Z opowieści niebezpieczna, najbardziej nieobliczalana z latynowskich krain, miejscami ekstremalnie egzotyczna a miejscami druzgocąco nowoczesna - Kolumbia - kraj warty poznania
08.03.2010Kontynuacja relacji Ameryka Południowa 2008/2009 Cz II/1
Udaliśmy się do wioski o nazwie Guapi do której można dotrzeć tylko łodzią. Na miejscu okazało się że tutaj turyści nie bywają. Całe szczęście że znam hiszpański bo tam zostałby mi tylko język migowy. Ku mojemu zdziweniu ładując się na łódkę spotkałem parę kolumbiczyków z Bogoty którzy znaleźli się tam ponieważ siostra poznanej dziewczyny pracowała kiedyś w Parku narodowym o bardzo trudnej nazwie dalej na południe w głąb wybrzeża i chwaląc to miejsce siostra postanowiła odwiedzić również ten piękny zakatek. Jednak łódka podążała do EL Charco. Gdy ruszyliśmy okazało się że płyniemy jakby naturalnymi kanałami między wysepkami w dżungli gdzie nie było fal. Prędkość łódki była tak duża że ciężko było oczy otworzyć. Po drodze zauważyliśmy że płynąc całą drogę mijaliśmy małe wioski gdzie tubylcy poruszali się tylko na łódeczkach a stacje benzynowe to były małe pływające barki. Krótko mówiąc znajdowałem się w świecie zwanym "wodny świat ". Dopływając do EL Charco zatrzymało nas wojsko, tutaj uwaga posterunek był na dużej militarnej barce. Miewałem już różne kontrole w Ameryce południowej ale takiej jeszcze nie. Żołnierze sprawdzali nas bardzo długo co świadczyło tylko o tym że tutaj nie przyjeżdzają turyści a każdy biały to handlarz narkotyków. W dokach żołnierze powiedzieli nam że w regionie grasują "guerillas" poza tym jest bardzo duża przestępczość więc chciałem jak najszybciej to miejsce opuścić. Tak się złożyło że para kolumbijczyków chciała płynąć do wspomnianego parku narodowego. Był jednak problem był 31 grudnia i wszyscy byli już pijani. Nikt nie chciał płynąć a jak ktoś chciał to albo za ogromną kwotę albo miał za małą łódkę dla nas wszystkich. Ostatecznie jednak łódka się znalazła i płyneliśmy z pijanym kolumbijczykiem jak się miało okazać do wisoki Los Mulatos ponieważ w tej wiosce była siedziba PArku NArodowego. Pijany kolumbijczyk po drodze opowiadał nam jak to siedział pół roku za przemyt kokainy do Ekwadoru a i tak cały czas szmugluje mimo przebytej kary.
Gdy dotarliśmy do siedziby parku, była ona we wiosce Los Mulatos(nie szukajcie na mapie bo tej i tysięcy innych wiosek w regionie na mapie nie ma). Wioska leżała nad samym oceanem i była z nim połączona cienkim przesmykiem który podczas przypływu napełniał wodą małą sadzawkę na środku wioski(Patrz zdjęcie). Sadzawka złużyła turystom do połowu ryb. W praktyce wyglądało to tak że jeżeli jakaś rodzina chciała mieć obiad danego dnia tubylec brał sieć i szedł łowić ryby w sadzawce. Jak nie poszedł nie było obiadu. Wioskę Los Mulatos zamieszkaiwali mulaci ale większość z nich miała niebieskie oczy.
W momencie gdy pijany kolumbijczyk pokazał nam siedzibę parku myślałem że zrobił nas w balona, dlatego poszedłem spytać tubylca czy to prawda. Z początku byłem rozczarowany ale gdy weszliśmy do siedziby a była to piętrowa drewniana buda miejsce było upuszczone. Okazało się że na święta wszyscy zrobili sobie wolne a że pokoje były niepozamykane to mieliśmy hotel za friko. Miejscowi wcale nie byli zdziwieni naszą obecnością i szybko się zaprzyjaźniliśmy a że nie mieliśmy nic do jedzenia obeszliśmy wioskę w celu znalezienia rodziny która by nam obiady gotowała. Po 10 minutach mieliśmy już chałupę z żarciem zarezerwowaną. Po zrobieniu prania skorzystaliśmy z pięknej pogody i poszliśmy nad ocean. Plaża była piękna(Patrz zdjęcie), mnóstwo ptaków. Obserwowaliśmy jak ptaki skłądają się wpowietrzu w opływowy kształt niczym pocisk i ciskały w wodę wracając z rybą w dziobie. Takie rzeczy wcześniej widziałem tylko w National Geografic. Chodziliśmy po plaży cały dzień w tą i spowrotem aż przyszedł wieczór czyli Sylwester. Na miejscu był bar gdzie odbywała się zabawa Sylwestrowa. Tak się złozyło że z moim przyjacielem mulatem(Patrz zdjęcie) nawaliłem się jak samolot więc skończyło się jak się musiało skończyć. Potężny kac następnego dnia trzymał mnie nisko przy ziemi. Do tego wszyscy chcieli wracać ponieważ nie było nic więcej do roboty. Niestety był nowy rok i wszyscy mulaci dawali w palnik. Błagałem naszą gospodynię od obiadów żeby nas zabrali na ląd na co ona stwierdziła że nie ma trzeźwego mężczyzny we wiosce. Nic więc nie pozostało tylko oczekiwać następnego dnia.
Nazajutrz zabrano nas spowrotem do El Charco gdzie spędziliśmy noc. Pół nocy nie spałem bo ciągle było słychać strzały a że po strzelaninie w Wenezueli miałem schizę nie mogłem spać. Rano okazało się że to jest jakaś tradycja i że to były petardy,pomyślałem...świetnie.
Rano wyruszyliśmy szybką łodzią do Temuco(miasto na południu połączone z drogą). Podróż mimo że bardzo szybką łodzią bardzo długa. Do tego trzecią część dystansu musieliśmy pokonać na otwartym morzu więc tyłek miałem zmiażdzony przez twarde dechy z siedziska.
Zaraz po dotarciu do Temuco ruszyliśmy w kierunku granicy z Ekwadorem. Na naszej drodze pojawiło się miasto Pasto. Na dworcu późnym wieczorem okazało się że w mieście jest karnawał i wszystkie hotele były zawalone. Udało się nam jednak znaleźć coś blisko dworca. Następnego dnia postanowiliśmy zaatakować miejscowy wulkan. Taksiarz zabrał nas pod podnóże wulkanu ale powiedział że jest trzeci stopień zagrożenia erupcją i nie podejdziemy pod wulkan. Będąc wiele razy u latynosów wiedziałem że nie ma rzeczy niemożliwych więc idziemy dalej. Na granicy parku facet potwierdza informację ale mówi że za opłatą pójdzie z nami kawałek w górę. Ok idziemy ale po 100m w zauważa jadący samochód a że był sam na posterunku mówi:" muszę wracać, podejdźcie kawałek sami ale zaraz wracajcie". Mówimy:"tak, tak oczywiście". OK mamy go z głowy więc idziemy w górę. Przedzieramy się przez małe palemki które już wcześniej widziałem w Los Nevados. Jednak gdy łapiemy pewną wysokość wchodzimy w chmury. Niestety pogoda to największy rywal z jakim trzeba się zmierzyć w tych pięknych rejonach. Mimo totalnego braku widoczności idziemy wyżej z nadzieją że się rozpogodzi. W trakcie pokonywania dystansu zmienia się otoczenie. Podchodzimy pod krawędź urwiska gdzie ewidentnie jest punkt widokowy ale widzimy tylko białe mleko. Idziemy więc wyżej. Czasem uda się przebić przez warstwę chmur i jesteś ponad nimi. Po drodze jednak napotykamy na znak :"uwaga miny" co skutecznie zniechęca nas do dalszej wędrówki i wracamy do miasta. Wracając rozpogodziło się i mogliśmy podziwiać panoramiczne piękno gór i miasta w dolinie(patrz zdjęcie). Wieczorem miałem iść na karnawał ale byłem wykończony więc poszedłem spać.
Nazajutrz ruszyliśmy do granicy z Ekwadorem do Ipiales. Po drodze zajechaliśmy do słynnego Sanktuarium Virgen de Las Lajas. Muszę przyznać że tak jak nie przepadam za budowlami sakralnymi tak to sanktuarium było tak pięknie położone że robiło wrażenie(Patrz zdjęcie).
Po krótkim zwiedzaniu światyni pzrekroczyliśmy granicę z Ekwadorem .(kontynuacja wyprawy w relacji Ameryka południowa Cz III Ekwador)
Po dwutygodniowym pobycie w Ekwadorze przekroczyłem granicę kolumbijską na południu i udałem się do Popayan ażeby tam zaatakować lokalne góry. Niestety rano znów niebo było pochmurne więc wkurzony że nie mogę w kolejnym miejscu zobaczyć królestwa And(poprzednie dwa tygodnie w Ekwadorze spędziłem podziwiając chmury) postanowiłem zwijać się i udać się na północ na Karaiby ponieważ tam jest pogoda murowana. Zapakowałem się w autobus na północ do Medellin byłego królestwa Pablo Escobara i jego karteli narkotykowych(byłem chwilowo sam) i ruszyłem w długą podróż. W autobusie spotkałem dwóch DUńczyków którzy proponowali mi ładny trochę droższy hostel lecz ja nie byłem przekonany. Na dworcu w Medellin było juz poźno a że miałem w perspektywie płacić samotnie za taksówkę plus tani hostel wybrałem droższy hostel i tańszą taksówkę z kolegami. Następnego ranka ruszyłem na podbój miasta. Miasto okazało się niesamowite a jego nowoczesna infrustruktura wzbudziła we mnie zdumienie. Metro na estakadach w całym mieście a do tego metro w postaci kolejek górskich na wyższe partie miasta ponieważ Medellin jest położone w górach(Patrz zdjęcie). Jeździłem więc metrem po całym mieście i robiłem zdjęcia ponieważ zarówno z estakad jak i z górnych stacjach kolejek górskich był niesamowity widok. Po całym dniu łażenia byłem wykończony więc udałem się na spoczynek a rankiem wyruszyłem na podbój okolic Medellin. Dzień był przede mną długi więc o ósmej rano byłem już w autobusie. Zwiedzałem wioska po wiosce aż trafiłem do miejsca gdzie na środku pola znajdował się ogromny 200metrowy kamień jakby zrzucony z nieba(Patrz zdjęcie). Oczywiście na ów kamień się wspiąłęm skąd mogłem podziwiać piękną sztucznie zalaną wodą okolicę tworząc piękne jeziora z wysepkami. (Patrz zdjęcie). Miejscowi nazywają to zjawisko "represa" oznacza po prostu "tamę". Podejrzewam że gdzieś w okolicy jest tama która spiętrzyła tą wodę ale miejscowi nie potrafili mi na to pytanie odpowiedzieć.
Na koniec trafiłem do jakiegoś miasteczka turystycznego wypełnionego turystami ale tylko kolumbijczykami a że było już późno zostałem tam na noc. Następnego dnia udałem się spowrotem do Medellin i od razu wyruszyłem w długą podróż do upragnionej Cartageny.
Cartagena to podobno najładniejsze kolonialne miasto Ameryki Południowej. Rzeczywiście miasto jest bardzo romantyczne i zakochane rzesze turystów przechadzają się w tą i spowrotem. Ja znalazłem się tam głównie po to żeby zaatakować malutkie wysepki Islas de Rosario oraz wyspę Baru z rzekomo niepowtarzalna plażą Playa Blanca. W hotelu spotkałem oczywiście po raz kolejny dwie Argentynki które poznałem w Ekwadorze. Jedna z nich Francesca że była sama tak jak ja ponieważ moi kompani mieli dopiero dojechać postanowiliśmy spędzić razem czas w Cartagenie. Następnego dnia wyruszyliśmy do Islas de Rosario. Tak jak myslałem był to raj na ziemi. Wysepki wielkości małego domku letniskowego rozrzucone na mieliznach pięknych raf koralowych rzucały niesamowitą aurę, a o kolorze wody już nie wspomnę (Patrz zdjęcie). Na jednej z wysp było oceanarium więc niektórzy poszli je zwiedzać natomisat ja obserwowałem rybaków i owoce morza jakie łowią. Później popłyneliśmy ponurkować na rafach w tych kolorowych wodach. Wracałem pod wielkim wrażeniem jednak to nie był jeszcze koniec. Po drodze mieliśmy jeszcze zajechać na Playa blanca(dosł.biała). Wszyscy turyści wcześniej mi o niej opowiadali że jest olśniewająca. Gdy dopływaliśmy do plaży patrzyłem z otwartą gębą. Kolor wody spowodowany barwą piasku był spektakularny. Nigdy nie pomyslałbym że woda może przybierać takie barwy(Patrz zdjęcie). To jest właśnie urok Karaibów, są jedyne w swoim rodzaju.
Po powrocie okazało się że przyjechali Piotrek z Anną ale nie chcieli nigdzie wyjeżdzać. Obeszli więc stare miasto Cartageny i następnego dnia byliśmy już w podróży do Santa Marta a Francesca pojechała z nami. Santa Marta nie jest takim ładnym miastem jak Cartagena ale swój urok ma, poza tym jest tam zawsze piękna słoneczna pogoda dużo błękitnej wody itd(Patrz zdjęcie). Jednak Santa Marta było na moim szlaku tylko dlatego że zaraz przy Santa Marta rozpościerał się Park Narodowy Tayrona, do którego miałem zamiar udać się nastepnego dnia. Do Santa Marta przyjechaliśmy wczesnym rankiem więc udaliśmy się do małego portu a stamtąd wzięliśmy łódkę na okoliczną najładnieszą plażę. Plaża byłą zawalona turystami ale miałem rurkę do nurkowania więc zwiedziłem przybrzeżne rafy. Następnego ranka razem z Anką i Franceską udaliśmy się do PArku NArodowego Tayrona. Około godziny 11:00 rano byliśmy już w środku. Rozpoczęliśmy od trekkingu przez dżunglę w kierunku plaż. Dżungla była tak gęsta że promyki słońca przedzierały się przez nieliczne otwory w drzewostanie co dawało niepowtarzalny widokGdy dotarliśmy do wybrzeża można było podziwiać fale skąpane w słońcu, piaszczyste plaże na tle palm kokosowych ale po godzinie marszu wzdłuż wybrzeża zaszło słońce i piękne widoki były już tylko ładne bez słonecznych kolorów(Patrz zdjęcia). Po całodziennej wędrówce dotarliśmy do miejsca gdzie można było przenocować. Znaleźliśmy rewelacyjny ośrodek wśród palm za niewielkie pieniądze na hamaku oczywiście. Była mała knajpka więc wieczorem wypiliśmy po piwie, pośmialiśmy się z lokalnymi i poszedłem spać. Niestety bryza od morza na hamaku uniemożliwiła mi jakikolwiec sen a do tego problemy żołądkowe nauczyły mnie jak poruszać się w nocy bez latarki kierując się zapachem latryny co dawało kiepski skutek. W efekcie moja latryna była tam gdzie popadło. Jednym słowem straszne...ale nie pierwszy raz mi się to przydarzyło i pewnie nie ostatni. Następnego dnia na otarcie łez w końcu udało mi się rozłupać kokosa, wypić mleko i najeść się miąższem. Wszystko za sprawą gościa z knajpki który przyniósł urządzenie do zdejmowania skorupy z kokosów, kto by pomyślał że to takie proste a ja dzień wczesniej nabawiłem się odcisków i to na próżno. Po śniadaniu była paskudna pogoda padało więc leżałem w hamaku. Około południa poszedłem zwiedzić resztę plaż, niestety przy zachmurzonym niebie ale i tak było ładnie(Patrz zdjęcia). Wieczorem wracaliśmy do Santa Marta z Franceską. Wyszliśmy za późno i kiedy wracaliśmy wąwozem było już ciemno a było to ulubione miejsce nietoperzy. Wąwóz był bardzo wąski, nietoperze lecąc bardzo szybko na nas zmieniały kurs tuż przed przed naszym nosem....ciekawe doswiadczenie. Powrót do Santa MArta zajął nam trochę czasu w ięc od razu udałem się do łożka. NAstępnego ranka pojechałem się wioski Taganga zaraz przy Santa MArta. Nic nowego nie widziliśmy biorąc pod uwagę że piękne plaże widywałem przez miniony tydzień. Ta też była niczego sobie (Patrz zdjęcie).Po powrocie do hotelu w korytarzu przeżyłem chwilę zgrozy gdy na mojej drodze ukazał się ogromny jaszczur(Patrz zdjęcie). Okazało się że to jaszczur sąsiada który w porze obiadowej wyprowadza go na spacer.
Nastepnego dnia udaliśmy się w kierunku granicy z Wenezuelą a następnie do Caracas ażeby ostatecznie opuśić Amerykę Południową.
Następna Wyprawa wkrótce - Tajlandia, Laos, Kambodża.
W kolumbii jak w każdym państwie Ameryki Południowej transport autobusowy jest bardzo dobrze rozwinięty. W każdym mieście jet duży dworzec lub kilka dworców gdzie jest wiele firm oferujących usługi transportowe do tych samych lokalizacji. W związku z tym o opłatę za przejazd można się targować. Należy jednak uważać gdyż czasem tańszy przewoźnik zabierze was w podróż starym ogórkiem który staje w każdej wiosce. Nie wierzcie zdjęciom które wam pokazują lecz podejdzicie do konkretnego autobusu i przekonajcie się na własne oczy.
W kolumbii jak w każdym państwie Ameryki Południowej transport autobusowy jest bardzo dobrze rozwinięty. W każdym mieście jet duży dworzec lub kilka dworców gdzie jest wiele firm oferujących usługi transportowe do tych samych lokalizacji. W związku z tym o opłatę za przejazd można się targować. Należy jednak uważać gdyż czasem tańszy przewoźnik zabierze was w podróż starym ogórkiem który staje w każdej wiosce. Nie wierzcie zdjęciom które wam pokazują lecz podejdzicie do konkretnego autobusu i przekonajcie się na własne oczy.
Polski Bus WARSZAWA -> KIELCE. Aktualny rozkład jazdy [2012]
godz. 16:30 Piątek 10.2.2012 Autor: K.T.Aplikacje na narty: Czy warto zabrać ze sobą smartfona?
godz. 13:34 Piątek 10.2.2012 Autor: Grzegorz DzięgielewskiPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Bogota Waluta: peso kolumbijskie (COP) 1 COP = 100 centavos Język urzędowy: hiszpański
Lokalny czas
Niezbędne informacje
więcejCZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Cochsurfing - sposób na ...
Portale typu couchsurfing i hispitality club pozwalają na poznanie ludzi z całego… więcej
Planowanie trasy rajdu rowerowego ...
Kórędy jechać, jaki kierunek wybrać, gdzie szukać noclegów, czyli jak dobrze zaplanować… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line


