okazje

Pięciodniowa wyprawa do Doliny Śmierci.

14.04.2008

    * Polska Misja Ekspedycyjna.

    * Cel: Eksploracja Death Valley

    * Dni: 5

    * Skład: 4 osoby (Dorota i Peter & Piotr i Marcin)

    * Samochody: Isuzu Rodeo i Mazda CX 7

Pierwsza grupa zwiadowcza w składzie Dori i Peter wyruszyła w dniu 1. już rano. My wyjechaliśmy po południu. Zwiad miał znaleźć i przygotować logistykę na noc. Kontakt zapewniał nam radioodbiornik Motorola i ustalone miejsca pierwszego spotkania w sytuacji, gdy środki łączności zawiodą. Wyruszyliśmy z San Francisco przez Bay Bridge w stronę Oakland, tam po drodze zakupiliśmy prowiant i ruszyliśmy na I-5. Okazało się, że telefony działają. Ustaliliśmy zbiórkę nad jeziorem Izabella około 5-6 godzin od SF. Święto indyka :) spowodowało spore korki na drogach, wszyscy jechali do rodzin. Dotarliśmy do celu kolo 1 am. Namierzaliśmy się radiem. Grupa zwiadowcza przygotowała bazę logistyczną nad samym brzegiem jeziorka. Było ognisko i ciepły prowiant. Whisky tez :) Spotkanie potrwało do rana. Księżyc świecił bardzo jasno. Nocleg w samochodach.

Dzień 2. przywitał nas słonkiem. Jezioro za dnia okazało się całkiem ładne. Kameralna plaża i poranne śniadanko. Opracowujemy plan na dzisiejszy dzień. Ustalanie koordynatów na Trona (rezerwat narodowy), gdzie musimy poszukać noclegu. Jazda w konwoju przebiega sprawnie. Mamy stały kontakt radiowy. Docieramy do wyznaczonego miejsca, ale okazuje się, że jest tam zlot mad-max-ów :) Masy ludzi na motorach i quadach. Zmieniamy cel. Jest oddalony o niecałą mile. Ruszamy z głównej drogi przez piaszczysto-kamienistą pustynie. To już off-road. Trudna droga wymaga uważnej jazdy, tak żeby nie uszkodzić pojazdu. Znajdujemy miłą dolinkę, w której rozbijamy obóz. Przygotowujemy teren i ognisko. Pojawiają się ludzie na motorach i quadach. Decyzja: rozkładamy nasza broń przy samochodach dając czytelny sygnał, że nie chcemy tutaj intruzów. Podziałało – więcej już nikt nie przyjechał. Chwila na relaks. Strzelanie. Rozmieszczamy cele w różnych odległościach. Na początek snajperka 7,62 na długi dystans. Potem zajęcia w podgrupach. Ja przesiadam się na kaliber 22 i trenuję na uboczu. Luneta jest trochę źle ustawiona po ostatnim czyszczeniu, wiec trzeba ją „skalibrować” . Potem strzela bezbłędnie. Powoli kończy się amunicja do sks-a. Na szczęście kupiliśmy dużo do 22. Dla odmiany wyciągamy „dwunastkę” mosberga nazywaną "pompką" :) To już broń typu "skieruj w stronę przeciwnika i naciśnij spust" :) Zmiata wszystko. Trafiamy nawet butelki w locie :).

Po tak ciężkim dniu pora na grilla. Jest mięsko i kiełbaski. Ale jest Thanksgiving Day, więc trzeba przygotować kupionego wcześniej indyka ;) Rozmrażanie wielkiego indora polegało na pozostawieniu go przez cały dzień na słońcu i porąbaniu siekierą na małe kawałki :) Potem na ruszt – i wyszedł smaczny indyczek. Tradycji stało się zadość. Powoli zachodzi słońce. My szykujemy się do następnej nocy w samochodach. W dzień jest tu gorąco, ale w nocy temperatura bardzo spada. Musimy się ubrać w ciepłe kurtki. I tak mija kolejny dzień

••• Isabella Lake - Ridgecrest - Trona Pinnacles Recreactions Lands •••

Dzień 3. Wstajemy powoli. Słonce wschodzi zza gór i rzuca ciepłe swiatło na nasze wozy. Ruszam o poranku na zwiad. Wdrapuję się na pobliskie górki i robię serię zdjęć. Na dole w oboie zaczyna się ruch. Grupa budzi się i szykuje posek. Dużo dymu unosi się nad dolia. Widoki są niesamowite. Po śniadaniu robimy mała rozgrzewkę i powtórka e strzelania. Potem pakowanie, które trwa długą chwile. Samochody ruszają powoli, teren jest trudny i nie chcemy stracić elementów podwozia i kół; ruszamy w stronę Death Valley. Po drodze mijamy Searles Dry Lake. Plan zakłada przejazd przez DV i dotarcie do Beatty w Nevadzie. Tam mamy skręcić w stronę Area 51. Jedziemy dynamicznie i szybko, drogi są puste, jednak uważamy na policje. Mijamy tablice informująca nas, że jesteśmy już w słynnej dolinie :) Jedziemy Emigrant Canyon w stronę Stovepipe Wells, tam odbijamy w na Devils Cornfield zatrzymując się w Mesquite Sand Dunes. Miejsce jest niesamowite, jakby przeniesione z Arabii :) pustynia z diunami, wiatr przypominający burzę pustynną. Piasek wdziera się wszędzie, czuje że mam go pełno w ustach i pod ubraniem :) aparat znosi to dzielnie. Ściemnia się, a mamy jeszcze kawał drogi do pokonania. Zatrzymujemy się na chwile w pobliskim Ghost Town, opuszczonym górniczym miasteczku. Całe budynki i samochody. Tylko ludzi brakuje. Dziwne… Jadąc droga Daylight Pass przekraczamy granicę z Nevadą. Tu speed limit jest już 80 mph. Ciśniemy. W Beatty tankujemy paliwo i szukamy drogi do strefy 51. Obieramy kierunek na północ. Po kilkudziesięciu milach zatrzymujemy się, żeby zweryfikować trasę. Jednak nie w tę stronę powinniśmy jechać! Musimy wracać do Beatty, a stamtąd na południe... Zapada zmrok. Zatrzymujemy się przy słupie z napisem: Area 51 :) Spędzamy chwilę lustrując niebo z nadzieją, że pojawi się jakiś latający pojazd. Nie stwierdziliśmy obecności UFO lub innych pozaziemskich spodków. Ruszamy do hotelu. Blisko nas jest Longstreet Inn Casino. Jesteśmy już trochę zmęczeni. W hotelu jemy kolację. A potem idziemy do kasyna :) Kilka partii z automatami i już jestem bez kilku dolców. Piotr postanawia odłączyć się od grupy, żeby pojechać do Las Vegas (ponad godzinę jazdy od naszego hotelu). Reszta udaje się na drinka do pokoju, gdzie pada jak trafiona gromem :) Tylko Dori jest pełna energii... My już w głębokim śnie z kubkami whisky w dłoniach...

••• Trona - Death Valley (Emigrant, Srovepipe Wells, The Sand Dunes, Devils Cornfield) - Beatty (Nevada) - Area 51 (Nevada) - Longstreet Inn (Nevada) •••

Dzień 4. Noc w hotelu z łazienką pozwoliła nam dobrze się zregenrować. Wypoczęci, z nowa energią ruszamy w drogę. Przed hotelem stoi wielka krowa, ma chyba z 8 metrów :) Nie wiem dlaczego i po co. Pomnik krowy? Rozbawiło mnie to mocno. Ustalamy cel na dzisiaj. Będzie nim centralna cześć doliny. Typowo turystyczna, więc spodziewamy się natknąć na masy ludzi. Teren wokoło hotelu miło mnie zaskakuje. Widok gór i pustynia u podnóża, a na niej prosta jak kreska droga, której końca nie widać. Ruszamy i za niecałą milę mijamy granicę z Kalifornią :) Nie byłem świadom, że hotel stoi na samej granicy. Pierwszy samochód w konwoju informuje nas, że po jego prawej stronie jest jakieś "strzelanie" i skręca gwałtownie. Ruszamy za nim nie bardzo wiedząc, o co chodzi. Docieramy przez piaskową drogę do tego miejsca... Oczom naszym ukazuje się zjawisko dość osobliwe: na środku pustyni wyrastają domki, jak w westernie, a za nimi tarcze strzelnicze. Wokoło krzątają się ludzie ubrani w stroje z epoki dzikiego zachodu. Rewolwerowcy. Przyjmują nas miło i chętnie dzielą się informacjami na swój temat. To jest SASS, czyli pasjonaci sigle action shooting. Klasyczne colty i strzelby. Urządzają sobie zawody w strzelaniu na czas itp. Przy nas "wystrzelali" ładna melodyjkę z rewolwerów :) Ale czas się zbierać. Pierwsze słynne miejsce, na które natrafiamy po drodze, to Zabriskie Point. Teraz jest zima i temperatura raczej umiarkowana. Byłem już tu latem – wtedy doświadczyłem potężnych upałów. Niesamowite widoki. Tylko zdjęcia potrafią oddać to, co widzimy. Opuszczamy ten urokliwy zakątek ziemi. Następne miejsce to Furnace Creek; wygląda jak oaza pełna palm na środku pustyni. Zatrzymujemy się na campingu. Szybkie śniadanie i stwierdzamy, że warto tu zostać na noc. Jeszcze nie ma południa, więc czasu jest sporo. Peter z pierwszym wozem konwoju zostaje na miejscu, my ruszamy do Badwater. Najniżej położony punkt w Ameryce Północnej znajduję się 86 m poniżej poziomu morza. Na skałach nad punktem widokowym jest umieszczona tabliczka pokazująca poziom morza. Najbardziej suche miejsce Ameryki i jedno z najgorętszych na ziemi, gdzie latem temperatury dochodzą do 57°C, a piasek rozgrzewa się niemal do 100°C! Niedawno zbudowano tam taras i zejście dla turystów. Można przejść się kilkadziesiąt metrów po "soli". Wygląda to jakby ktoś wysypał wielką solniczkę :) Teren jest płaski, więc w wyobraźni widzę, jak szybkie samochody bija tu rekordy prędkości ;) Zbieramy się i wracamy tą samą trasą tylko odbijamy na Artist Palette. Jest skręt między góry w kanion. Wjazd z jednego punktu, a wyjazd w innym. One way road. To miejsce gdzie szalony malarz zostawił swoją paletę farb. Mamy różne kolory skał i piasku. Wspinamy się na skały. Widoki nie do opisania. Słonko mocno świeci. Powoli mija południe, więc czas wracać. Spotykamy się z Peterem tam, gdzie go zostawiliśmy – w Furnance Creek. Rezerwujemy sobie miejsce na noc na campingu. Ruszamy na północ. Cel to Titus Canyon, przez który wjeżdżamy od strony Nevady. To droga jednokierunkowa przez kanion, nie ma zawracania. Napęd na 4 koła sugerowany. Mamy na 2 koła, ale dajemy rade. Wspinaczki wozem pod górę dostarczają dużo emocji i adrenaliny. Droga jest trudna, ale da się prowadzić. Dużo piasku i kurzu w powietrzu. Jako drugi wóz w konwoju mamy rudnioną widoczść. Szybko wyczeruje się płyn do spryskiwania szyb. Dolewamy co jakiś czas wodę. W silniku jak w piaskownicy, a to dopiero początek. Nasza Mazda CX 7 dużo wytrzymuje jak na miejski SUV. Mijamy różne formacje skalne, widoki zmieniają się często – stanowczo nie jest monotonnie. To już totalne bezdroża. Trasa prowadzi nad urwiskiem. Jeden błąd i można spaść wiele metrów. Wychodzimy co jakiś czas i sprawdzamy, co czeka nas za zakrętem. Zatrzymujemy się teź co chwilę, źeby podziwiać skarby natury. W niektórych miejscach jest tak wąsko, że ledwo mieści się samochód. Mijamy opuszczone miasteczko z zamkniętą kopalnią. Jazda w tym miejscu to spora dawka adrenaliny. Słonko ciepłymi kolorami kładzie się na górach. Teraz to są widoki! Wydostajemy się z kanionu. Warto było. Wracamy na normalną drogę. Teraz już camping i przygotowanie jedzenia. Księżyc świeci tak mocno, że jest prawie tak jasno jak w dzień. Wiatr już nie wieje, więc pogoda w nocy znośna. Dopijamy, co mamy, i padamy :) Rano kolejne wyzwanie...

••• Death Valley (Death Valley Junction, Zabriskie Point, Furnace Creek, Badwater, Artist Palette, Titus Canyon) •••

5. dnia wstaję nad ranem. Słońce jeszcze nie wyszło zza gór. Mały rekonesans po terenie. Dzień się budzi. Wstajemy pojedynczo. Śniadanie i planowanie następnego etapu. Tym razem daleka północ. Ruszamy pustą drogą. Pierwszy cel to Scotty's Castle. Zbudowany w 1922 przez ekscentrycznego millionera, Waltera Scotta, zamek. Wygląda osobliwie :) Trzeba wjechać kilka mil w kanion, żeby zobaczyć to "zjawisko". Teraz jest to czysto turystyczny obiekt. Za niewielką opłatą można zwiedzić pomieszczenia. Kilka zdjęć i wracamy na główny szlak. Odbijamy teraz w stronę Ubehebe Crater. "Wielka dziura w ziemi". Krater wulkaniczny szeroki na kilometr, głęboki na 237 metrów. Trzeba uważać idąc, żeby nie spaść. Wspinamy się na krater i podziwiamy wielkość. Nawierzchnia jest trudna do chodzenia, ze szczytu rozciąga się panorama z doliną w tle. Istnieje możliwość zejścia do wnętrza krateru. Tylko powrót zająłby zapewne połowę dnia :) Ładujemy się do wozów. Przed nami spory off-road. Będziemy przebijać się na południe trasą dla samochodów z napędem na 4 koła :) Racetrack road w kierunku Racetrack Playa. Trasa trudna i nieprzyjemna. Droga zrobiona przez ciężkie traktory na gąsiennicach, co daje się odczuć. Jazda jak po tarce. Wielkie przestrzenie, góry z każdej strony. Ogromne połacie Joshua Tree, bez porównania wiecej niż w Joshua Tree National Park na południe od DV. Formacje skalne zmieniają się co kilka mil. Zatrzymujemy się na chwilę i badamy teren. Szukamy kamieni szlachetnych, ale wygląda że już ktoś tu był i wszystko zebrał :) Docieramy do skrzyżowania Teakettle, gdzie stoi drogowskaz obwieszony czajnikami. Każdy podróżny zostawia tu swój czajnik hehe. My zostawiliśmy puszkę po mielonce ;) z naszymi autografami. W tym miejscu mamy 2 drogi do wyboru. Odbijamy w strone Racetrack. Naszym oczom ukazuję się wielkie "jezioro" z wysuszonego piasku, na środku którego hm... tkwi dziwna skała wyglądająca jak wielka kupa :) Mapa pokazuje że nie ma drogi na południe. Wracamy na skrzyżowanie i Hidden Valley jedziemy dalej. Docieramy do końca drogi... Mapa kłamała, ale za to znaleźliśmy ukryte opuszczone miasteczko górnicze, domki i samochody. Chwila zastanowienia i wyciągamy gun-y. Strzelanie do samochodów i lodówki. Kaliber 7,62 przechodzi przez to jak przez tekturę (a w filmach ludzie chowają się za samochodami i sprzętem w domu - głupota, teraz widać, że na karabin nie ma mocnych). Znajdujemy wjazd na właściwą drogę. Widoki zmieniają się szybko z pustynnych dolin i kanionów w zalesione kręte drogi w górach. Pod wieczór przebijamy się do głównej drogi :) Wyjechaliśmy z Death Valley. Zwiad naszej grupy planuje zatrzymać się na noc na piaskach Olancha i przenocować. Wydmy i białe piaski... Ostatni grill i piwko. Ruszamy do domu. Długa noc przed nami ponad 600 mil do San Francisco. Mimo korków i wypadków po drodze docieramy szcześliwie. Myślami jestem już przy następnej wyprawie... To wciąga!

••• Death Valley (Furnace Creek, Scottys Castle, Ubehebe Crater, Racetrack Valley, Teakettle Junction, The Racetrack, Hidden Valley) - Olancha Dunes - San Francisco •••

info

Panuje tutaj klimat zwrotnikowy, suchy, z opadami nie przekraczającymi 50 mm rocznie (w niektórych latach deszcz nie pada w ogóle). Najbardziej suche miejsce Ameryki i podobno jedno z najgorętszych miejsc na ziemi, gdzie 10 Lipca 1913 roku temperatura osiągnęła 56.7 °C. Jest to rekord ciepła dla Ameryki Północnej.

Ale zanotowano także 5 Stycznia 1974 roku opady śniegu (Furnace Creek). Średnie temperatury w dzień dolinie to około 45 °C w lecie do 18 °C w zimę. Najniższa zanotowana temperatura to -9°C (Furnace Creek).

Byłem w tym rejonie kilka razy w różnych porach i przyznam że znam bardziej gorące miejsca (daleko nie szukać to Baja California, San Felipe w Meksyku gdzie w nocy termometry pokazywały 47°C!!!). Latem jest przyjemnie wieczorami a w okresie zimowym trzeba się ciepło ubrać. 

Pamiętać przed wjazdem żeby zatankować do pełna (jeśli ktoś wozi kanistry to też do pełna). W Furnace Creek i Stovepipe Wells Village są stacje benzynowe w awaryjnej sytuacja ale ceny mają zaporowe. Stacje znajdziemy też w Shoshone na południowym wylocie z doliny, ceny też wyższe niż normalnie.

Pamiętać o zakupie wody (lub czegoś do picia) i jedzenia. Nie ma tu dużo sklepów. Tylko w  Furnace Creek lub Stovepipe Wells Village można zaopatrzyć się w najpotrzebniejsze artykuły.

Ubikacje są hm... może tak, nie ma wody do spłukiwania więc zapachy nie są przyjemne.

Telefony nie mają zasięgu.

20 dolarów za wjazd na teren Parku chyba że ktoś ma wykupioną kartę na wszystkie parki (warto).


transport

Z Las Vega do Zabriskie Point to ponad 2 godziny jazdy samochodem , tyle samo zajmie dojechanie do Beatty w Nevadzie i wjazd do Tytus Canyon.

Z Los Angeles do Zabriskie Point to już ponad 4 godziny jazdy. 

Puste drogi na długich odcinkach zachęcają do sprawdzenia prędkości z jaką samochód jest wstanie pojechać :). Ja sprawdziłem, ale hamowałem długo jak wyskoczył kojot ! Mijałem kilka wozów policji ze złapanymi delikwentami. Zatrzymać nas mogą też parkowi Randżersi.

Spotykałem też rowerzystów (kilka razy ze sznureczkiem kojotów za sobą :).

Jeszcze raz pamiętać o zatankowaniu paliwa, perspektywa siedzenia lub nocowania na pustyni pustyni jest słaba. Bywa że samochód daną trasą przejedzie raz na dzień.

noclegi

Na terenie doliny jest dużo miejsc campingowych (w niektórych są ubikacje i umywalki).

Są jeszcze chyba dwa hotele ale ceny zbyt duże żeby rozważać spanie w nich.


Na terenie doliny jest dużo miejsc campingowych (w niektórych są ubikacje i umywalki).

Są jeszcze chyba dwa hotele ale ceny zbyt duże żeby rozważać spanie w nich.


warto wiedzieć

Death Valley – to obszar w południowo wschodniej Kalifornii i zachodniej Nevadzie (mały kawałek). Usytułowany jest w bezodpływowej depresji na pustyni Mojave. Znajduje się tutaj najniżej położony punkt w Ameryce Północnej na 86 metrach (282 ft) poniżej poziomu morza (Badwater), stanowiąc największą depresję na półkuli zachodniej. Dolinę otacza potężne pasmo górskie Panamint z najwyższym szczytem Telescope Peak 3368 m (11049 ft) nad poziomem morza. oraz pasmo gór Amaragosa.  Rzeki mają charakter okresowych i czasem nieprzejezdnych (Salt Creek, Furnance Creek). Zajmuje przestrzeń około 7,800 km², długości 225 km i szerokości od 8 do 25 km. W 1933 została ogłoszona narodowym Pomnikiem USA, a w 1994 Parkiem Narodowym.

Nazwe Dolina Śmierci została nadana temu obszarowi w 1849 roku przez osadników, którzy zmierzali tędy na skróty w kierunku żłotonośnych terenów Sierra Nevada.

 

 

Furnace Creek całkiem ładna oaza z palmami. Poz tym roślin brak :)

atrakcje

Tytus Canyon: Jedno z najciekawszych miejsc. Dużo adrenaliny przy podjazdach i wąskich drogach w górach i przedzieraniu się przez wąskie szczeliny. Wjazd od Nevady, na zachód od Betty. One Way Road, czyli droga w jedną stronę. Jest tak wąska momentami że zmieści się tylko jeden pojazd. Nie ma specjalnie możliwości zawrócenia (na upartego można, ale z nadzieją że nikt nie będzie jechał drogą w naszym kierunku, wtedy się nie miniemy :). Wskazany jest napęd na 4 koła ale z napędem na 2 koła też można pokonać tą trasę. TYLKO samochód powinien mieć wysokie zawieszenie! Klasyczne miejskie SUV-y dają sobie radę. Zwykły samochód narażony jest na uszkodzenie podwozia przez głazy leżące na drodze. Nie umiem powiedzieć ile trwa sam przejazd bez robienia postojów. Nam zajęło to ponad pół dnia. Widoki niezapomniane a wyprawa ekscytująca. Samochód po wyjeździe pokryty był grubą warstwą czerwonego pyłu. W środku też :). W Furnace Creek można opłukać pojazd.

Zabriskie Point: Najsłynniejszy punkt widokowy i chyba ulubione miejsce dla fotografów. Słynne ze zrealizowanego w latach 70-tych filmu Antonioniego o hippisowskiej kontrkulturze (tyt: "Zabriskie Point" z muzyką min. Pink Floyd). To jest zwykle pierwsze miejsce na jakie trafia turysta wjeżdżający od strony Nevady. Samochód zatrzymujemy na małym parkingu i ścieżką wchodzimy na punkt widokowy. Piękna panorama. Widziałem kilka razy wycieczki piesze schodzące z przewodnikiem w głąb gór. Podziwiam, ze względu na bardzo wysokie temperatury w tym miejscu latem (zimą też). Kilka lat temu stała tam tablica informacyjna na temat tego miejsca, teraz już nie ma (zapewne zasłaniała widok i ktoś wyrwał :).

Badwater: 86 metrów poniżej poziomu morza. Najniżej położony punkt na półkuli zachodniej. Dobrze to obrazuje namalowany na pobliskiej górze znacznik gdzie znajduje się poziom morza, to daje wyobrażenie jak nisko się znajdujemy. Parkujemy na małym parkingu. Schodzimy na pomost na którym jest tabliczka informacyjna z nazwa miejsca i wysokością :) najczęściej fotografowane miejsce tutaj. Z pomostu schodzimy się na ogromny pas (jak pas startowy na lotnisku) soli. Płaski teren dookoła i falujące powietrze. Kiedyś można było biegać po całym terenie teraz zakazy ograniczają do małego obszaru. Znajdziemy też małe "bajorka" z zasoloną wodą.

Sand Dunes: Na drodze do Stovepipe Wells. Nie ma parkingu więc ludzie zatrzymują się na poboczu. Wyglądem przypominają pocztówki z Sahary :) tylko inny kolor piasku. Można pobiegać i poturlać się z wydm. Bardzo widokowe miejsce i atrakcyjne do fotografowania (piasek dostaje się wszędzie wiec trzeba uważać na sprzęt).

Ubehebe Crater: Znajduje się w północnej części doliny niedaleko od Scotty's Castle. Chyba mało popularne wśród turystów. Pozostałość po wulkanie. Wokoło krateru resztki sproszkowanej lawy. Ciężko się poruszać. Parkujemy na górze tuż przy krawędzi. Potem wycieczka do okola wygasłego wulkanu. Można zejść na dno (sturlać), ale wchodzenie to zapewne męka.

Racetrack Road i Tea Kettle Junction: Tuż obok krateru Ubehebe jest zjazd na Racetrack Road. "Droga" na południe. Off-Road. Zrobiona przez buldożery a wygląda jak tarka do prania. Jazda bardzo nieprzyjemna, cały czas trzęsie. Sugerowany napęd na 4 koła i wysokie zawieszenie. To długa trasa w dolinach. W połowie zaczynają się pokazywać Joshua Tree. (byłem w Parku Joshua Tree niedaleko Los Angeles ale to tutaj są najładniejsze). Można zatrzymać się i poszukać różnych kruszców :). Dużo śladów po poszukiwaczach metali. Droga kończy się skrzyżowaniem Tea Kettle a nazwa zapewne od drogowskazu na którym zawieszone są czajniki. Większość podróżnych zostawia tu swoje naczynie. Wygląda to trochę abstrakcyjne ale ubarwia to szare miejsce. Od tego miejsca są dwie opcje można kontynuować jazdę Racetrak Valley i zachaczyć o pełzające głazy (tak tak kamienie przemieszczają się same po pustyni) w miejscu o nazwie ... The Racetrack. Drugą opcją jest skręt do Hidden Valley trochę dłuższa droga. Widoki zmieniają się na typowo górskie z drzewami i w miarę normalną drogą. Obydwoma trasami dotrzemy do granicy Death Valley.

Artist Palette: Niedaleko od Badwater. Droga w jeną stronę. Trzeba uważnie szukać wjazdu. Wyjazd kilka mila dalej na główną drogę. Na miejscu jest parking. Miejsce charakteryzuje się różnymi barwami skał, dominują kolory pastelowe. można pochodzić miedzy górkami i wdrapywać się na wierzchołki. Idealne miejsce na zdjęcia pocztówkowe :).

Scottys Castle:Zbudowany w latach dwudziestych XX wieku, przez ekscentrycznego Waltera Scota. Warto zobaczyć to miejsce. Zamek w Dolinie Śmierci brzmi oryginalnie :). Za opłatą można zwiedzać wnętrza.

Autor: marcin.sieradzki Zdjęcia: Marcin Sieradzki
Sklep online
Z Krakowa do Rzymu za 304 złote
Kiedy: do 30.06.12
Cena: 304 zł
Więcej promocji

Podziel się wrażeniami i zdjęciami ze swoich wypraw, zamieść relację z wyjazdu i wygraj aparat fotograficzny Fujifilm FinePix XP30!

Zobacz inne konkursy
USA

Stolica: Waszyngton Waluta: dolar (USD) Język urzędowy: angielski Inne: języki mniejszości narodowych, głównie hiszpański

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Dla różnorodności
  • Dla kultury
  • Dla krajobrazów
  • Dla miast

Kiedy jechać

Przez cały rok

Niezbędne informacje

więcej

Przydatne adresy

CZYTAJCIE NAS

Wideo

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia aparatem analogowym, brać udział w konkursach, a także jak fotografować ludzi na ulicy.

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak przygotować bohatera do zdjęć i o tym czy sprzęt ma duże znaczenie.

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i ceny paliw w krajach europejskich

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej podróży dookoła świata.

Wywiad z Rafałem Milachem ...

Część druga wywiadu z Rafałem Milachem. Fotograf opowiada, czy warto robić zdjęcia… więcej

Wywiad z Rafałem Milachem

Rafał Milach, laureat Word Press Photo, opowiada jak zrobić dobry reportaż, jak… więcej

Samochodem po Europie - ...

Jak zaplanować podróż samochodem po Europie? Warto znać przepisy drogowe, opłaty i… więcej

2 lata w podróży ...

158536 kilometrów, 25 państw, 19 par zdartych klapek, czyli opowieść o dwuletniej… więcej

PODRÓZE

Lwów nostaligiczny i wypiękniony na EURO 2012; Najlepsze parki rozrywki w Europie; Szczecin - zielone miasto żaglowców; Turcja -  3 tys. km

więcej
W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line