśmy jechać po sprawunki na stały ląd, martwiła się o nas gdy długo nie wracaliśmy. Z przyjaciółmi ze Szwecji i Niemiec spędzaliśmy długie godziny na włóczędze i oglądaniu zachodów słońca. Pierwotnie myśleliśmy o spędzeniu tam 3 dni, wyszło 30, cała długość wizy. Ten miesiąc był jednak jednym z najszczęśliwszych w naszym życiu. Takie samo miejsce udało nam się znaleźć w Indonezji, zupełnie przypadkiem, gdzie pożegnaliśmy się z Azją, bo zaraz stamtąd ruszaliśmy w drogę powrotną do Polski.

Takich akapicików można by było pisać, i pisać, o ludziach, których spotkaliśmy na drodze, o tym, czemu odbieraliśmy ludzi w Wietnamie jako niezbyt przyjaznych, o zbieraniu materiałów na moją pierwszą pracę naukową, o zdobywaniu najwyższych szczytów Indochin i całej Azji Południowo-Wschodniej i o wielu, wielu innych rzeczach. W ciągu tych sześciu i pół miesiąca zdarzyło się tyle rzeczy, że moglibyśmy opowiadać je przez drugie tyle a nawet i dłużej, bo każde z nas odbierało rzeczy nieco inaczej. Przede wszystkim wiele się nauczyliśmy, zarówno podczas wyprawy jak i przy samej organizacji. Udało nam się uzyskać patronat i dofinansowanie do wyprawy od j.m. Rektora Uniwersytetu Gdańskiego, patronaty kilku serwisów internetowych i wydawnictw, nawiązaliśmy także wiele ciekawych kontaktów z podróżnikami z naszych stron. Jedno jest pewne, połknęliśmy bakcyla i pomimo tego, że dopiero co wróciliśmy z jednej wyprawy i nawet nie do końca się otrząsnęliśmy, już mamy w planach kolejne trzy.

Więcej o tej wyprawie można przeczytać na stronie www.thesightseekers.org, na której zamieszczaliśmy nasze reportaże z każdego miejsca osobno, a także zdjęcia i dokładną trasę zgrywaną z urządzenia GPS.

info

Nam (do dziś nie wiemy jak) udało się ominąć porę deszczową w każdym miejscu. Trzeba jednak brać pogodę pod uwagę; zazwyczaj pora monsunowa odznacza się tylko ulewnymi deszczami, które nie trwają zbyt długo, jednak czasem tygodniami potrafi padać non stop. Przy krótszym wyjeździe, aby nie zepsuć sobie humoru lepiej pojechać w czasie, kiedy upał nie sięga 40 stopni w cieniu, ani w porze monsunowej.

noclegi

Ceny i warunki noclegów w Azji zadowolą każdego. Najbardziej oszczędni nie będą płacić nic - w Wietnamie można spać w niektórych miejscach za darmo, warunkiem jest tylko stołowanie się w restauracji przy ośrodku. W niektórych miejscach z kolei poniżej 40 złotych nie sposób zejść, mimo najdokładniejszych poszukiwań. Generalnie nie płaci się więcej niż około 30 złotych za noc dla dwóch osób w przyzwoitym i tanim miejscu.

bezpieczeństwo

Nigdzie, nigdy nie czuliśmy się tak bezpiecznie jak w Azji. Brak wzbudzających respekt panów w strojach sportowych (prócz rosyjskich turystów), o każdej porze dnia i nocy chodziliśmy w miastach i wioskach i nigdy niczego nie musieliśmy się bać. Oczywiście słyszeliśmy o kradzieżach i drobnych nieprzyjemnościach, ale jeżeli jest się uważnym i uśmiechniętym, przyjazny świat stoi otworem.

Zaopatrzyliśmy się w środki na wypadek problemów żołądkowych, stanów zapalnych, tabletki przeciwbólowe i antymalaryczne i tak naprawdę musieliśmy dokupić tylko witaminy raz na jakiś czas, więc to wystarczy, jako absolutne minimum.

Uwaga na kieszonkowców! Czają się pod postacią dorosłej osoby ale również małego dziecka, które jest dużo przebieglejsze, niż wygląda.

atrakcje

Mmmm... aspekt kulinarny podróży po Azji to zdecydowanie jeden z przyjemniejszych. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Mmmm... aspekt kulinarny podróży po Azji to zdecydowanie jeden z przyjemniejszych. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Autor: bibi
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
AZJA

Obejmuje państwa leżące na wchód od Uralu oraz Bliski Wschód. Należą do niej także Turcja i Cypr, często mylnie lokalizowane w Europie. Największym państwem jest Rosja (cz. azjatycka). Najludniejszym państwem Chiny, a najludniejszym miastem Tokio. Państwem o największej gęstości zaludnienia jest Singapur, a o najmniejszej - Mongolia. W Azji znajduje się najwyższy szczyt Ziemi - Mt. Everest. Największa depresja jest nad Morzem Martwym.

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line