okazje

Bohater powieści "Pod osłoną nieba" napisanej w Tangerze przez Paula Bowlesa powiedział, że różnica między podróżnikiem a turystą polega na tym, że turysta planuje powrót, a podróżnik może nigdy nie wrócić. Wyjeżdżając do Maroka, mieliśmy zaplanowany powrót. Chcieliśmy za to poznać kraj, nie sugerując się tym, co w folderach. Udało się.

16.03.2011

Maroko ma dwie twarze. Tę bardziej znaną można zobaczyć w czasie wyjazdów organizowanych przez biura podróży. Jednak zamiast dreptać utartymi trasami, lepiej zdecydować się na samodzielną eskapadę. Celem naszej grupy był najwyższy szczyt Atlasu Wysokiego i całej Afryki Północnej Dżebel Tubkal oraz południowa, saharyjska część kraju. Byliśmy jednak otwarci na wszystkie propozycje Maroka...

Przeczytaj koniecznie: Na skrzydłach do Maroka

Do Marrakeszu

Z Casablanki, gdzie lądujemy, "natychmiast", ruszamy w drogę do Marrakeszu. "Natychmiast" w wersji arabskiej oznacza kilkugodzinne oczekiwanie na przesiadkę, ale - jak napisał Ryszard Kapuściński - podróż jest czekaniem, więc w tym czasie cieszymy się pierwszym dniem w Maroku. Podróż pociągiem oddala nas od europejskiej i zbliża do afrykańskiej części kraju. Krajobraz za oknem z każdym kilometrem nabiera barw ochry i rdzy,  a w przedziale zaczynają pojawiać się okutani w galabije i turbany Berberowie. W Marrakeszu nocujemy w Medinie. Ta dzielnica to konglomerat średniowiecznej architektury, nawoływań handlarzy, barw, smaków, dręczących zapachów i porykiwania spragnionych osłów.. Ja jednak zamiast zwiedzać, zapuszczam się z Piotrem, który zna biegle język francuski, w zaułki w poszukiwaniu... szewca. Jeden z protektorów butów górskich postanowił "rozwieść się" z cholewką. Bez naprawy wyprawa w Atlas nie będzie możliwa. Napotkany rzemieślnik nie jest co prawda przekonany do swoich możliwości, ale pracę przyjmuje. Po kilku godzinach odbieram oblepiony butaprenem i podkuty gwoździami but. - No cóż, lepiej się nie da! Insz Allach - będzie, co Bóg da - myślę.

Przeczytaj koniecznie: Maroko: Fez – co warto zobaczyć

Dach Afryki Północnej

Nasyceni Marrakeszem ruszamy autobusem ku rysującym się coraz wyraźniej na horyzoncie górskim szczytom. Przez Asni docieramy do Imlilu, aby stąd podzieleni na dwie grupy wyjść w góry. Ja, Piotr, Ewa, Ala oraz Lech idziemy w górę doliną Mizan - drogą mułów, ku najwyżej w tej części Atlasu Wysokiego starodawnej osadzie i sanktuarium Sidi Chamharouch, w którym pogrzebany jest król dżinów. Wyżej ścieżka biegnie w głąb doliny i kończy się pod schroniskiem Tubkal, na wysokości 3209 m n.p.m. To tam mamy spotkać się z Dorotą, Olą, Joasią i Wojtkiem, którzy poszli trasą trekkingową. Podejście doliną jest najprostszym, ale dość nużącym sposobem dotarcia do bazy wyjściowej na szczyt Dżebel Tubkal. W czasie drogi nękani przez mulników, z uporem dźwigamy ciężkie plecaki. Nie chcemy skorzystać ze zwierzęcego transportu. Wnosimy bagaż na własnych plecach. Noc spędzamy na 2310 m n.p.m. w sklepiku z kilimami  i dywanami, który wieczorami gospodarze zamieniają w sypialnię. Rankiem, po wypiciu solidnej porcji przerażająco słodkiej miętowej herbaty, ruszamy wyżej. Koło południa po rozbiciu namiotów pod schroniskiem przychodzi czas leniuchowania. Czekając na resztę towarzystwa, obserwujemy kolejne grupki wchodzących z przewodnikami na szczyt. Jako znawcy gór nie zamierzamy skorzystać z ich usług. Wierzchołek chcemy zdobywać w dwóch zespołach: Ola, Dorota i ja mamy jeszcze czas na odpoczynek - szczyt będziemy zdobywać pojutrze. W czasie "dnia kondycyjnego" czytamy książki, piszemy pamiętniki i opalamy się. Na wysokości 3 tys. m n.p.m. temperatura sięga niemal 30oC. W blade twarze wcieramy kremy z filtrami. Na tej wysokości łatwo przecież o poparzenie... Tymczasem noc przynosi diametralną zmianę aury. Nowy dzień wita nas intesywnym śniegiem, temperaturą powietrza w okolicach 0oC i wiatrem, którego siła rośnie z każdą chwilą. Mimo to ruszamy na górę. Zawieja się wzmaga, a według schodzącego ze szczytu Amerykanina na wysokości powyżej 4 tys.  m n.p.m. jest już -15oC. uśmiechamy się z Olą: nie będzie to zwykłe, ale zimowe, alpejskie wejście! Szarpani porywistym wiatrem powoli zdobywamy górę. Dorota zostaje w tyle, aż w końcu znika w wirującej bieli. Teren nie jest trudny orientacyjnie, więc nie grozi jej zagubienie. Po czterech godzinach stajemy we dwójkę na szczycie - 4167 m n.p.m. Na szczycie nic nie widać. Decydujemy, żeby szybko schodzić, bo wichura wysysa z nas ciepło w błyskawicznym tempie. Okazuje się, że idziemy w złym kierunku. Zbaczając z drogi, zapychamy się w stromy żleb zasypany świeżym śniegiem. Zakładamy raki i zaczynamy się wycofywać. Wkrótce znów znajdujemy się na szczycie... W gęstym śniegu jeszcze raz brniemy w dół. Wreszcie zaczynamy zjeżdżać na "siedzeniach" - taka forma okazuje się najszybsza. Mokrzy i zmęczeni  wracamy do schroniska. Góra pokazała na co ją stać! Rankiem decydujemy o zejściu doliną Mizan - dalszy trekking w obliczu trwałego załamania pogody nie ma sensu. W drogę ruszamy z dużą karawaną hiszpańskiej wyprawy, która zdąża do Imlilu. Za mułami i przewodnikami, przetartą ścieżką, w ciągu kilku godzin schodzimy do wioski.  W tym czasie śnieg zamienia się w deszcz ze śniegiem, a niżej w ulewny deszcz.W Imilu pokrzepiamy się herbatą i negocjujemy transport do Marrakeszu. Tak nam się przynajmniej wydaje. Okazuje się, że podróż ciągnie się przez kilkanaście kilometrów, do miejsca, gdzie mknący z zawrotną prędkością potok, unoszący tony osadów, kamieni i gałęzi, zerwał drogę. Kierowca, który już wcześniej zainkasował pieniądze, z błogim uśmiechem mówi, że po drugiej stronie czeka na nas taksówka. To dobrze. Ale jak się tam przedostać? Wspierając się na kijkach, zaczynamy brnąć wreszcie przez wodną przeszkodę. Tymczasem ze stromych zboczy staczają się potężne głazy i sypie skalny gruz. Co rusz ze żlebów wypływają na drogę potoki błota. Z duszą na ramieniu patrzymy przed siebie i zastanawiamy się, czy uda się stąd uciec przed katastrofą naturalną. Stary mercedes typu "beczka" nurza się po osie w rwącej wodzie, ale kierowca zachowuje spokój. W końcu okazało się, że miał rację. Przemoczeni, zziębnięci i pełni nowych wrażeń jeszcze raz docieramy do miasta, gdzie zaczęliśmy naszą wyprawę, czyli do Marrakeszu.

1 2 >
Autor: Robert Szewczyk Zdjęcia: iStock, sxc, iStock, sxc
Sklep online

Redakcja radzi: Weekend w ...

kalendarz

Agadirze

więcej
MAROKO

Stolica: Rabat Waluta: dirham (MAD) Język urzędowy: arabski Inne: francuski, hiszpański

Lokalny czas

GMT+1

Po co jechać

  • Dla pięknej architektury
  • Dla muzyki
  • Dla arabskiej kultury
  • Dla gwaru miast

Kiedy jechać

Od marca do maja oraz we wrześniu i październiku.

Niezbędne informacje

więcej

Przydatne adresy

Wydarzenia

Jedziesz do Maroka? Sprawdz co się dzieje.

CZYTAJCIE NAS

W serwisie:
Kierunki
Aktualności
Wasze Wyprawy
Forum
Poradnik
Kuchnie Świata
Murator S.A:
O wydawnictwie
Kontakt do serwisu podroze.pl
Redakcja miesięcznika Podróże
Reklama
Licencje
Regulamin serwisu
Sklep on line
Serwisy internetowe:
Dom i ogród:
Muratordom.pl
Forum.muratordom.pl
Projekty.muratordom.pl
Muratorfinanse.pl
Urzadzamy.pl
Wymarzonyogrod.pl
Muratordom.com.ua
Architektura i budownictwo:
Muratorplus.pl
Architektura.muratorplus.pl
Tuznajdziesz.pl
Hobby i wypoczynek:
Podroze.pl
Zagle.com.pl
Poltrip.pl
Zdrowie i rodzina:
Poradnikzdrowie.pl
Dlarodzinki.pl
Dzieckozakupy.pl
www.Mjakmama24.pl
Rolnictwo:
Rolnictwoonline.pl
Wideo:
Jestem.pl
Porady:
Mowimyjak.pl
Rozrywka informacje:
Se.pl
Seusa.info
Eska.pl
Eskarock.pl
Voxfm.pl
Radiowawa.pl
Fabrykamuzy.pl
Gwizdek24.pl
Superauto24.pl
Zakupy:
Zakupy.muratordom.pl
Zakupy.urzadzamy.pl
Zakupy.wymarzonyogrod.pl
Zakupy.poradnikzdrowie.pl
Zakupy.zagle.com.pl
Supertanio.pl
Wgrupiekupie.pl
Sklep on line
Miesięcznik:
Murator
Dobre wnętrze
M jak mieszkanie
Moje mieszkanie
Podróże
Żagle
Zbuduj dom
Architektura
Zdrowie
M jak mama
Sklep on line