okazje

Rzeka Zambezi, magiczna dzika nieuregulowana granica nad którą nie przewieszono dotąd mostu, granica za którą zaczyna się inny Mozambik, inna Afryka.

11.05.2008

Przekraczając rzekę Zambezi

Rzeka Zambezi, magiczna dzika nieuregulowana granica nad którą nie przewieszono dotąd mostu na drodze łączącej południe z północą kraju, granica za którą zaczyna się inny Mozambik, inna Afryka.

Autobus z Vilankulo do Beiry startuje o 4.30 rano. Na miejscu odjazdu muszę być najpóźniej o 4.00 by mieć szansę załapać się na wolne miejsce. Jeśli nie, następny jutro. Zajmuję jedno z ostatnich wolnych miejsc i punktualnie (!) ruszamy. Cena 350 Mt. Jazda przez tą część Mozambiku to niewyobrażalna nuda. W płaskim krajobrazie nic się nie zmienia przez setki kilometrów. Busz, busz i jeszcze raz busz. Jakiś pojedynczy baobab, jakaś mała wioska w oddali, jakaś koszmarna osada z dziesiątkiem przydrożnych sprzedawców. I tyle. Beira jest równie nieciekawa, krótka myśl o zwiedzaniu przegoniona została widokiem zakurzonego bałaganu pośrodku afrykańsko-europejsko-koszmarnej architektury. Łapię pierwszego minibusa w kierunku na Quelimane, mieścinę z nieodległą Zalala Beach, gdzie można przenocować w drodze na Ilha de Mocambique. Po ponad dwóch godzinach jazdy pomiędzy zalanymi wodą pory deszczowej wioskami docieramy do Inchope, skrzyżowania z główną drogą na północ, w tym i na Quelimane. I zaczyna się czekanie na komplet pasażerów do następnej murzyńskiej taksówki. Kilkugodzinne. Już wiadomo, że nie uda się przekroczyć tego samego dnia rzeki Zambezi, po której tylko w ciągu dnia, czyli do około osiemnastej, kursuje wiekowy prom, jedyna sposobność przedostania się na drugi jej brzeg i kontynuowania podróży. Pytam kierowcę co dalej. – No problem, mister. You sleep in bus – pada prosta odpowiedź. Czyli zmiana planu, spanie w Quelimane odpada.

Nocna kilkugodzinna jazda z Inchope do Rio Zambezi, 200 Mt plus 50 za bagaż, kończy się opodal rzeki. Na szczęście po drodze wysiadło kilku pasażerów, kierowca ma swoje spanie w przydrożnej chacie, zajmuję więc cały przód busa. Do kierownicy i kilku wystających elementów auta przywiązuję moskitierę, pakuję się do śpiwora, plecak pod głowę i usiłuję zasnąć. Bzyk komarów i koślawe ciasne „łoże” nie pomagają. Ledwo zasypiam a tu już pobudka. O czwartej.

Podjeżdżamy o świcie pod prom, gdzie stoi już kolejka pojazdów, w dużej części wielkich ciężarówek, reszta to pojazdy napędzane na cztery koła lub bardzo mocno przechodzone pickupy. Wszystko zapakowane po dach. Natychmiast pojawiają się naganiacze, pytając o kierunek podróży. Mówię: Nampula, bo z stamtąd jest już niedaleko na Ilha. Szukaą dla mnie miejsca w którymkolwiek pojeździe. Nic. W międzyczasie przyjeżdżają pracownicy promu z kapitanem i coś robią nie robią na promie. Zbiera się również kilkudziesięcioosobowa grupa piechurów. Czas płynie wolno, ale nieustannie. Jak rzeka Zambezi.

Podbiega do mnie jeden z naganiaczy. Jest miejsce! Na samym końcu kolejki, czyli ze trzy promy i kilka godzin. Pod kompletnie rozpadającym się, zapakowanym na pace stadem kóz pickupem leży kierowca i majstruje coś przy układzie kierowniczym. Pytam pro forma o cenę, bo i tak wiem, że nie podejmę ryzyka. 600 Mt. Dziękuję grzecznie i wracam pod prom. Coś może znajdę po drugiej stronie. Nieliczni prywatni czarnoskórzy oferują transport swoją łodzią. Ale stawiają zaporową cenę za przejazd, prom dla piechura to symboliczne 1 Mt a oni chcą 100. A poza tym, gdy widzę ich nierówną walkę z żywiołem daję spokój.

Załoga promu dalej coś majstruje na statku. Po kolejnej godzinie opuszcza się magiczna przepustka do podróży. Wielka metalowa platforma z tyłu promu. Pojazdy po kolei ustawiają się ciasno, jak najciaśniej w dwóch rzędach pokonując nie bez trudu podjazd na śliską pochylnię. Dopełniamy prom piechurami szczelnie wypełniającymi przestrzeń pomiędzy pojazdami. Wolno, przy głośno pracujących potężnych silnikach promu ruszamy w poprzek wielkiej normalnie, a teraz szczególnie wezbranej po ostatnich ulewach rzeki. W połowie jej szerokości widać, że nurt jest zbyt silny i znosi nas w stronę wystających z wody potężnych żelbetowych przęseł budowanego ogromnego mostu. Kapitan zmienia kurs pod prąd szukając „cichszych” miejsc na wodzie, bo mimo pracujących pełną parą maszyn stoimy niemal w miejscu, mając za plecami niebezpieczną konstrukcję. Widzę wokół siebie zdenerwowane spojrzenia podróżnych. Rozchodzi się zaniepokojony gwar, gdy woda z rzeki zalewa tylną, mocno obciążoną część promu. Chowam dokumenty i karty płatnicze do podwójnych woreczków plastikowych. Rozglądam się za łodziami ratunkowymi. Nie widzę. Obmyślam plan ewakuacyjny na wypadek najgorszego. Obok stojący 4x4 ma opuszczoną szybę z mojej strony. Wrzucę plecaki do środka i każę mu, zanim wysiądzie, zamknąć okna. Może coś się uratuje. Pal licho krokodyle grasujące w tutejszych wodach.

Doświadczenie kapitana daje znać o sobie. Wolno, bardzo wolno nabieramy wysokości jak tylko się da w meandrach rzeki. Skręcamy w stronę docelowego nabrzeża i walka rozpoczyna się ponownie. Wydaje się, że jesteśmy bez szans, ale ustawiony po skosie prom brnie do przodu. Zbliżamy się do brzegu. Robi się bardzo niebezpiecznie. Praktycznie nie ma już szans na żaden manewr, nabrzeże jest na naszej wysokości a do betonowego brzegu jeszcze kilkadziesiąt metrów. Dalej już tylko przybrzeżne mielizny lub słupy mostu. Napięcie wśród pasażerów sięga zenitu. Wszyscy wpatrują się to w stojący w tej chwili przed naszymi oczami brzeg, to w szarobrunatną wodę atakującą burtę statku, to w stojącego wysoko nad nami w swojej budce kapitana. Dłuższą chwilę trwa przesilenie, stoimy w miejscu. Jednak w małym zakolu woda jest odrobinę spokojniejsza. Gdy uderzamy przodem promu o pochyły beton i powoli opada przednia platforma z wszystkich uchodzi powietrze. Dookoła rozlegają głośne, rozradowane rozmowy. Zapalają się silniki samochodów.

Zarzucam plecaki i poprzez wodę, która płynie między promem a nabrzeżem wychodzę na ląd rozglądając się za czymś w kierunku na Nampula. Do odległego o około 100 kilometrów Mocuba jedzie przepełniony pickup z masą towaru na prowizorycznym dachu. Za 250 Mt (relatywnie drogo, ale istnieje tu w rozbudowanej formie prawo podaży i popytu) wciskają mnie na drewnianą ławeckę, nie gadzam się na dopakowanie plecaka na dach i ten, ku wyranej dezaprobacie pozostałych uczestników podróży, ląduje na naszych kolanach. Po kilkunastu kilometrach okazuje się, że zmieści się jeszcze jeden pasażer. Z trzema kozami. Te już zdecydowanie lądują na ażurowym dachu, zamieniając się na stercie bagażu w kozice górskie. Co jakiś czas jedna z nich spadała w czasie jazdy z dachu zawisając kilkanaście centymetrów nad dziurawą drogą na sznurze, którymi były związane i przywiązane do dachu. Koszmar. Kozy sikały i załatwiały się w czasie długiej podróży, co spadało na nas siedzących pod spodem. Ale nie było alternatywy, wysiadać w szczerym polu lub w maleńkiej wiosce na trasie – bez sensu i nadziei na inny transport.

Dotarłem tak do miasta Mocuba. Jest autobus do Nampula. Ale następnego dnia o piątej rano. Pierwszy ponury gest house przy dworcu autobusowym jest mój, za 500 Mt mam klimatyzowany pokój i prysznic z ciepłą wodą. Na pomarańczowo-pyłowej ulicy miasteczka przypominającego amerykańskie westerny, resztki asfaltu zostały już tylko na rondzie przy urzędzie miejskim i kościele, robię zdjęcie truckowi. Jest to ten sam, który stał w pierwszym rzędzie kolejki na prom, co odkrywam oglądając wieczorem na laptopie zdjęcia. Nie przypuszczałem, że był to wstęp do mojej przygody z „konwojem”. Jazdą wielkim truckiem przez Afrykę. Która nastąpi za kilka dni.

transport

Prom kursuje jedynie od świtu do zmierzchu. Zawsze jest spora kolejka pojazdów. Niektóre czekają już od dnia poprzedniego.

Prom kursuje jedynie od świtu do zmierzchu. Zawsze jest spora kolejka pojazdów. Niektóre czekają już od dnia poprzedniego.

warto wiedzieć

Zambezi przepływa przez północną część Kotliny Kalahari. W środkowym biegu stanowi naturalną granicę pomiędzy Zambią i Namibią, Botswaną i Zimbabwe. Zambezi uchodzi deltą do Kanału Mozambickiego na Ocean Indyjski.

W środkowym biegu Zambezi tworzy Wodospady Wiktorii i liczne mniejsze wodospady. Rzeka Zambezi jest wykorzystywana do produkcji energii elektrycznej dla południowej Afryki. W środkowym odcinku rzeki znajduje się duży sztuczny zbiornik wodny Kariba.
Żeglowna tylko w dolnym odcinku na długości ok. 700 km.

wikipedia.org

 

bezpieczeństwo

Z całą pewnościa wiekowy prom to nie jest najbezpieczniejsza opcja przekraczania Zambezi. Ale jedyna w tym rejonie.

Autor: jp
Sklep online
Polski Bus WARSZAWA -> KIELCE. Aktualny rozkład jazdy [2012]

Polski Bus WARSZAWA -> KIELCE. Aktualny rozkład jazdy [2012]

godz. 16:30 Piątek 10.2.2012 Autor: K.T.

Linie lotnicze LOT - symbole religijne znów dozwolone

godz. 16:03 Piątek 10.2.2012 Autor: K.T.

Aplikacje na narty: Czy warto zabrać ze sobą smartfona?

godz. 13:34 Piątek 10.2.2012 Autor: Grzegorz Dzięgielewski
Ferie 2012. Rainbow Tours: Na narty samolotem
Kiedy: do 28.02.12
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
MOZAMBIK

Stolica: Maputo Waluta: new metical (MZM) 1 MZM = 100 centavos Język urzędowy: portugalski Inne: angielski, języki grupy etnicznej Bantu

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Portale typu couchsurfing i hispitality club pozwalają na poznanie ludzi z całego świata i świetną zabawę. Dają też możliwość darmowych noclegów w różnych zakątkach świata.

Kórędy jechać, jaki kierunek wybrać, gdzie szukać noclegów, czyli jak dobrze zaplanować trasę rajdu rowerowego

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Cochsurfing - sposób na ...

Portale typu couchsurfing i hispitality club pozwalają na poznanie ludzi z całego… więcej

Planowanie trasy rajdu rowerowego ...

Kórędy jechać, jaki kierunek wybrać, gdzie szukać noclegów, czyli jak dobrze zaplanować… więcej

PODRÓZE

Praga - weekend bez tłumów + sprawdzone czeskie restauracje; Polska - Beskid Śląski na ferie czyli narty, kuchnia i folklor + najlepsze trasy na

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line