Kolejnym przystankiem w podróży był dziki i trudny turystycznie Paragwaj.
25.07.2008Podróż do Paragwaju(Asuncion) rozpoczęliśmy z Boliwii w Santa Cruz w dniu 07.02.2008. Podróż miała trwać 25 godzin autobusem przez bezdroża Gran Chaco. W nocy przebiliśmy się przez góry. Gdy się przebudziłem przez okno zauważyłem dziwny krajobraz, zasadniczo zupełnie inny niż ten który obserwowałem do tej pory w Ameryce Południowej i przyznam że miał swój niepowtarzalny urok. Choć przez setki kilometrowów w ogole się nie zmieniał(Patrz zdjęcie). Gdy wjeżdżaliśmy do Paragwaju był punkt kontrolny przy jednostce wojskowej. Miejsce przyprawiające o zgrozę pełne moskitów. Myśleliśmy że to granica i dostaniemy tu pieczątki wyjazdową i wjazdową. Jednak pieczątek tych nie dostaliśmy gdyż to nie było rzekomo przejscie graniczne(Patrz Piktogram).
Pytam się kierowcy gdzie mogę otrzymać stempel a on mi mówi swoim pogiętym dialektem że później, choć o znaczeniu rozmowy mogę tylko domniemać. Dobra...jedziemy dalej 10min, 20min...60min....nie wytrzymuje mówię do Marka:"Marek idź Ty zapytaj grzecznie bo jak ja pójdę to mu nawrzucam i będzie źle". Marek zły że mu przerwałem kolejną drzemkę i jeszcze do tego wprowadzam nerwową atmosferę idzie. Wraca i mówi że nic zrozumiał z jego bełkotu. Nie wytrzymuje, idę i mówię że ma powiedzieć dokładnie o której będziemy na przejściu granicznym ponieważ ja MUSZĘ mieć stempel a jesteśmy już w Paragwaju godzinę jadąc 90km/h. Facet podaje mi jakieś miasto, sprawdzam na mapie jest i rzeczywiście zaraz dojeżdzamy i jest urząd celny.
Miejsce na totalnym pustkowiu. Wojsko z karabinami. Przerażony doświadczeniami z Peru i informacjami z przewodników że Paragwaj to najbardziej skorumpowany kraj siedzę nieruchomo. Żołnież wyprasza nas i każe wziąć z autobusu wszystkie rzeczy. Rozkładają wszystko w rzędzie, wychodzą psy a mi nagle przypomina się że jeden z policjantów w Peru grzebał mi w namiocie i czy przypadkiem nie podrzucił mi jakiś narkotyków. W szranki mojego przerażenia czasem wkrada się spokój w postaci łagodzącej myśli że niby po co Peruwiańczyk miałby wkładać mi narkotyki żeby Paragwajczyk mógł dostać łapówkę?? Nielogiczne. Ale atmosfera jest napięta psy wąchają już dość długo. Teraz wszyscy w rządku i trzepanie gruntowne plecaków. Jeden z żołnierzy otwiera mój paszport, patrzy ...Polska, biedak nie wie co to za kraj, gdzie leży, jaki ustrój,czy żyjemy w biedzie i pyta:"przyjechałeś do pracy?" Rozbawił mnie tym trochę więc z lekkim uśmiechem zaprzewczam kiwnięciem głową. Zdaje się że mi uwierzył. W międzyczasie przychodzi potężna tropikalna ulewa i zaraz potem wracamy do autobusu a ja mam swoją wymarzoną pieczątkę.
Do Asuncion zajechaliśmy późnym wieczorem, zameldowaliśmy się w hostelu, zjedliśmy kolację przy akompaniamencie kolejnej ulewy trokpikalnej i wykończeni podróżą poszliśmy spać.
Następnego ranka jedziemy do Parque Nacional Ybucui który w przewodniku miał dobre recenzje a był blisko Asuncion. Dojeżdżamy, na dworcu mówią że autobusy jeżdżą co jakiś czas do Parku i idziemy coś zjeść. Po powrocie na dworzec facet mówi nam że już ostatni odjechał i nic dziś już więcej nie pojedzie. Nie do końca wierzę w to co zrozumiałem ponieważ paragwajski bełkot jest do tej pory dla mnie niezrozumiały więc grzecznie proszę żeby powtórzył. On na to dostaje jakichś nerwowych spazmów i jeszcze szybciej mówi a raczej wyraża swoje niezadowelenie choć nie wiem czym bo znowu go nie rozumiem. Od tego "trepa" uż nic si nie dowim więc id do sklep przy dworcu i pytam się teraz już naprawdę grzecznie kobiety za ladą o co chodzi. Tu dostaje wyraźną już informację że rzeczywiście autobusy jeżdżą co jakiś czas ale w porze deszczowej jeżdżą rzadko i dziś już nic nie pojedzie. Zdruzgotany myślę intensywnie...hm...przecież się nie poddam tak łatwo i pytam czy zna jakiś lokalnych taksówkarzy? Jeden siedział przy niej ale nie chciał jechać, więc teraz już z miną zbitego pieska proszę ją żeby się jeszcze popytała. Miła Pani mi pomaga i znajduje taksówkarza który nas zawiezie. Facet na nasze nieszczęscie okazał się dobrym przedsiębiąrcą i widząc naszą desperację kasuje nas za kurs czysto "europejsko". Ale nic... jedziemy.
Na miejscu decydujemy się jednak na trekking jednodniowy i umawiamy się z taksówkarzem na kurs powrotny. Idziemy przez Park, ścieżka wąska, nic się nie dzieje. Jest tak wąsko że boje się riposty węża któremu nadepnę na ogon. Na ścieżce wpadam w całe mnóstwo pajęczyn i niezgrabnie próbuje ich unikać. W rezultacie jestem cały oblepiony pajęczyną i średnio mi się to podoba więc przepuszczam Marka na pierwszy plan. Pierwszego pająka omijamy, nie żyby był wielki jak tarantula ale mimo wszytsko większy niż "polski dachowiec"
(Patrz zdjęcie). Następnego pająka zdejmuje Markowi z plecaka, a kolejnego z kapelusza. Marek więc już wyprawy do najlepszej nie zaliczy a do tego jeszcze skwar wyciska z nas ostatnie wody. Dżungla jest dość urodziwa ale bez rewelacji(Patrz zdjęcie). Jedyne co naprawdę nas oczarowało to piękne, duże, błękitne motyle, niestety takie szybkie że nie udało nam się ich uwiecznić. Po drodze mijamy nastrojowe wodospady(Patrz zdjęcie) ale tak naprawdę celem naszej wędrówki jest wodospad który znajduje się godzinę wędrówki przed nami. Po 20 minutach dochodzimy do miejsca pełnego ludzi a na oczach rysuje się nam zdziwienie...tyle ludzi, dzieci itd. Okazało się że do tego miejsca można dojechać samochodem a my właśnie przetarliśmy szlak nie uczęszczany od tygodni i zebraliśmy na klatę wszystkie pajęczyny. Marek wyczerpany temperaturą postanawia nie iść dalej do wodospadu argumentując swoją decyzję: a po co będziesz tam szedł?? Ja tego nie komentowałem tylko poszedłem sam a przy okazji trochę się posprzeczaliśmy. Po chwili doszedłem do wodospadu zlany potem i pierwsze co zrobiłem to zrzuciłem ciuchy i zanurzyłem się w krystalicznej wodzie od stóp do głów. Było mi mało więc wspiąłem się na kilku metrowy wodospad żeby woda spadała mi na głowę. Nie wziąłem pod uwagę śliskich wodorostów pod stopami a gdy poczułem zagrożenie było już za późno. Nagle jak podcięty upadłem na brodę tak niespodziewanie że nawet nie zdąrzyłem rąk wystawić. Dalej już było tylko z górki....spadłem na sam dół obijając się po drodze o poniższe skały. Na moje szczęscie skały były wygładzone przez rwącą wodę a wodospad miał kształt kaskadowy więc o dziwo kości miałem całe ale pierwsze uderzenie w brodę było brzemienne w skutkach i kiedy wstawałem po upadku przeraziła mnie dość rwąca strużka krwi płynąca od brody po brzuchu. Pierwsze co pomyślałem to: jak głęboka jest rana? Czy wymaga szycia?? Czy wymaga opieki medycznej?? Przecież ja na to nie mam czasu. Miałem przy sobie apteczkę więc ranę odkaziłem i zabezpieczyłem. Po powrocie zauważyłem brak Marka na jego legowisku pod drzewem i pomyślałem że go tygrys porwał zwłaszcza gdy moje donośne nawoływanie nie wywabiły go z innej kryjówki. Na szczęście Marek oblegał lokalną latrynę a że akurat sprawa miała się na rzeczy to bał się odezwać żeby mu oczy nie pękły. Po pokazaniu mojej "rany" Marek stwierdził że obędzie się bez szycia więc z ulgą udliśmy się z powrotem.
Reasumując Pak Narodowy Ibucui nie był miejscem niodpartych wrażeń i była to chyba jedyna atrakcja podczas całej naszej wyprawy która nie spełniła naszych zakładanych oczekiwań.
Po powrocie do Asuncion poszliśmy do centrum na kolację. Poogladaliśmy trochę miasto które okazało się całkiem urodziwe a w nocy udaliśmy się do Ciudad del Este miasta przemytników graniczącego z Brazylią w celu przedostania się do Foz de Iguazu w Brazylii.
W Ciudad del Este byliśmy następnego dnia rankiem wykończeni podróżą i udaliśmy się od razu na przejście graniczne mianowicie most przez rzekę rozgraniczającą Brazylię i Paragwaj.
Był dzień 11.02.2008.
Ciąg dalszy wyprawy w kolejnej części "Brazylia"
PRZEKRACZANIE GRANICY
W Ameryce południowej przekroczenie granicy bez kontroli paszportowej jest bardzo łatwe. Problem zaczyna się podczas rutynowych, częstych kontroli kontrabandy po trasie lub standardowych kontroli policyjnych wewnątrz kraju. Jeśli nie masz pieczątki wjazdowej wracasz skąd przyjechałeś a jeśli nie masz pieczątki wyjazdowej nie dostaniesz wjazdowej. Władze graniczne wcale nie ułatwiają tego turystom i przy niektórych przejściach granicznych nie ma punktów odprawy więc Ty jako turysta musisz zatrzymać się gdzieś po drodze już za granicą, pójść do urzędu imigracyjnego i poprosić o stempel.
W Paragwaju średni opad roczny to 2000 mm. Jest to mój ulubiony typ klimatu mianowicie straszny upał a co godzinę ogromna, tropikalna, gorąca ulewa która schłodzi Cię skutecznie. Po 20 min skwaru ubranie znowu jest suche, upał znowu daje się we znaki i następuje oczekiwanie na kolejną ulewę.
PRZEKRACZANIE GRANICY
W Ameryce południowej przekroczenie granicy bez kontroli paszportowej jest bardzo łatwe. Problem zaczyna się podczas rutynowych, częstych kontroli kontrabandy po trasie lub standardowych kontroli policyjnych wewnątrz kraju. Jeśli nie masz pieczątki wjazdowej wracasz skąd przyjechałeś a jeśli nie masz pieczątki wyjazdowej nie dostaniesz wjazdowej. Władze graniczne wcale nie ułatwiają tego turystom i przy niektórych przejściach granicznych nie ma punktów odprawy więc Ty jako turysta musisz zatrzymać się gdzieś po drodze już za granicą, pójść do urzędu imigracyjnego i poprosić o stempel.
Dobra wiadomość przed wakacjami: tańszy roaming w krajach UE
godz. 04:45 Niedziela 27.5.2012 Autor: podróże.plPodziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!
Stolica: Asunción Waluta: guarani (PYG) 1 PYG = 100 centavos Języki urzędowe: hiszpański, guarani
Lokalny czas
Niezbędne informacje
więcejCZYTAJCIE NAS
Wywiad z Rafałem Milachem ...
Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej
Wywiad z Rafałem Milachem
Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej
Samochodem po Europie - ...
Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej
2 lata w podróży ...
158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej
Tagi
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

