Podczas podróży z Adelajdy do Darwin wydarzyć się może wszystko. Na przestrzeni trzech tysięcy kilometrów jest tylko pustynia i owady. Można je jeść, popijając lokalnym winem.
06.01.2012"G’day mate!", typowo australijskim slangiem wita mnie ranger pilnujący kempingu. „Pamiętaj! Zanim założysz buty, sprawdź, czy nie ma w nich jakiegoś lokatora!”. Lokatorem może być wąż, jadowity pająk czy choćby skorpion. Po prostu: witamy w australijskim buszu!
25 PIĘTER NAD ZIEMIĄ
Moje spotkanie z Australią zaczyna się niezbyt miło. Celnicy wyciągają z mojego plecaka dwie mandarynki i banana, podczas gdy w deklaracji wjazdowej zakreśliłam, że nie wwożę żadnych owoców. Na nic zdają się tłumaczenia, że to pozostałości mojego obiadu zapomniane podczas kilkugodzinnej przesiadki w Singapurze. Robi się straszna afera, która kończy się oficjalnym uprzedzeniem, że od tej pory jestem notowana w australijskich systemach policyjnych i lepiej, żebym nie miała następnych wykroczeń przeciwko lokalnemu prawu.
Potem jest już tylko fajnie. Okazuje się, że nawet kilka dni, które spędzam w Sydney, nie wystarczy, aby dobrze poznać to miasto. Oczywiście idę pod słynną operę porównywaną, jak kto woli, do kwiatu lotosu, żagli lub kawałków pomarańczy. Wjeżdżam też na znajdujący się na wysokości 250 m taras widokowy na wieży telekomunikacyjnej, a w przerwach objadam się sushi, które tutaj jest wyjątkowo tanie, no i smakuje lepiej od wszechobecnej ryby z frytkami (spuścizna po Anglikach).
Z różnych muzeów szczególnie podoba mi się akwarium, w którym wchodząc w tunel z pleksi, jesteśmy otoczeni wielkimi płaszczkami i szczerzącymi zęby rekinami. Największym hitem okazuje się jednak wspinaczka na słynny most Harbour Bridge, który ze względu na swój wygląd nazywany jest „wieszakiem”. Najpierw musimy zaliczyć kontrolę alkomatem, podpisać oświadczenia, że jesteśmy zdrowi, przebrać się w specjalne kombinezony, przejść krótkie przeszkolenie i dopiero wtedy możemy wyruszyć na trzyipółgodzinną wyprawę pod opieką przewodnika, z asekuracją godną wspinaczy himalajskich.
Samo wejście nie jest specjalnie trudne, ale zdecydowanie nie jest to impreza dla osób z lękiem wysokości. Nietrudno dostać zawrotów głowy, chodząc po ażurowej konstrukcji i z wysokości 25 pięter patrząc na płynące po rzece statki czy jezdnię zatłoczoną małymi z tej perspektywy samochodzikami.
W POSZUKIWANIU OPALI
Moim celem jest przejechanie Australii w poprzek, od Adelajdy do Darwin. Dystans: około 3 tys. km, głównie przez pustynię. Jadę, czym się da: autobusami, stopem lub wielkimi ciężarówkami zwanymi ze względu na długość „drogowymi pociągami” (takie tiry z trzema przyczepami). Co i rusz słyszę przy tej okazji historyjkę o kierowcy, który mordował zabieranych autostopowiczów – prawdziwy horror, o którym kilka lat temu głośno było także w Polsce. No cóż, wychodzę z założenia, że skoro go złapali, to mogę czuć się bezpiecznie.
Nie ograniczam się tylko do zatrzymywania aut. Któregoś dnia stoję na drodze, na której pojawia się co najwyżej jeden samochód na godzinę. Lokalny farmer zauważywszy moją beznadziejną sytuację pyta, dokąd jadę. Mówię mu, a on: „Okej, podrzucę cię!” i chwilę potem siedzimy w jego dwuosobowym helikopterze, który w australijskim interiorze stanowi popularny środek transportu.
W ramach przerywnika w podróży zatrzymuję się w Coober Pedy, pustynnym miasteczku słynącym z wydobycia tzw. mlecznych opali, a także ze swego występu w filmach „Mad Max III” czy „Ground Zero”. Większość domów poszukiwaczy drogocennych kamieni wyryta jest w podziemnych skałach gwarantujących bardziej znośne temperatury niż te, które w ciągu dnia panują na powierzchni (40 stopni to przeciętna). W pobliżu biegnie płot chroniący miasta przed dzikimi psami dingo – liczący 9600 km jest najdłuższym ogrodzeniem świata!
Idę też zobaczyć miejscowy cmentarzyk z grobem słynnego tutejszego pijaka, który zażyczył sobie, że na jego pogrzebie musi być wesoło, i zawczasu opłacił żałobnikom hektolitry piwa (jedna z beczek stoi na grobie). Alkoholowe tradycje utrzymuje teraz leciwy Crocodile Harry, który po zakończeniu kariery łowcy krokodyli osiadł na tym „końcu świata” i na ogół w stanie mocno wskazującym chwali się kolekcją biustonoszy, jakie zostawiają mu turystyki, oraz pokazuje ogródki urządzone we wrakach samochodów. Oczywiście poznaję również tajniki wydobycia i obróbki opali. Próbuję nawet sama coś znaleźć, ale bezskutecznie. Jednak w pewnym sensie mam fart – okazuje się, że jeden z miejscowych sklepów z kamieniami prowadzony jest przez Polaka. W ten sposób poznaję Ryśka, który zaprasza mnie na kolację i na pożegnanie obdarowuje oszlifowanym przez siebie opalem.
Stolica: Canberra Waluta: dolar australijski (AUD) 1 AUD = 100 centów Język urzędowy: angielski
Lokalny czas
Niezbędne informacje
więcejWydarzenia
Jedziesz do Australii? Sprawdz co się dzieje.CZYTAJCIE NAS
Ostatnio dodane
- W serwisie:
- Kierunki
- Aktualności
- Wasze Wyprawy
- Forum
- Poradnik
- Kuchnie Świata
- Murator S.A:
- O wydawnictwie
- Kontakt do serwisu podroze.pl
- Redakcja miesięcznika Podróże
- Reklama
- Licencje
- Regulamin serwisu
- Sklep on line
- Serwisy internetowe:
-
- Dom i ogród:
- Muratordom.pl
- Forum.muratordom.pl
- Projekty.muratordom.pl
- Muratorfinanse.pl
- Urzadzamy.pl
- Wymarzonyogrod.pl
- Muratordom.com.ua
- Architektura i budownictwo:
- Muratorplus.pl
- Architektura.muratorplus.pl
- Tuznajdziesz.pl
- Hobby i wypoczynek:
- Podroze.pl
- Zagle.com.pl
- Poltrip.pl
- Zdrowie i rodzina:
- Poradnikzdrowie.pl
- Dlarodzinki.pl
- Dzieckozakupy.pl
- www.Mjakmama24.pl
- Rolnictwo:
- Rolnictwoonline.pl
- Wideo:
- Jestem.pl
- Porady:
- Mowimyjak.pl
- Rozrywka informacje:
- Se.pl
- Seusa.info
- Eska.pl
- Eskarock.pl
- Voxfm.pl
- Radiowawa.pl
- Fabrykamuzy.pl
- Gwizdek24.pl
- Superauto24.pl
- Zakupy:
- Zakupy.muratordom.pl
- Zakupy.urzadzamy.pl
- Zakupy.wymarzonyogrod.pl
- Zakupy.poradnikzdrowie.pl
- Zakupy.zagle.com.pl
- Supertanio.pl
- Wgrupiekupie.pl
- Sklep on line
- Miesięcznik:
- Murator
- Dobre wnętrze
- M jak mieszkanie
- Moje mieszkanie
- Podróże
- Żagle
- Zbuduj dom
- Architektura
- Zdrowie
- M jak mama
- Sklep on line

