okazje

Słoneczne San Diego oferuję piękne plaże, idealną pogodę przez cały rok i egzotyke pobliskiego Meksyku

23.04.2008

Wyprawę zacząłem już w czwartek po przyjeździe do San Jose. Poświęcam kilka chwil na organizację i logistykę, i wstępny plan mam gotowy. Póżniej jak zwykle wszystko będzie ulegać modyfikacji, ale główny "szkielet" pozostanie niezmieniony. Wypożyczenie samochodu na lotnisku w SJ zajęło trochę czasu, ale ceny są tu o połowę niższe niż w San Francisco... więc warto to zapamiętać. Jedziesz godzinę Caltrainem z SF i oszczędzasz połowę pieniędzy na wynajęciu auta…

Ruszam w piątek koło południa. Zaczyna się dzień pierwszy. Postanowiłem dotrzeć na noc w okolice San Diego, gdzieś na północ znaleźć jakieś miłe miejsce do spania. Pogoda słoneczna i pora sprzyja wygodnej jeździe. Jeszcze się nie zaczęły korki. GPS ustawiłem na Morro Bay jako punkt postoju. Jechałem CA-101. Tempo było spokojne, więc bez szaleństw dojechałem do San Luiz Obispo, gdzie nastąpiła mała zmiana planów z powodu powoli uciekającego dnia :). Postanowiłem ominąć Morro Bay i pojechałem do Pismo Beach – małego miasteczka nad oceanem, z pięknymi plażami i widokowymi klifami. Tego dnia mocno wiało, więc zwiedzanie ograniczyło się do centrum miasta i plaży z wielkim molo. Miasteczko jest światową stolicą clam chowdera, zupy z mięczaków podawanej na różne sposoby (ostatnio dość często jadanej przez nas w Monterey; tam podają ją w bochenku chleba; za 7 USD dwie osoby mogą się spokojnie najeść). Wracam na trasę. Ca-101 prowadzi mnie przez Santa Barbara, Ventura – gdzie wbijam się do Los Angeles. Zaczyna się pora powrotów ludzi z pracy i wyjazdów na weekend, więc robią się coraz większe korki. Zapomniałem ominąć LA i teraz stoję zamiast jechać. Przebiłem się na I-5 na południe. Tu też korek. Już zaszło słońce i się ściemniło, a aut nie ubywa z drogi :). Po ciężkich mękach wydostałem się za miasto. Pod koniec dnia docieram do hotelu w Oceanside. Uff, kawał drogi, a samochód nie miał cruise control. Niedaleko od miasta jest wielka baza marines Camp Pendelton. Często słychać tam śmigłowce. Jeszcze tylko jedzonko w Panda express i zapadam w sen. San Diego już blisko.

Rano pora się zbierać. Na mapce szukam jakiegoś wartego zobaczenia miejsca i znajduję Mission San Luis Rey de Francia, założoną w 1798 r. misję franciszkanów. Dobrze zachowane miejsce, otoczone kaktusami (prawie wszystkie możliwe gatunki). Wiatr mocno wieje i wygląda na to, że pogoda się popsuje. Ruszam dalej. Jeszcze śniadanko w In-N-Out – burgerowni, gdzie w menu mają tylko 3 rodzaje hamburgerów, ale za to kładą nacisk na jakość i faktycznie "buły"  ;) dobrze smakują. Odkrywam przypadkiem, że niedaleko na wschód w stronę Escondido mieści się San Diego Wild Animal Park, gdzie  na dużym terenie (7 km2) biegają na wolności zwierzęta. Szybka decyzja i po godzinie zatrzymuję się pod parkiem. Bilet kosztuje 29 USD. Park stylizowany jest na wioskę afrykańską i utrzymany w takim klimacie. Dużo tu zwierzaków z całego świata. Docieram do kolejki, która wozi ludzi po olbrzymim terenie, gdzie biegają największe okazy (słonie, nosorożce, żyrafy) i cała pomniejsza reszta :). Lew wyleguje się na kamieniach, a leopardy majestatycznie przechadzają się po zboczu. Ładnie, ale... oczekiwałem czegoś więcej. Jeszcze chwilka na zrobienie zdjęcia słonikwi z całą rodzinką :). Zapada zmrok drugiego dnia,a ja jeszcze nie dojechałem do San Diego. Szybko docieram do hotelu, który znalazłem w necie. W samym "centrum" miasta. Wykonuję kilka akrobacji po ulicach, a kocioł tu jest straszny, i kupuję coś na kolację. Wracam zmęczony do hotelu. Jakoś ten dzień był dziwnie pechowy, hehe, ale jakoś przetrwałem.

Rano słonko mocno przygrzewa. Odczuwam ulgę, bo po załamaniu pogody poprzedniego dnia miałem obawy. Spokojnie wystarczy mi podkoszulek. To mi się podoba. Mam bilet do Sea World, które mieści się tuż obok hotelu. Dotarcie na miejsce samochodem zajęłoby chwilkę, gdyby nie pomyłki w zjazdach i podjazdach :). Parkuję na wielkim parkingu. Trzeba zapamiętać, gdzie się zostawiło auto, bo inaczej trudno je będzie potem znaleźć. Przy wejściu do Sea World małe zdziwienie: na bramce trzeba poddać się procedurze skanowania palca! Hm, dziwne,  chodzi o bezpieczeństwo czy o przyspieszenie wejść dla osób, które kupiły bilet i chcą oglądać to miejsce na raty? W holu wita mnie wielka choinka z megabombkami. Zaleciało świętami, tylko śniegu brak. Główną atrakcją Sea World jest rewelacyjnie wytresowana orka Shamu, która ma swoje show dwa razy dziennie i ściąga rzesze ludzi z całego świata. Warto. Jest ranek, a show zaczyna się po południu. Oglądam pozostałe miejsca na tym ogromnym terenie. Żółwie, pelikany i masę różnego rodzaju stworzeń związanych z wodą. Myślę, że to świetna atrakcja, zwłaszcza dla dzieci. To właśnie pod ich kątem idealnie przygotowano infrastrukturę.

Mamy też wieże-windę widokową, kolejkę linową i oszklone tunele z rekinami. Niestety, jeśli chodzi o wystawy ryb i ssaków morskich w wielkich akwariach, to nie wygląda to imponująco, zwłaszcza dla osoby, która widziała akwarium w Lizbonie :). Tutaj największe wrażenie robi gigantyczny teren i "ekspozycje" na zewnątrz w basenach. Przychodzi pora na Shamu. Wchodzę do wielkiego amfiteatru z basenem. Od razu zwracam uwagę na świetnie przygotowaną oprawę dźwiękową i wizualną. Ludzie zajmują miejsca. Dysponując wiedzą na temat tego typu show, wybieram miejsce u góry :). Wiem, co będzie się działo na siedzeniach przed "sceną" :) Widownia dopisała. Cały amfiteatr pełen ludzi. Pojawia się orka. Wszystkim zapiera dech. Shamu skacze i wykonuje akrobacje, o które nikt by nie posądził takiego giganta. Potem opiekunowie prezentują indywidualne pokazy, które udowadniają, jak bardzo inteligentna jest orka. I przychodzi moment, na który kilka osób się przygotowało zakładając płaszcze przeciwdeszczowe :). Orki (jest jeszcze kilka mniejszych dla asysty) zaczynają ogonami chlapać widownię. Wielkie fale wody przelewają się i zalewają pierwsze rzędy :). Część ludzi ucieka do tyłu, a reszta zrezygnowanych i mokrych siedzi dalej... Jest ubaw. Trwa to trochę. Koniec pokazu i wszyscy przenoszą się na następne show.

Pora na delfiny, które pokazują sztuczki podobne do tych orkowych, a potem wizyta u pingwinów i tak mija dzień. Wracam. Jeszcze tylko wieczorna wycieczka do downtown i do portu, gdzie stoją zacumowane statki z różnych epok i znajduje się lotniskowiec Midway - cel na jutro :). Wieczorem klasycznie hotelik, whisky i lulu. A o poranku pobudka i czas ruszać do portu. Zostawiam samochód na wielkim parkingu przy zatoce. Czas obejrzeć miasto z łodzi. Wbijam się na 2-godzinny rejs po zatoce. Zwiedzamy port marynarki wojennej USA i oglądamy zacumowane tam okręty wojenne. Wszystkie w czynnej służbie. Kilka lotniskowców i nowoczesnych fregat. Przepływając pod mostem Coronado, spostrzegam kilka szybkich łodzi desantowych... to NAVY SEALS!!! Mają tu swoją bazę. Płyną na ćwiczenia w pełnym oporządzeniu nurkowym. Wracamy po godzinie do portu wysadzić część turystów i zabrać nowych (można wykupić jedno lub dwu godzinny rejs). Teraz płyniemy w innym kierunku. Panorama San Diego ze środka zatoki robi wrażenie. Mijamy bzę lotniczą, z której co chwila startują Seahawki i Blackhawki. Podziwiamy mariny z jachtami... Słonko mocno daje i to potęguje uczucie błogości :). Mogę tak pływać całymi dniami... Powracamy po godzinie. Było ciekawie, zwłaszcza że opowieściami raczył nas były marynarz z lotniskowca Midway, który miał świetnie opanowane zagadnienia z dziedziny wojskowości, za co byłem mu niezmiernie wdzięczny i podziękowałem na końcu tipem :).

Następny przystanek to lotniskowiec USS MIDWAY, który stoi zakotwiczony w porcie i służy jako muzeum. To już raj dla pasjonatów militariów i historii. Można zwiedzać 3 pokłady i "wyspę", czyli nadbudówkę. W hangarze stoją różnego typu symulatory samolotów i repliki kabin, do których można wejść. Jest kilka starszych samolotów z II wojny światowej. Po bokach znajdują się zejścia do kabin i mesy. Można nawet pobyć chwilkę w więzieniu :) i odpocząć w mesie oficerskiej. Największą atrakcję stanowi pokład, gdzie znajdują się w miarę nowe samoloty. Od F-4 przez A-6 do F-18 Hornet w malowaniu z ćwiczeń "red flag". Podczas zwiedzania można poprosić jednego z kilku byłych marynarzy tego lotniskowca o pomoc. Dysponują sporą wiedzą, więc warto wysłuchać kilku opowieści. I tak minął dzień. Słonko zaczęło zachodzić i okręt powoli "zatapiał się" w złocie. Wychodząc z Midway warto zahaczyć o park, przy którym stoi pływające muzeum. Jest tam monstrualnych rozmiarów rzeźba marynarza całującego kobietę. Czas wracać do samochodu. Jeszcze rundka po okolicy i zerknięcie z okien na miasto nocą.

Następny dzień to opuszczenie hotelu o wczesnej porze. Po południu zawita silna ekipa i będzie wesoło :) Na razie do tego czasu mała wyprawa do centrum miasta, a dokładnie do Balboa Park, gdzie można spędzić chwilkę oglądając piękny park i budynki, w większości muzea. Niedaleko mieści się San Diego ZOO. Popołudnie to plaża w La Jolla i oglądanie zachodu słońca. Wieczorem lądujemy w Bahia resort – bardzo fajnym hotelu nad oceanem :).

Rano znowu słonko zagląda do pokoju, tym razem wielkiego apartamentu z jeszcze większym balkonem :). Zbieramy się ciężko, poprzedni wieczór był upojny. Peter rusza do pracy, a ja z Dori ruszamy posnuć się po mieście. Koło południa pojawił się fog, który przykrył okolicę. Jedziemy do Point Loma – długiego "sopelka" półwyspu, który zasłania wyspę Coronado. W połowie drogi wracamy. Nic nie widać w tej mgle. Kiedyś tu wrócimy. Relaks i kawa na plaży. Jazda wąskimi ulicami La Jolla (co chwilę małe ronda). I powrót do hotelu. Tu przesiadamy się do cabrio Petera i ruszamy do downtown. Ten typ wozu sprawdza się świetnie w warunkach San Diego, gdzie zawsze jest ciepło, nawet jak jest zimno :). Zatrzymujemy się na piwko w barze słynnym z filmu Top Gun – teraz Kansas Bar – lekko zapomnianym i zaniedbanym miejscu, ale pamiątki z filmu są wszędzie. Zachodzi słońce i zaczyna się nocne życie.

Oglądamy Gaslamp District, gdzie mieszczą się prawie wszystkie knajpy. Panuje tu niesamowity klimat i czuć wyjątkowy styl. Miejsce trąci delikatnie Bourbon Street w New Orleans :). To tu toczy się życie po zmroku. Miasto jest bardzo nowoczesne, ale urządzone ze smakiem. W subtelny sposób łączy stare budownictwo z nowym. Nie można pominąć wyspy Coronado połączonej z miastem długim mostem. Mieszczą się tam mariny i rezydencje, które zapierają dech w piersiach… Krążymy po ulicach. Zapada już noc i wybieramy drogę przez mierzeje w stronę granicy z Meksykiem. Przecinamy San Ysidro i, tu trzeba uważać, bo z autostrady I-5 można niechcący wjechać do Tijuany, nawet nie wiedząc kiedy :). Do Meksyku łatwo wjechać, nie ma kontroli na granicy, ale trudno wrócić jeśli się zapomniało dokumentów. Po stronie Amerykańskiej trzeba czytać uważnie drogowskazy i pilnować ostatniego zjazd. Potem NO RETURN. Zrobiliśmy mały spacerek i oglądaliśmy samo przejście. Potem rundka wzdłuż muru i siatek, które odgradzają dwa kraje. W hotelu lądujemy dość późno.

Następny dzień to nowe cele. Powracamy na Point Loma, gdzie już jest dobra widoczność. Jest tam pomnik Juan Rodriguez Cabrillo – pierwszego Europejczyka, który dotarł tu w 1542 r. Jeśli ktoś był w Lizbonie i widział pomnik odkrywców to uzna ten za brakującą postać w szeregu portugalskich żeglarzy. Z tego miejsca widać wejście do zatoki i bazę lotniczą w Coronado. Jest tu latarnia morska i punkt, z którego można dostrzec migrujące wieloryby.

W tle panorama wybrzeża meksykańskiego. Czas wracać. Kolejny punkt wyprawy to plaża w La Jolla. Dzisiaj jest czas surferów! Tego dnia ma nadejść największa fala w tym roku i zjechać się ma tu cała śmietanka mistrzów deski. Na miejscu jest już megakorek. Trudno zaparkować samochód. Niektóre części plaży są zamknięte, lifeguard nie chce ryzykować i nie wpuszcza ludzi. Docieramy na plaże. Faaaaaaaale są wielkie. Zawijają się i rozbijają o skały i piasek. W wodzie siedzą dziesiątki surferów czekających na TĘ falę. Wyglądają jak rodzynki rozrzucone po wielkim torcie. Co chwila nieliczni łapią falę, a resztę przykrywa biała piana. Trwać to będzie długo... My powoli się zbieramy. Na pewno jest to temat dnia w wiadomościach. Wszędzie widać telewizję i kamery. Wracamy na noc do hotelu. Rano ostatni dzień.

Po śniadanku mamy w planie muzeum lotnicze marines, gdzie stoją maszyny używane w różnych wojnach. Błądzimy trochę i nawet udaje mi się wjechać niechcący do bazy Marines. Do niedawna TOP GUN. Czas w San Diego dobiegł końca. Trasę powrotną do San Jose "zawinęliśmy" trochę większym łukiem. Przejechaliśmy przez miasteczko Niland, gdzie na wzgórzu Salvation Mountain lokalny ekscentryk (którego spotkaliśmy na samym szczycie), wymalował osobliwe, bardzo kolorowe i "wychwalające Boga" napisy i fragmenty Biblii. Trochę czasu zajęło nam znalezienie tej ciekawostki. Potem wzdłuż Salton Sea dotarliśmy do granic Los Angeles, a tam odbiliśmy na Solvang, małego duńskiego miasteczka, gdzie spędziliśmy noc. Na tym zakończyliśmy samochodową wyprawę do San Diego i okolic.

[San Jose - Pismo Beach - Los Angeles - Oceanside - San Diego Wild Animal Park - San Diego - Sea World - Coronado - La Jolla - San Ysidro - Tijuana Mexico border - Niland - Salton Sea - Solvang - Morro Bay - CA-1 - San Jose] 

info

Słoneczna pogoda prawie przez cały rok. Idealne miejsce dla osób lubiących upały.

Słoneczna pogoda prawie przez cały rok. Idealne miejsce dla osób lubiących upały.

Uwaga dla osób które chcą pooglądać jak wygląda granica z Meksykiem i nie chcą jej przekraczać. Trzeba uważnie wypatrywać ostatniego zjazdu z autostrady w stronę Tijuany (jest tablica Last Exit to US). Potem nie ma jak zawrócić i wjedziemy do Meksyku. Nie ma kontroli i przejazd jest płynny (często ludzie nie zauważają że już są po drugiej stronie). Nieprzyjemne dla ludzi którzy nie maja przy sobie paszportu lub przebywają nielegalnie w USA :).

Na głównych drogach od granicy z Meksykiem ustawione są punkty kontrolne Straży Granicznej i imigracyjnej. Wyłapują nielegalnie przybyłych. 

transport

Dojazd z Los Angeles zajmuje około 2 godzin (o ile nie ma korków, co bywa rzadkością). Tanie linie lotnicze takie jak SouthWest oferują bardzo dobre ceny za przeloty.


warto wiedzieć

Pierwszym Europejczykiem który zawitał na te tereny w 1542 roku był portugalski odkrywca (pod banderą Hiszpanii) Juan Rodrigues Cabrillo. Przyłączył tą zatokę do terenów Hiszpańskiego Imperium i nazwał ten rejon San Miguel. W 1602 roku kartograf Sebastian Vizcaino nazywa teren Catholic Saint Didacus, potocznie nazywane San Diego.

W 1769 ustanowiono w San Diego placówkę wojskową (Presidio of San Diego). W tym samym czasie powstała pierwsza misja franciszkańska. Po wojnie Meksykańsko-Amerykańskiej i gorączce złota w 1848 roku, San Diego zostało w 1850 roku przyłączone jako miasto do nowo powstałego hrabstwa San Diego. W czasie II wojny światowej marynarka Stanów Zjednoczonych uczyniła miasto głównym centrum dowodzenia na Pacyfiku i odtąd przemysł zbrojeniowy oraz turystyka zdominowały gospodarkę lokalną.

atrakcje

 

Wycieczki statkiem po zatoce - Parkujemy samochód na wielkim parkingu w centrum przy zatoce i kupujemy bilet. Znajdziemy łatwo: kilka metrów od lotniskowca. Rejsy są 1 i 2 godzinne. Zwiedzamy bazę marynarki wojennej i współczesne okręty wojenne. Panoramę miasta i mostu i wyspy Coronado. W opcji 2 godzinnej można dopłynąć do wyjścia z zatoki z widokiem na Point Loma

Sea World - super atrakcja dla całej rodziny. Najlepiej kupić bilet w internecie i wydrukować. Można kupić pakiet dwu dniowy ale przyznam że w jeden dzień można wszystko zobaczyć. Główną atrakcją jest Shamu, wielka orka zachwycająca ludzi swoimi sztuczkami ;). Warto poświęcić czas i to zobaczyć.

Lotniskowiec USS Midway - to dla osób lubiących militaria i historię. Zwiedzamy niedawno wycofany ze służby lotniskowiec. Na pokładzie współczesne samoloty a na pokładach wystawy i symulatory. Można zobaczyć jak wyglądało życie na pokładzie USS Midway, w towarzystwie weteranów, którzy chętnie oprowadzą po pomieszczeniach.

Balboa Park i San Diego ZOO - tereny parku to jedno z największych amerykańskich skupisk muzeów. Park zachwyca roślinnością, okazami drzew, ogrodami, promenadami tylko dla pieszych i hiszpańskimi budynkami w stylu kolonialnym. Usytuowane niedaleko od parku Balboa olbrzymie San Diego ZOO ma opinię najwspanialszego na świecie... jakoś nie moge się z tym zgodzić ;). Z reklam zerka na nas miś Panda jako jedna z atrakcji, tylko że większość czasu śpi...

Point Loma - na południowym krańcu półwyspu Point Loma na południe od Ocean Beach znajduje się Cabrillo National Monument postawiony w miejscu gdzie niegdyś Cabrillo i jego załoga przybili do brzegu jako pierwsi europejczycy. Z tego miejsca roztacza się wspaniały widok na zatokę San Diego, miasto i wybrzeże Meksyku (przy dobrej pogodzie widać bardzo dokładnie). Z punktu na zachodnich ścianach skalnych parku można obserwować migracje wielorybów (od listopada do marca).

San Diego ZOO Wild Animal Park- kilka mil od miasta ogromny ogród zoologiczny. Zwierzęta biegają swobodnie po dużym terenie. Zwiedzanie w samochodzikach. (Można też balonem). Całodniowa wycieczka.

Wieczorna wycieczka na wyspę Coronado i podziwianie panoramy miasta.

Plaże Ocean Beach i La Jolla - piękne widoki i piaszczyste plaże. La Jolla z jej falami to mekka dla surferów (dużo skał potęguje efekty).

Ekstra opcja to wizyta w Tijuanie w Meksyku. Miasto nie jest samo w sobie żadną atrakcją. Przekraczając granicę wkraczamy do świata blachy falistej, brudu i bałaganu (tutaj polak zrozumie powiedzenie "ale Meksyk"). Z doświadczenia muszę napisać, że większość znajomych z którymi przyjeżdżałem do tego miasta była przerażona. Jest to duży szok. Pierwsze uczucie to kompletny brak bezpieczeństwa. Strach. Zwłaszcza w nocy. (miałem przypadki że ludzie z którymi byłem po 5 minutach chcieli już uciekać z powrotem do USA !). To jest inny Meksyk niż znamy z reklam biur podróży. Ale dla lubiących trochę więcej adrenaliny to ciekawe doświadczenie. Dużo lokali, nocnych klubów :) i tan taniego alkoholu. (zresztą tu można kupić, dostać chyba wszystko :).

 

Podbliska Tijuana kusi swoimi bazarami i sklepami.Tani alkohol i papierosy. Pamiątki i ... właściwie wszystko.San Diego jak wszystkie miasta ma duże centra handlowe na obrzeżach miasta.

 

 

Autor: marcin.sieradzki Zdjęcia: Marcin Sieradzki
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
USA

Stolica: Waszyngton Waluta: dolar (USD) Język urzędowy: angielski Inne: języki mniejszości narodowych, głównie hiszpański

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Dla różnorodności
  • Dla kultury
  • Dla krajobrazów
  • Dla miast

Kiedy jechać

Przez cały rok

Niezbędne informacje

więcej

Przydatne adresy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line