okazje

W 2oo7/2008 przemierzyłem z plecakiem południowo – wschodnią Afrykę. Siedem krajów w cztery miesiące: RPA, Lesoto, Suazi, Mozambik, Malawi, Tanzania i Zanzibar. Cape Town. Tu był mój start. Mety nie znałem.

11.05.2008

I like to spend some time in Mozambique
The sunny sky is aqua blue
And all the couples dancing cheek to cheek.
It's very nice to stay a week or two

(...)

And when it's time for leaving Mozambique,
To say goodbye to sand and sea,
You turn around to take a final peek
And you see why it's so unique to be
Among the lovely people living free

Przeczytaj koniecznie: Tunis: Przewodnik w pigułce
Upon the beach of sunny Mozambique

Bob Dylan

Mozambik

Opowiadając o tym kraju mógłbym właściwie poprzestać na fragmencie piosenki Dylana, gdyż jest to kwintesencja wolnego Mozambiku. Tyle tylko, że wiele wydarzyło się pomiędzy pierwszą a ostatnią zwrotką w czasie mojego kilkutygodniowego tam pobytu.

Maputo, rewolucyjny postkolonializm

Wystartowałem ze stolicy Suazi (Swaziland) Mbabane zapakowaną do granic wytrzymałości, jak to w Afryce, murzyńską taksówką, czyli mocno przechodzonym minibusem. Bagaż który nie mieścił się już na kolanach i pod nogami podróżnych, w tym i mój duży plecak, upchnięto za dodatkową opłatą (10 Randów = 3,50 zł) w niewielkiej, równie marnej co bus kondycji przyczepie. Obwiązano sznurkiem, nakryto derką i gdy nie dało się już wcisnąć ani jednej osoby więcej ruszyliśmy. Mbabane – Maputo, ok. 200 kilometrów, z przesiadką w Manzini kosztuje 60 Randów (20 zł). Byłem jedynym przedstawicielem rasy białej na pokładzie. Co w murzyńskih taksówkach było regułą, stąd i ich nazwa.

I właściwie nie byłoby o czym mówić, gdyby nie to, że w jednej z licznych dziur na drodze odpadł błotnik. Wrzucono go na przyczepę i przywiązano następnym sznurkiem. Nie zrobiło to większego wrażenia na policyjnym posterunku kontrolnym, którymi usiana jest Afryka. Nie bardzo wiem, co sprawdzają, bo z całą pewnością nie stan techniczny pojazdów i zgodność pasażerów z dopuszczalną ich ilością. Kilkadziesiąt kilometrów dalej rozpoczęły się regularne głośne stuki w podwoziu. Czarnoskóry kierowca udawał, ze nie słyszy. Na coraz głośniejsze uwagi pasażerów zareagował. Zatrzymał się, obejrzał auto, stwierdził, że wszystko jest OK. Ruszyliśmy. Stuki nasiliły się, aż wreszcie coś huknęło. Odpadł prawie cały bieżnik z lichej opony. Podrapał się po głowie i zabrał do skomplikowanej operacji wymiany koła. Szkopuł był taki, że nowe koło było niewiele lepszej jakości i do tego z bardzo niewielką ilością powietrza. Gdy wszyscy wsiedliśmy do pojazdu, jechaliśmy niemal na metalowej feldze. Na nasze uwagi kierowca tylko wzruszał ramionami, mówiąc, że nie ma innej opcji. Trzeba jechać. Potem coś się wymyśli. Gdyby nie serpentyny i górzysty teren, znowu nie byłoby o czym mówić.

Jakimś cudem dojechaliśmy do granicy i tu, gdy jako człowiek o dziwnym paszporcie zabawiłem wyjątkowo długo czekając na decyzję Panów Urzędników Mozambiku, że mogę uprzejmie zapłacić 25 $ za wizę (plus 3$ jakiegoś podatku), kierowca doprowadził koło do, można rzec, porządku pożyczając pompkę od któregoś ze stojących na granicy kierowców.

Wjazd do chaosu, którym jest stolica Mozambiku w okolicach przyjazdu i odjazdu wszelkich pojazdów dalej bieżnych po podobnych doświadczeniach afrykańskich nie powinien mnie był zaskoczyć. A jednak zaskoczył. Rozmiarami chaosu i niezwykłą, wydawało się niekończącą jego powierzchnią. Szybko przystałem na ofertę „mojego” kierowcy, że podrzuci mnie (za 30 Randów = 10 zł = 100 Meticais, waluta Mozambiku ) pod backpackersa Base, w którym zamierzałem zanocować, mimo, że cena wydawała mi się wygórowana. Szybko zweryfikowali ją tutejsi taksówkarze, biorąc stówkę za krótki odcinek, za dłuższy już 250 Mt.

W związku z dziwnymi kombinacjami „recepcjonisty” w Base postanowiłem zmienić miejsce na backpackersa Fatima’s Place przy Ave Mao Tse Tung. Trafny wybór. Znacznie obszerniejszy, ze sporym patio i miłą załogą. 300 Mt noc w sali wieloosobowej z własnym śpiworem. Piętnaście minut piechotą do nabrzeża i właściwego centrum miasta. Plus gratis mapka z zaznaczonymi rejonami miasta, których zdecydowanie należy unikać. W toalecie duża informacja: Nie zabieraj na miasto żadnego noża, policja na pewno ci go skonfiskuje! Zastosowałem się do obu wskazówek. Jakby co, bronić się będę rękami. Ale nie było przed czym. Sprawdziłem, maszerując nocną porą przez Maputo witany uśmiechami i pozdrowieniami jego mieszkańców.Ale po kolei.

Późny obiad w pobliskiej Zambezia Restaurant, afrykańskie spaghetti 120 Meticais (12 zł), piwo 40 Mt i czas ruszyć na miasto, by odszukać to co rewolucyjny Mozambik pozostawił po czasach kolonialnych. Można rzec: niewiele. Dominuje koszmarnie zaniedbana architektura z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Plus niezwykły bałagan towarowo-ludzki na chodnikach obrzeża centrum miasta, przez który musiałem się przebić idąc Ave Vladimir Lenine. Między tym wszystkim odnalazłem jednak kilka niezwykłych perełek. Jak bijąca swoją bielą pośród ogólnej szarości strzelista, „kubistyczna” katedra Nossa Senhora de Conceicao, jak ciekawa architektura budynku Town Hall stojącego tuż obok przy Praca da Inependencia czy jak usytuowany również niedaleko budynek Kultury Francuskiej, finezyjne połączenie kolonializmu i współczesności ze znakomitym wykorzystaniem koloru w przestrzeni urbanistycznej. Piątka z plusem. W niedalekim Muzeum Sztuki Współczesnej, Ave Karl Marx, wstęp za darmo ale mile widziane datki na utrzymanie placówki wrzucane do szkatułki, otrzymuję nieoczekiwanie zaproszenie na wernisaż, który ma odbyć się następnego dnia. Miło, skorzystam. Samo muzeum zawiera wiele nadzwyczaj interesujących przykładów afrykańskiej sztuki współczesnej, od malarstwa po rzeźbę, której za nic nie mogę dostrzec w otaczającym mnie afrykańskim codziennym świecie. Idąc dalej w dół w stronę nabrzeża trafiam na otwartą, mimo zapadających ciemności, fortecę. Wstęp gratis. Prezentuje się imponująco w czerwonym świetle zachodzącego słońca odbitego od ciemnych chmur zawieszonych tuż nad miastem. Widok z jej murów na otaczające miasto wywołuje ponowną chęć zburzenia większej jego części i postawienia od nowa. W pomieszczeniach fortecy ma miejsce ciekawa wystawa lalek ozdobionych tradycyjnymi capulanas, kolorowymi bawełnianymi materiałami, których kobiety Mozambiku używają jako spódnic, bluzek, nakryć głowy czy „amortyzatorów” pomiędzy głową a przenoszonymi na nich kilogramami towarów. Wzory i fasony są nadzwyczaj bogate i zróżnicowane w zależności od rejonu kraju czy okoliczności zakładania capulanas. Ciekawa, pouczająca wystawa z udziałem przewodniczki, którą jest twórczyni lalek.

Nocny powrót przez miasto nie potwierdza ostrzeżeń, które docierały do mnie z różnych stron. Jeśli tylko unika się miejsc „zakazanych” i robienia zdjęć niewyraźnym typom, nie ma problemu. Pytanie jest tylko, kto jest typem „niewyraźnym”.

Potężne nad miarę śniadanie, wynikające co nieco z nieporozumień językowych, ponieważ większość obywateli Mozambiku mówi wyłącznie w języku portugalskim bądź jednego z wielu lokalnych narzeczy, w postkolonialnej Cafe Continental kosztowało mnie aż 300 Meticais (30 zł), ale już dla samej atmosfery miejsca i widoku z foteli usytuowanych na zewnątrz na tętniące porannym życiem miasto warto wydać tą sumę. Wcześniej odwiedziłem niezwykły kolonialny budynek Iron House. Piętrowy, cały wykonany z nitowanych płyt szarej blachy. Obecnie mieści Ministerstwo Kultury, ale mojemu penetrowniu wnętrza i fotografowaniu nikt się nie sprzeciwiał.

Dzielnica usytuowana pomiędzy starym, robiącym spore wrażenie dworcem kolejowym zaprojektowanym przez ucznia sławnego Gustawa Eiffla, tego od paryskiej wieży, aż po futurystyczne nowoczesne centrum handlowe jest niezwykle interesująca. Ale tutaj spotkały mnie dwie jedyne w całym Mozambiku małe nieprzyjemności przy fotografowaniu. Koło dworca „niewyraźny” ustawił się w kadrze obiektywu, mówiąc bym zrobił mu zdjęcie. Zrobiłem z pomalowanym w kolorze pistacji zabytkowym dworcem w tle. I zaczęło się. Zażądał niebotycznej sumy 500 Mt (50 zł) za zdjęcie. Wywiązała się dłuższa nieprzyjemna wymiana zdań połączona z groźbą zawołania policji użytą przez obie strony i rozejmem w wykonaniu „kolegi” modela. Stanęło na 40 Mt, gdy normalnie starczało 10 – 20 Mt, jeśli ktoś się upominał, a na ogół się upominają. Chwilę później policja jednak wkroczyła. W momencie, gdy sfotografowałem mały kolonialny budynek posterunku policji usytuowany na tle nowoczesnej architektury banku. Policjant wezwał mnie na teren komisariatu i stwierdził, że to zabronione. Używał, w towarzystwie kilku kolegów po fachu, wszelkich argumentów, to strasząc grzywną to wymuszając łapówkę. Chciał 1000 Mt, podwoił stawkę „niewyraźnego”. Tego było mi już za dużo, wyciągnąłem legitymację prasową, ochrzaniłem gościa, że zamiast mi pomagać w pracy, o co uprasza się w tekście legitymacji, przeszkadza i utrudnia wykonywanie zawodu. I napiszę o tym w europejskiej prasie. Poskutkowało. Odczepił się. Ale krwi mi napsuł, bo nie do końca byłem pewien, jak w tej części Afryki reagują na hasło: Press.

Wracając do dzielnicy: zawiera wiele ciekawej architektury, w tym ogromny meczet wciśnięty w ciasną zabudowę wąskiej uliczki czy gwarną i rojną halę targową Mercado Municipal o imponującej bramie wejściowej. To co mieści się wewnątrz trudne jest do opisania. Dostać tu można wszystko. Od świeżych ryb, zabłoconych usiłujących uciec krabów, ton owoców, warzyw czy orzeszków poprzez wyroby sztuki afrykańskiej lub afrykańsko podobnej do towarów setek straganów i straganików ze wszystkim, co jest potrzebne do bieżącego życia. Ubrania, sprzęty domowe i wszelka tandeta. Niekończący się labirynt. Wybudowane opodal, niemal wczoraj, nowe centrum handlowe jest zaprzeczeniem tego, co znajduje się poza nim. Czyste, wręcz błyszczące, kolorowe, ze stolikami knajpek wystawionymi w obszernym patio i butikami światowych firm. Skupia najbogatszą klientelę miasta i okolicy. Ruch i gwar niemal całodobowy.

Za jego bramą życie wraca do afrykańskiej normy ulicznych sprzedawców, długiej kolejki na prom pełnej kobiet z tonami towaru na głowie, dzieciaków hałaśliwie śmiejących się do mnie i rozklekotanych pojazdów zapakowanych do granic wytrzymałości nadwątlonych zębem czasu i jakością dróg resorów. Nadbrzeżna, kilkukilometrowa obsadzona palmami promenada zachęca do długiego spaceru, mimo sąsiedniej „zakazanej” dzielnicy Central i nieco natrętnych sprzedawców oryginalnych francuskich perfum za 100 Mt (10 zł), wyjątkowo korzystnych w cenie rollexów czy innych „okazji”. Spacer rozpoczya architektura okazałych, ciekawych w formie budynków różnej maści ministerstw, dalej małych firm czy nowej restauracji dla dobrej klienteli a kończy przyjazna restauracja i bar mariny „Maputo Waterfront” ze sporym basenem i leżakami, gdzie sałatka grecka kosztuje 150 Mt a piwo z beczki 40 Mt. Warto nosić kąpielówki ze sobą.

Pobyt w Maputo kończy wizyta na wernisażu, który jest zdecydowanie interesującym wydarzeniem artystycznym, odbywającym się według scenariusza europejskiego, przypominającego do złudzenia nasze otwarcia wszelkich wystaw. Nawet muzyka grana na żywo przez białego muzyka była portugalska w swoim klimacie. Mimo, że wystawiała się biała artystka i czarnoskóry artysta. W planie miałem jeszcze odwiedzenie jednego z muzycznych klubów miasta, ale powrót późną nocą (koncerty zaczynały się ok. 21.30) nieco odstraszał, tym bardziej, że następnego dnia o piątej rano czekał mnie przejazd na trasie Maputo – Tofo (prawie 500 km) autobusem BuzBus kursującym od backpackersa do backpackersa, czyli dobre ponad 7 godzin jazdy. Za 450 Mt (45 zł).

info

10 zł = 100 Meticais

Osiągalna w bankomatach we wszystkich większych miastach. Choć niekiedy w bankomatach brak jest pieniędzy. Trzeba wtedy poczekać. Lub przyjść następnego dnia. A nuż...

www.futur.org.mz – Informacja Turystyczna

www.ccfmoz.com – Centro Cultural Franco – Mocambicano, Maputo, miejsce koncertów i wystaw

www.musart.tvcabo.co.mz – Muzeum Sztuki Współczesnej

www.mozambiquebackpackers.com – Fatima Backpackers, Maputo oraz Tofo

noclegi

Polecam sprawdzone adresy - backpackersy. Mówią po angielsku. Dbają o bezpieczeństwo. Biorą każdą walutę.

warto wiedzieć

Wiza dostępna jest na granicy. Koszt 25$ plus 3$ jakiegoś podatku.

 

Językiem urzędowym jest portugalski, więc często trudno jest porozumieć się po angielsku. Nawet w Maputo. Ale od czego są ręce...

bezpieczeństwo

drobnch cwaniaczków, lumpów, którzy chcą wyciągnąć kasę za wszystko, a zwłaszcza bez okazji. Szczególnie sprzyja im robienie zdjęć. Jeśli tylko znajdą sie w kadrze - nie odpuszczą, aż im nie zapłacisz.

drobnch cwaniaczków, lumpów, którzy chcą wyciągnąć kasę za wszystko, a zwłaszcza bez okazji. Szczególnie sprzyja im robienie zdjęć. Jeśli tylko znajdą sie w kadrze - nie odpuszczą, aż im nie zapłacisz.

Autor: jp
Sklep online
FERIE 2012: Bydgoszcz - ZIMA W MIEŚCIE - kalendarium

FERIE 2012: Bydgoszcz - ZIMA W MIEŚCIE - kalendarium

godz. 16:45 Środa 8.2.2012 Autor: P.M.

FERIE 2012: Poznań - atrakcje

godz. 13:50 Środa 8.2.2012 Autor: Zuzanna Jakubowska

WARSZAWA: W Muzeum Sztuki Nowoczesnej otwarto kino

godz. 10:34 Środa 8.2.2012 Autor: P.M.
Promocje Neckermanna na 2012 - nawet 30 procent zniżki i ...
Kiedy: do 01.03.12
Rabat: 30%
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
MOZAMBIK

Stolica: Maputo Waluta: new metical (MZM) 1 MZM = 100 centavos Język urzędowy: portugalski Inne: angielski, języki grupy etnicznej Bantu

Lokalny czas

GMT+1

Niezbędne informacje

więcej

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Portale typu couchsurfing i hispitality club pozwalają na poznanie ludzi z całego świata i świetną zabawę. Dają też możliwość darmowych noclegów w różnych zakątkach świata.

Kórędy jechać, jaki kierunek wybrać, gdzie szukać noclegów, czyli jak dobrze zaplanować trasę rajdu rowerowego

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Cochsurfing - sposób na ...

Portale typu couchsurfing i hispitality club pozwalają na poznanie ludzi z całego… więcej

Planowanie trasy rajdu rowerowego ...

Kórędy jechać, jaki kierunek wybrać, gdzie szukać noclegów, czyli jak dobrze zaplanować… więcej

PODRÓZE

Praga - weekend bez tłumów + sprawdzone czeskie restauracje; Polska - Beskid Śląski na ferie czyli narty, kuchnia i folklor + najlepsze trasy na

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line