NEW
Irony Medium
iTop Internautów
Couriersafe100
NEW
4 Watt LED C...
iTop Internautów
Nowe, elektr...
Autor: Silvia Sencekova i Bartek Pogoda
Zdjęcia: Silvia Sencekova i Bartek Pogoda, Bartek Pogoda
Źródło: Podróże 1/2010
Tagi: Wiedeń, Opera Wiedeńska, kawiarnie wiedeńskie, Cafe Sperl, Prater
1|2|
Strona 1 z 2
W Wiedniu niedzielne popołudnie trwa cały tydzień. W kawiarniach nikomu nie przychodzi do głowy, by się spieszyć
Powiadom znajomego

Ratusz wraz z przylegającym do budynku placem, to serce Wiednia. Zimą odbywa się tu kiermasz świąteczny, można także pojeździć na sztucznym lodowisku. Latem organizowany jest tu charytatywny Life Ball z pokazem mody, który gromadzi kilkadziesiąt tysięcy widzów.
Do Wiednia trafiłam przez przypadek. Owszem, znałam wcześniej stolicę starej monarchii, w końcu z mojej rodzinnej Słowacji to rzut beretem, ale Hoffburg, Belweder czy inne turystyczne atrakcje nie budziły we mnie wielkich emocji. Miasto wydawało mi się kolejnym wypielęgnowanym punktem na mapie Europy. Miejscem, które trzeba zobaczyć, by szybko o nim zapomnieć. Cztery lata temu podczas warsztatów fotograficznych poznałam jednak Fionę, która z uporem maniaka przekonywała mnie do rozpoczęcia studiów na wiedeńskiej akademii sztuk pięknych. „Nie masz się nad czym zastanawiać, masz blisko, a zobaczysz, jak rozwiniesz skrzydła”, powtarzała.
Potem była pozytywna weryfikacja komisji egzaminacyjnej i pierwsze mieszkanie w ósmej dzielnicy tuż przy ratuszu. Zaczynałam poznawać Wiedeń od zupełniej innej perspektywy. Miasto małych knajpek ze stałymi bywalcami, zielonych parków, do których latem przenosi się życie, i w końcu oddalonych od centrum dzielnic, w których kupuje się chleb od polskiego piekarza, a mięso u zaprzyjaźnionego Afgańczyka. Miasto dziwnej harmonii, w której tęsknota za starymi, dobrymi czasami miesza się z odwagą patrzenia w przyszłość. Dziś mieszkam w trzeciej dzielnicy, która nazywa się Landstrasse, i nie wyobrażam sobie życia gdzie indziej. Pod domem mam Rochusmarkt, na którym bałkańskie języki płynnie przechodzą w arabski, tuż dalej ścieżki do joggingu, z których widać wody Dunaju, a idąc na uniwersytet, podziwiam secesyjne kamienice, mosty, balustrady i sklepiki z antykami, w których znaleźć można meble Thoneta, szkło z manufaktury Lobmayra czy srebrną biżuterię, którą nosiły nobliwe Austriaczki w sukniach z koronki.
Staruszka z psem
Kiedyś była to dla mnie strata pieniędzy, dziś oczywistość. Wiedeńczycy dzień zaczynają od śniadania w swoich ulubionych kafejkach. Nie wyobrażam sobie poranka bez Braunera (czarna kawa podana z małym dzbanuszkiem mleka) czy Kapuzinera (z odrobiną mleka, czasem posypana tartą czekoladą) z ciepłym chrupiącym rogalikiem. Charakterystyczne „serwus” oznajmia, że przyszedł kolejny bywalec. Z pewnością wróci tu jeszcze wieczorem, by napić się wina i pograć w brydża.
Jednym z najciekawszych miejsc tego typu jest Café Alt Wien w samym centrum miasta (Bäckerstrasse 9), niedaleko katedry Stephansdom. To zadymiony lokal uczęszczany przez dość egzotyczną, choć typową dla Wiednia klientelę. Stary emigrant z Jugosławii, sympatyczna staruszka głaszcząca swojego psa, zmęczony życiem robotnik duszkiem wypijający piwo – prawdziwa wiedeńska mieszanka. Turyści szukający czaru starego, eleganckiego Wiednia powinni wpaść na melange (kawa z mlekiem) do Café Sperl. Panuje tu atmosfera jak za czasów monarchii, nobliwe towarzystwo pełne pisarzy, poetów, filmowców i wszelkiej maści artystów oddaje się tradycyjnym przyjemnością, czyli kawie, ciastkom i intelektualnym dyskusjom. Prawdziwie filmowy kadr – trudno się dziwić, że w Café Sperl co chwila kręcone są reklamówki. Tuż obok zresztą studiuję. W akademii sztuk pięknych znajduje się otwarta dla wszystkich galeria malarstwa, w której podziwiać można m.in. „Sąd Ostateczny” Hieronima Boscha.
Opera dla każdego
Pamiętam swoje pierwsze miesiące w Wiedniu. Uroki centrum kontrastujące z moim niewielkim stypendium. Żywiłam się wtedy w konditorei, czyli cukierniach, w których kupić można kanapkę oraz kawę na wynos, i oddawałam się rozkoszom podniebienia na ławce w którymś z pobliskich parków. Godzinami siedziałam w Stadt Park, jednym z największych w śródmieściu. Jadłam posiłek, obserwując tubylców na kocach z koszami pełnymi delikatesów, słuchając ulicznych grajków.
Wieczorami lubiłam przechadzać się po Rathausparku, czyli parku przed ratuszem. W letnie wieczory tysiące osób przychodzi oglądać spektakle operowe wyświetlane na ogromnym ekranie na wprost ratusza. Miło jest patrzeć, gdy najwyższa kultura staje się doznaniem tłumów. To miejsce jest jeszcze bardziej magiczne zimą. Na miejscu ekranu staje gigantyczna choinka, tuż obok zaś bożonarodzeniowy targ. Po świętach rynek oraz część parku zamienia się w lodowisko – to jedna z największych zimowych atrakcji miejskich i dla tych, co śmigają po lodzie, i dla tych obserwujących z kubkiem gluhweina w ręku. Idealne miejsce na nowe znajomości.
1|2|
Strona 1 z 2
