okazje

Boliwia to jeden z piękniejszych krajów Ameryki Południowej a zarazem bardzo przyjemny dla kieszeni podróżnika.

23.07.2008

Do  La Paz dotarliśmy 30.01.2007 około godziny 22:00. Od razu zamówiliśmy taksówkę do jednego z pensjonatów w centrum miasta wymienionego w przewodniku.

La Paz

La paz jest najwyżej położoną stolicą świata(około 3900 m.n.p.m). Jest usytuowana w olbrzymim 5 kilometrowym kanionie co czyni ją niesamowicie malowniczym miastem. I chociaż wiele brudu i ubóstwa widzi się na ulicach to właśnie La Paz zrobiło na mnie największe wrażenie spośród wszystkich stolic Ameryki Południowej które zwiedziłem.

Następnego ranka poszliśmy rozejrzeć się za wycieczką a raczej zjazdem z najniebezpieczniejszej drogi świata z La Paz do Coroico (Patrz Piktogram) na rowerze.

Okazało się że biuro turystyczne oferujące zjazdy znajdowało się w pensjonacie więc rano wykupiliśmy wycieczkę modląc się aby osuwiska które zabarykadowały drogę w ubiegłych dniach przez szalejące deszcze zostały usunięte.

W dzień poszliśmy pooglądać miasto które okazało się bardzo przyjemne i nawet wdrapaliśmy się na punkt widokowy z którego roztaczała się olśniewająca panorama(Patrz zdjęcie).

Następnego ranka pojechaliśmy na zjazd. Na samej górze śnieg i pada deszcz ale co tam jesteśmy podekscytowani(Patrz zdjęcie). Wsiadamy na rower i najpierw zjazd na asfaltówce......zjeżdzamy 60-70km/h ledwie mieścimy się w zakrętach, dookoła co 100m wodospady...jestem w cięzkim szoku a to dopiero był początek(Patrz wideo). Po jakimś czasie zjechaliśmy do dżungli, widoki bajeczne, u podnóża skarp widać wraki samochodów, przy drodze las krzyży upamiętniających śmierć kierowców, koła roweru ślizgają się nam na lewo i prawo jak opony rajdowców samochodowych. Czuje niebezpieczeństwo i adrenalinę. Nagle wjężdżamy na pionowe zbocze gdzie na głowę podczas jazdy leją nam się wodospady(Patrz wideo)....czuję że że zaraz osiągne orgazm. Marek chyba czuł to samo z tymże potrzebował do tego mojej bliskości, biedak w pewnym momencie zbliżył się tak blisko że nie wychamował i spadł z roweru na żużel ustrzegając się tym samym kraksy ze mną. Pierwsza diagnoza - Marek nie ma koniuszka palca ale stwierdzamy że będzie żył i jedziemy dalej. Nagle przed nami osuwisko po którym leje się rwący strumień, droga rozmyta. Bierzemy rowery na plecy i przez strumień, piasek luźny, chwilami obawiam się że zjadę w dół zbocza razem ze strumykiem ale udało się. Na samym końcu droga jest tak błotnista że wyglądamy jak błotniste trole z powodu braku błotników.No i nagle zabawa się kończy. Jestem rozczarowany że tak krótko, trwało to około 5 godzin. Czekamy na autobus gdzie w między czasie kąszą nas niemiłośiernie mikroskopijne komary. Autobus zabiera nas do restauracji na obiad po którym udajemysię do miasteczka zwanego "Edenem Boliwii" - Coroico.

W Coroico meldujemy się w hotelu Esmeralda i mimo wyższej ceny decydujemy się na pokój z widokiem na dżunglę. Pijemy Whisky'acza i delektujemy się zachwycającym widokiem dżungli z najwyższego punktu w Coroico (Patrz zdjęcie)

Wracając do La Paz obraliśmy już "nowo wybudowaną" również malowniczą drogę(Patrz zdjęcie).

Tego samego dnia późnym wieczorem mieliśmy jechać autobusem do Uyuni aby tam przejechać całą pustynie i solnisko Uyuni. Na dworcu głównym w La Paz był totalny burdel więc znou musiałem trzymać się za majti pilnując mojej saiewki przed licznmi"iuzjnistami".Autobs późnił się 2 godziny i do samego końca nie wiedziałem czy do dobrego autobusu wsiadam. Podczas samego załadunku zwróciłem uwagę na jednego pasażera który dam głowę przeprowadzał się z całym dobytkiem tym właśnie autobusem. Jak wyjął pierwsze torebeczki to prysnąłem spazmami śmiechu(Patrz zdjęcie). Ale to nie był jeszcze koniec ponieważ gdy już siedziałem(szczęśliwie wylosowałem miejsce przed nim) i cały korytarz był pełen jego armatury łazienkowej osobnik ten wcisnął sedes między siebie a moje oparcie. Brak cierpliwości spowodowany najpierw długim oczekiwaniem na autobus, później na załadunek tego delikwenta a na końcu perspektywą 12 godzinnego kursu bez możliwości obniżenia oparcia wywołał mój natychmiastowy sprzeciw: "zabieraj się Pan z tym kiblem!!" powiedziałem, a on grzecznie posłuchał.

Cała podróż była koszmarem ponieważ po drodze okazało się że deszcze i rzeki poprzecinały szutrowe drogi i musieliśmy ciągle zawracać, zmieniać trasy itd., ponadto w autobusie nie było toalety a kierowca nie chciał się zatrzymywać więc mało do rękoczynów nie doszło. Ja dziękowałem Bogu że "zemsta Azteków" tym razem mi odpuściła.

W Uyuni byliśmy o 11:00 w południe i za godzine już byliśmy w jeep'ie z trójką chilijczyków i jednym francuzem na podboju Salar de Uyuni. Za kierowcę, przewodnika i kucharza służył nam 18 letni indianin.

Pierwszego dnia udaliśmy się na solnisko Uyuni. Udaliśmy się w kierunku hotelu zbudowanego z soli.Solnisko w porze deszczowej wygląda zupełnie inaczej niż w porze suchej(Patrz Piktogram). My byliśmy w lutym czyli w porze deszczowej. Wjeżdżamy więc w pewnym momencie jeep'em do wody. Trochę się boję ponieważ mam wrażenie że będzie coraz głebiej lecz okazuje się że głębokość wody jest cały czas identyczna. Dojeżdżamy do solnego hotelu i z oddali widzę ludzi unoszących się na wodzie...widok wręcz fenomenalny(Patrz zdjęcie).

Dalej jedziemy w kierunku pustyni Atacamy lecz jest już późno więc lądujemy w jakiejś malutkiej wiosce po drodze gdzie prąd jest uzyskiwany tylko z agregatu. Jesteśmy na wysokości bliskiej 4 000m. n.p.m więc noc jest bardzo chłodna.

Rankiem skoro świt ruszamy i po kolei odwiedzamy porażające pięknem laguny z flamingami a ponad tym wszystkim pustynia, góry i chmury w takiej konstelacji że nie można oderwać wzroku. Po kolei widzimy Laguna Blanca(Patrz zdjęcie), Laguna Colorada(Patrz zdjęcie), Laguna Verde(Patrz zdjęcie).

Pod koniec wyczerpującego dnia znowu nocleg w jakieś lepiance chociaż tym razem Chilijczycy postawili winko i było wesoło.

Następnego dnia wracamy do Uyuni ale inną trasą i to co widzimy znów otwiera nam usta. Mijamy po drodze między innymi Cerro de Siete Colores(Patrz zdjęcie) oraz podmokłe pastwiska Lam i Alpak(Patrz zdjęcie).

Wycieczkę ocaniam jako rewelacyjną. Jedynym ujemnym aspektem był przewodnik-kierowca, który nic nie opowiadał tylko jeździł i robił nam jedzenie.Przykładem może być sytuacja gdy drugiego dnia przejeżdzaliśmy koło Laguna Colorada i wyglądała przepięknie. On stwierdził że jest już późno a następnego dnia rano będziemy tędy przejeżdżać to wtedy zrobimy zdjęcia. Następnego dnia rano było takie słońce że żadne zdjęcie by nie wyszło. Byłem taki wściekły że o mało nie wystrzeliłem mu z liścia. Więc proponuje podczas wykupywania wycieczki dopytać się o zaangażowanie kierowcy w tego typu rzeczy.

Kiedy wróciliśmy do Uyuni które to jest wymarłym, brzydkim miasteczkiem na środku pustyni to od razu chciałem stamtąd czmychnąć. Kolejnym przystankiem na naszej drodze miał być Asuncion w Paragwaju. Jednak nie było nam dane dotrzeć tam zbyt szybko.

Najprostszym sposobem na dostanie się do Paragwaju była trasa na wschód przez Villamontes dalej słynną drogą szutrową nr 136 do Asuncion przez dziką krainę Gran Chaco. Okazało się jednak że przez kilka kolejnych dni w całej Boliwii miała rozpocząć się Fiesta del Agua(Patrz Piktogram). Na dworcu autobusowym okazało się że do Villamontes nic już dziś nie pojedzie natomiast następnego dnia zaczynała się Fiesta del Agua i też nic nie pojedzie. Myślimy sobie przecież nie zostaniemy w tym wymarłym mieście na noc. Idziemy więc do taksówkarza żeby nas zawiózł, płacimy gotówą, a on....nie chce. Niebywałe w Boliwii gościu ma propozycję kursu na 500km a on nie chce, ale dlaczego?? Otóż dlatego że on też czeka na Fiesta del Agua i nie interesują go w tym dniu pieniądze.

Hmm, w końcu decydujemy się pojechać na północny wschód do Potosi, tam będziemy rano i na pewno będzie bezpośredni autobus do Asunsion.

Rano w Potosi okazało się że były to mrzonki a byliśmy tak wcześnie że wymarzliśmy się czekając na otwarcie dworca. Jedyną pocieszającą perspektywą była dalsza podróż na północ(notabene oddalając się od docelowego miejsca podróży) do Sucre. W Sucre byliśmy po południu i dowiedzieliśmy się że stąd przez najbliższe półtorej dnia to nigdzie nie wyjedziemy bo Fiesta del Agua szła już pełną gębą. Żeby było mało to Sucre nie miało bezpośredniego połączenia z Asuncion i trzeba było jechać na północ do Santa Cruz w środku dżungli i dopiero stamtąd spowrotem do Paragwaju. Wtedy zwątpiłem że w ogóle opuszczę ten kraj. Zostaliśmy więc w Sucre.

Sucre jest konstytucyjną stolicą Boliwii chociąż znajduje się tu tylko jedno ministerstwo to mieszkańcy są bardzo dumni ze swojej stolicy. Bardzo szybko okazało się że Sucre jest bardzo zadbanym, ślicznym miastem godnym chwilowego zatrzymania.

Po ulokowaniu w hotelu poszliśmy obejrzeć miasteczko i coś zjeść przy okazji. Ja w końcu miałem okazję spróbować świerzej nie suszonej Figi która w smaku niczym nie przypominała tej znanej już suszonej. Nagle dostałem w baniak balonem z wodą, po chwili oberwał również Marek. Po krótkiej chwili zorientowaliśmy się że wszystko wokoło jest mokre i to bynajmmniej nie od deszczu. Wszyscy rzucali się balonami z wodą. Pick'up'ami z plandeką jeżdzili ludzi i strzelali z nienacka wodą(Patrz zdjęcie). Zaczeła się wielka impreza. Poszedłem się przespać do hotelu jak wstałem Marka nie było. Idę na dół na internet i przechodząc korytarzami widzę wszędzie imprezę, kupa dymu, alkohol i ogólna sielanka....czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Siadam do komputera piszę maila a tu wpada jakaś zgraja grajków z trąbami i zapodają mi z tej trąby prosto w ucho. Śmieję się do bólu a cała reszta ze mnie. Wpada Marek i mówi: "Grzechu idziemy na miasto tam jest balanga na całego". Idziemy na miasto, które teraz jest wypełnione po brzegi ludźmi. Ulice doszczętnie mokre i cały czas ktoś znikąd ciska w nas balonikami z wodą(Patrz zdjęcie). Kilku kompletnie wstawionych mieszkańców rozpoznaje w tłumie dwóch Gringos i idą z nami w gadkę. Są bardzo sympatyczni, częstują nas gorzałą i przestrzegają przed piciem 90% leche jeżeli chcemy uniknąć "rzyganka wraz ze srankiem" kolejnego dnia. Dzień kończy się pełen optymizmu choć całą noc słyszę potworny hałas trąb i przekładam się z boku na bok z uśmiechem na ustach.

Następnego popołudnia jedziemy autobusem do Santa Cruz. Podróż ma trwać 15 godzin. Już na początku kiedy wyjechaliśmy z miasta wziałem aparat do ręki ponieważ krajobraz był oszałamiający z górami porośniętym gęstą dżunglą i wysokim na 7-8 m kaktusami. W Santa Cruz mieliśmy być wcześnie rano. Kiedy zapadł zmrok zasnąłem. Budzę się w środku nocy.... stoimy w środku dżungli. Ciemność niespotykana. Patrzę w niebo i widzę porywający widok milionów gwiazd świecących tak mocno że nawet Marek się zapatrzył jak go obudziłem. Ale gdy widok gwiazd mi spowszedniał nasunęło się pytanie dlaczego stoimy i dlaczego cała reszta ma w dupie że stoimy. W tym jednym momencie przychodzi zainteresowany problemem boliwijczyk i mówi autobus padł i nie wiedzą jak go naprawić. Na to wszystko cała ekipa zerwała się do wyjścia aby złapać jakąś inną flotę przemieszę po tej trasie(szczęśliwie była to jedyna droga do Santa Cruz). Wychodzimy....straszna ciemność ale od razu z plecaka wyciągamy nasze latarki-czołówki. Na to wszytstko nadjeżdża jakiś autobus wszyscy się pchają, my oczywiście też. Kierowca mówi że już nikogo nie weźmie ponieważ nie ma miejsca. Po usłyszeniu że mamy pieniądze nie reaguje więc czekamy dalej. Każdy następny autobus się nawet nie zatrzymuje. Zaczynam powoli wątpić że wydostanę się z tego kraju skoro od kilku dni nie mogę. Czekając znów podziwiamy piękne gwiazdy. Z boku słyszę boliwijkę z dwójką synów która nie dość że stoi w środku dżungli w nocy to jeszcze mówi że nie ma pieniędzy a bez tego to nawet do autobusu nie wejdźie więc myślę sobie że jestem szczęściarzem z pełną pieniędzy sakiewką. Patrząc z Markiem w gwiazdy śmiejemy się że w końcu coś zaczęło się dziać bo do tej pory to była nuda. W aurze pełnej optymizmu podjeżdża kolejny autobus który nas zabiera oczywiście dostępne są tylko miejsca stojące. Jechaliśmy do Santa Cruz jeszcze 5 godzin a ja te 5 godzin na stojąco w objęciach snu....brrr....ale jakoś dałem radę.

W Santa Cruz byliśmy w samo południe. Wykupiliśmy bilet bezpośredni do Asuncion w Paragwaju na wieczór. W międzyczasie poszliśmy pooglądać miasto, do ZOO i zaliczyliśmy pierwszą tropikalną ulewę.

Wieczorem o godz 21:00 07.02.2008 wyjechaliśmy do Paragwaju.

Ciąg dalszy "Wyprawa Paragwaj".

warto wiedzieć

FIESTA DEL AGUA

Pod koniec pierwszego tygodnia lutego w Boliwii odbywa się święto przypominające nasz "Lany Poniedziałek". Święto trwa 2-3 dni z czego kulminacją jest dzień ostani. Wszyscy mieszkańcy leją się wodą, ulice są pełne ludzi i wody. Baloniki z wodą są sprzedawane na ulicach. Całe miasto się bawi, impreza jest naprawdę przednia a atmosfera przepełniona wspaniałą zabawą i szczęściem mieszkańców. Muzycy grają w całym mieście, wchodzą do prywatnych domów, hoteli wszędzie ze swoimi głośnymi trąbami. Pali się wszędzie jakieś dziwne zielsko. A w nocy do białego rana wszechobecna impreza, na ulicach sprzedawany jest napój alkoholowy "leche - mleko" który ma 90% zawartości alkoholu i jak nas zapewniali mieszkańcy że po wypiciu tego cały następny dzień męczy potworny kac i nieustająca biegunka.

Impreza jednak ma jedną wadę: przez te 2 dni żadna komunikacja publiczna nie jeździ więc trzeba osiąść na tyłku i bawić się z tubylcami.

 

FIESTA DEL AGUA

Pod koniec pierwszego tygodnia lutego w Boliwii odbywa się święto przypominające nasz "Lany Poniedziałek". Święto trwa 2-3 dni z czego kulminacją jest dzień ostani. Wszyscy mieszkańcy leją się wodą, ulice są pełne ludzi i wody. Baloniki z wodą są sprzedawane na ulicach. Całe miasto się bawi, impreza jest naprawdę przednia a atmosfera przepełniona wspaniałą zabawą i szczęściem mieszkańców. Muzycy grają w całym mieście, wchodzą do prywatnych domów, hoteli wszędzie ze swoimi głośnymi trąbami. Pali się wszędzie jakieś dziwne zielsko. A w nocy do białego rana wszechobecna impreza, na ulicach sprzedawany jest napój alkoholowy "leche - mleko" który ma 90% zawartości alkoholu i jak nas zapewniali mieszkańcy że po wypiciu tego cały następny dzień męczy potworny kac i nieustająca biegunka.

Impreza jednak ma jedną wadę: przez te 2 dni żadna komunikacja publiczna nie jeździ więc trzeba osiąść na tyłku i bawić się z tubylcami.

atrakcje

"DEATH ROAD" NAJNIEBEZPIECZNIEJSZA DROGA ŚWIATA LA PAZ 3700 m.n.p.m - COROICO 1700m.n.p.m.

Do 2005 roku z La Paz do Coroico można było dostać się jedynie drogą szutrową przebiegającą przez góry i dżunglę. Ilość wypadków śmiertelnych w skali roku wynosiła 100 osób. Droga biegnie po potwornie stromych zboczach i jest szeroka na jakieś 3m, bez barier, bez oświetlenia itd. W 2005 roku równolegle została wybudowana droga alternatywna spełniająca wymogi bezpieczeństwa a po starej trasie biura tusrystyczne organizują zjazdy rowerowe.

Zjazd odbywa się tylko w dół około 3 000m w pionie na trasie 68 km które pokonuje się w błyskawicznym tempie. Nie wyobrażam sobie żeby ktokolwiek lubiący adrenalinę opuścił tą atrakcję będąc w pobliżu.

Trasa zaczyna się w ciężkim śniegu w ujemnych temperaturach a kończy w sercu dżungli przy plantacjach bananów w temperaturze 30 stopni. Zjazd jest niebezpieczny ale każdy ma hamulec i może regulować bezpieczną prędkość.

Z zasady nie lubię jeździć na rowerze ale to co przeżyłem przebiło wszystkie zabawy ekstremalne które mnie spotkały i po wszystkim jedyne o czym myślałem to żeby zostać kolejny dzień i zjechać jeszcze raz.

Po zjeździe można zostać w Coroico,udać się do Hotelu Esmeralda i wziąć pokój z widokiem na dżunglę. Pijąc drinki na balkonie można obserwować spektakularny widok.

SERDECZNIE POLECAM

Autor: Greg
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
BOLIWIA

Stolica: La Paz (siedziba rządu i parlamentu) Sucre (stolica konstytucyjna) Waluta: boliviano (BOB), w obiegu też USD Języki urzędowe: hiszpański, keczua, ajmara

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line